Moralne szpony niemieckiej teściowej
  • Rafał A. ZiemkiewiczAutor:Rafał A. Ziemkiewicz

Moralne szpony niemieckiej teściowej

Dodano: 
Arndt Freiherr Freytag von Loringhoven
Arndt Freiherr Freytag von Loringhoven Źródło: PAP / OMER MESSINGER
Na zakończenie misji w Warszawie ambasador Niemiec Arndt Freytag von Loringhoven udzielił „Rz” wywiadu, który wszyscy nauczyciele powinni zachować na wypadek, gdyby przyszło im tłumaczyć uczniom, co to takiego „belehrung”.

Niewprawnym w niemieckim wyjaśnię, że słowo to oznacza wyższościowe i butne, by nie rzec bezczelne, pouczanie innych krajów, do którego Niemcy czują się upoważnieni jako „mocarstwo moralne”, zwłaszcza wobec krajów Europy Środkowej.

Niemiecki historyk Michael Wolffson ujął to kiedyś w słowach: „Niemcy wpadli w pułapkę moralnej wyższości”. Uznaliśmy jako Niemcy – tłumaczył historyk ten mechanizm – „że nikt od nas nie wie lepiej, co znaczy moralna doskonałość”, ponieważ „popełniliśmy największe zbrodnie i umieliśmy publicznie za nie przeprosić”. Ten dziwny sposób myślenia ludzi, którzy ze zbrodni ojców wywiedli poczucie moralnej wyższości „Szawła narodów”, przebija z każdego akapitu wspomnianego wywiadu. Sam ambasador jest zresztą, na co w Polsce zwracano często uwagę, synem adiutanta Adolfa Hitlera, obecnego przy nim do ostatnich chwil w berlińskim bunkrze; pytany o drogę życiową ojca, wyjaśnia ją jego poczuciem obowiązku i patriotyzmu. Powiem od razu, że dla patriotyzmu polskiego, każącego przedkładać interes własnego kraju ponad dobro budowanego „państwa europejskiego”, nie ma tak wielkiego zrozumienia.

Osoba ojca-nazisty przysłoniła w Polsce okoliczność politycznie ważniejszą, że ambasador Freytag jest byłym wysokim funkcjonariuszem niemieckiego wywiadu. „Jak twierdzą znawcy przedmiotu, głównym zadaniem pana AFL było przygotowanie gruntu pod powrót do Polski Tuska, a następnie prowadzenie go w destrukcyjnych rozgrywkach przeciwko rządowi PiS” – napisał w komentarzu do odwołania, po zaledwie dwóch latach, niemieckiego ambasadora prof. Grzegorz Górski, nadmieniając jednocześnie, że fakt tak szybkiego zakończenia jego misji jest znaczący.

Od siebie dodam, że trudno nie połączyć go z szerszym politycznym sprzątaniem po „Mutti” Merkel, które odbywa się za naszą zachodnią granicą. Pisał o tym niedawno dziennik „Handelsblatt”, ale wątek przewija się w licznych publikacjach i wypowiedziach. Rzecz zresztą wydaje się oczywista: z każdym dniem skutecznego oporu stawianego przez Ukraińców rosyjskim agresorom sytuacja Niemiec staje się coraz bardziej niekomfortowa i kogoś trzeba obciążyć za to winą. A kto bardziej odpowiada za obecną sytuację niż Merkel?

Całość dostępna jest w 27/2022 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także