ŚwiatKrólowa śniegu

Królowa śniegu

Królowa śniegu
Królowa śniegu
Dodano

Angela Merkel jest skuteczna, bo nie ma litości dla nikogo- pisze w najnowszym wydaniu Do Rzeczy Marek Magierowski.

- „Das Mädchen”. „Dziewczynka” – tak Angelę Merkel nazywał kilkanaście lat temu Helmut Kohl. I nie był to bynajmniej wyraz ojcowskiej czułości. To nie była „Moja córeczka”, lecz właśnie „Dziewczynka”. Miła, uprzejma, dobrze wychowana i pilna. Przede wszystkim zaś posłuszna, zawsze stojąca u boku Wielkiego Kanclerza. Po prostu wierna.

Angela musiała dokonać ojcobójstwa. Musiała usunąć największą przeszkodę, która stała na drodze do pełni władzy w CDU, w Niemczech, wkrótce na całym kontynencie. Nie miała szans na objęcie schedy po Kohlu. Tak jak stała przy nim, tak stałaby zapewne przy nowym kanclerzu. A później sama zostałaby ofiarą partyjnych intrygantów, trucicieli i nożowników. W końcu jej kariera ugrzęzłaby w jakimś podrzędnym ministerstwie, z którego szybko uciekałaby na uniwersytet, gdzie wykładałaby fizykę.

Listopad 1999 r. Mija 10 lat od upadku muru berlińskiego. Jednak Helmut Kohl nie ma nastroju do świętowania rocznicy. Jego ugrupowanie straciło rok temu władzę, a teraz pogrąża się w skandalu związanym z finansowaniem działalności z nielegalnych źródeł. Łapówki, tajne konta, śledztwo sięgające partyjnych hierarchów. Kohl najpierw się zarzeka, że o niczym nie wiedział, potem mówi, że „niektóre wpływy zostały nieprawidłowo zaksięgowane”. Jego delfin, Wolfgang Schäuble, przyznaje na konferencji prasowej, że przyjął na rzecz CDU „darowiznę” w wysokości 100 tys. marek od Karla-Heinza Schreibera, znanego handlarza bronią. Afera zatacza coraz szersze kręgi, ale jedna osoba pozostaje poza wszelkimi podejrzeniami...

22 grudnia. „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, najbardziej opiniotwórcza gazeta w Niemczech, publikuje artykuł Angeli Merkel, wówczas sekretarza generalnego CDU. To nie jest zwykły manifest polityka, upstrzony banałami i okrągłymi frazami. To bezlitosny atak. To oskarżenie. To zabójstwo. „Helmut Kohl zaszkodził własnej partii – pisze Merkel. – Przyszłość należy budować na fundamencie prawdy. [...] Powinniśmy się nauczyć żyć z myślą, że partia będzie musiała niedługo toczyć boje bez Helmuta Kohla [...]. Być może to zbyt wygórowane żądanie, by po tak długiej karierze Helmut Kohl zrezygnował ze wszystkich urzędów, wycofał się z życia politycznego, ustąpił miejsca młodszym. Być może...”.

Dwa tygodnie później prokuratura wszczyna śledztwo w sprawie defraudacji funduszy partyjnych przez Helmuta Kohla. W lutym 2000 r. ze stanowiska przewodniczącego CDU i szefa frakcji w Bundestagu rezygnuje Wolfgang Schäuble. W kwietniu chadecja wybiera nowego lidera – Angelę Merkel.

„Wszyscy w partii czują do niej respekt. Ale nikt jej nie kocha. Kiedy tylko przegra wybory i przestanie być kanclerzem, natychmiast zostanie zrzucona z piedestału” – powiedział niegdyś jej biograf, zmarły niedawno Gerd Langguth.

Jednak Merkel na razie wygrywa. I z socjaldemokracją, i z wewnętrzną opozycją. (...)

Robi swoje. Jest pracowita i uparta, ale też oschła, zimna, brutalna. Niczym Królowa Śniegu z bajki Hansa Christiana Andersena. Zaczynała jako „Dziewczynka”, szara, NRD-owska mysz, której ćwierć wieku temu marzył się jeszcze „socjalizm z ludzką twarzą”. Na pewno nie marzył jej się wówczas urząd kanclerski Republiki Federalnej Niemiec. Jako „Ossi” nie miała żadnych szans na taki awans. Kiedy jednak pojawiła się odrobina nadziei, pierwsza szczelina, małe światełko w tunelu, Merkel już wiedziała, co robić. Wiedziała, że musi dokonać kilku egzekucji. (...)

Cały artykuł Marka Magierowskiego w 35. wydaniu Do Rzeczy.

Czytaj także

 0

Czytaj także