Sejsmiczna zbrodnia

Sejsmiczna zbrodnia

Dodano: 
Trzęsienie ziemi w południowo-wschodniej Turcji
Trzęsienie ziemi w południowo-wschodniej Turcji Źródło: PAP/EPA / REFIK TEKIN
Adam Zubek | Niestety, wiemy już – i przyznały to władze tureckie – że region dotknięty niedawnym trzęsieniem ziemi nie był przygotowany na zagrożenia sejsmiczne. Skutki okazały się dramatyczne. Niemożność przewidywania trzęsień ziemi jest tym, co spędza sen z powiek wszystkim sejsmologom, a także politykom, a przede wszystkim mieszkańcom stref sejsmicznych.

Turcja od zawsze wie, że ma ten problem. Problem, który zapoczątkowany został kilkanaście milionów lat temu, gdy siły rządzące wnętrzem naszej planety wymusiły ruch kilku płyt tektonicznych na północ. Na północ, napierając na płytę euroazjatycką, ruszyła płyta afrykańska, a także arabska i, mniejsza, irańska. Leżący między tymi płytami blok Wyżyny Anatolijskiej, na której położona jest Turcja, znalazł się w żelaznym uścisku. Choć tempo ruchu płyt nie jest imponujące (geolodzy są innego zdania), bo wynosi ok. 4–6 cm na rok, to kumulujące się w skałach naprężenia są wstanie wyzwolić kolosalną energię. Skala naprężeń osiągnęła punkt krytyczny 6 lutego o godz. 4.15. W ten sposób został przypieczętowany los kilkudziesięciu tysięcy, licząc rannych i ludzi pozbawionych dachu nad głową, mieszkańców regionu wschodniej Anatolii w rejonie wielkiego, milionowego miasta Gaziantep oraz Kahramanmaraş i Nurdaĝi, a także północno-zachodniej części Syrii. Ożyły uskoki tektoniczne, a włoski geofizyk, prof. Carlo Doglioni, ocenił, że Wyżyna Anatolijska przemieściła się na zachód nawet o 3 m. Jego zdaniem możliwe jest wystąpienie czegoś w rodzaju epidemii sejsmicznej, czyli pobudzenia aktywności sejsmicznej na bardzo dużym obszarze.

Cały artykuł dostępny jest w 7/2023 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także