Najdzielniejsze Polki

Najdzielniejsze Polki

Dodano:   /  Zmieniono: 
Najdzielniejsze Polki
Najdzielniejsze Polki 

Rocznica odzyskania niepodległości przywodzi na myśl postacie tych, dzięki którym Polska powróciła na mapy świata. Mężczyzn dzielnie wspierały w tej walce kobiety. Także z bronią w ręku - piszą w 41. wydaniu Do Rzeczy Ewa i Bogumił Liszewscy, autorzy książki "Dzielne Polki"

Józef Dunin-Borkowski, poeta i tłumacz, włożył w usta greckiej patriotki Boubouliny zatapiającej tureckie okręty następujące słowa: „Jestem kobietą, wiedzcie wrogi o tem, czym mężom równa, dowiecie się potem, gdy na dnie morza uścielę wam łoże”. Należy domniemywać, że ta albo podobna dewiza towarzyszyła wielu Polkom, którym nie wystarczały służba pomocnicza przy wojsku, opieka nad rannymi, zadania kurierskie i wywiadowcze, lecz zdecydowały się orężem walczyć z wrogami ojczyzny.

Joanna Żubr

Jedną z bohaterek okresu Księstwa Warszawskiego, nieco dziś zapomnianą, była Joanna Żubr (1786–1852) – pierwsza dama Orderu Virtuti Militari. Na odznaczenie zasłużyła swoją gorliwością w walce i odwagą. Wraz z mężem Maciejem Żubrem walczyła u boku cesarza Francuzów Napoleona, wierząc, że jego pomoc przywróci Polskę na mapy świata. Małżonkowie zerwali ze spokojnym i z dość dostatnim życiem w Żytomierzu, udając się przez zieloną granicę w kierunku Warszawy, gdzie formowano jednostki polskie. Wielka była determinacja Joanny, skoro zdecydowała się początkowo na mistyfikację, zgłosiła się bowiem do wojska w męskim przebraniu. Chociaż rzecz cała szybko się wydała, dowódca poruszony tak niezwykłą postawą pozwolił Joannie na pełnienie dalszej służby. Na żołnierskim szlaku Joanny były najpierw Raszyn, Góra Kalwaria, a później Zamość. Już wtedy dała przykład męstwa.

W Zamościu, jako jedna z pierwszych, wdarła się na wały. W męstwie nie ustępował jej mąż Maciej. Ponieważ za przelaną krew i odwagę dowództwo zaproponowało im gratyfikację pieniężną, zamiast odznaczeń wojskowych małżonkowie ze wzgardą odrzucili tę propozycję, prosząc o dymisję. Oni przecież służyli dla Polski, nie dla pieniędzy. Swoją honorową postawą dali temu wyraz. Zaciągnęli się więc do innej jednostki. (...)

Joanna została odznaczona Orderem Virtuti Militari w czasie wyprawy moskiewskiej Napoleona. To właśnie ona przytomnie zorganizowała odsiecz dla okrążonego przez kozaków oddziału, wojsko przez nią poprowadzone przejęło inicjatywę zaczepną, wzięto jeńców. Maciej Żubr również otrzymał podczas tej kampanii wojskowe odznaczenia i awans.

Dalsze życie Joanny upłynęło w guberni kaliskiej, początkowo u boku Macieja, który pracował jako leśnik. Za służbę wojskową otrzymała dożywotnią rentę od cara. Fantazja żołnierska nadal jej jednak nie opuszczała. Znana jest relacja, że wyzwała przeciwnika na pojedynek w obronie honoru swojego męża. Według kronikarzy do pojedynku ostatecznie nie doszło. Przeżyła Macieja o trzy lata, zmarła w Wieluniu podczas epidemii cholery. Do dziś w Wieluniu zachował się grób Joanny i dom, w którym mieszkała, przy ulicy nazwanej obecnie jej imieniem.

Emilia Plater

Powszechnie znaną, do dziś podziwianą bohaterką powstania listopadowego była Emilia Plater (1806–1831). Nazywa się ją czasem polską Joanną d’Arc, wzorowała się bowiem na tej Francuzce. Emilia pochodziła ze spolonizowanej litewskiej rodziny o korzeniach niemieckich. Na jej patriotyczne wychowanie wielki wpływ miała matka, ojciec bowiem porzucił rodzinę. Platerówna bardzo interesowała się sytuacją w kraju i uważnie śledziła wydarzenia polityczne. Te sprawy zaprzątały ją do tego stopnia, że we wspomnieniach koleżanka określiła ją jako osobę niemającą potrzeby kontaktu z rówieśnicami. „Nie lubiła ich zabaw, a tańców nawet nienawidziła. Mierziło ją strojenie się. Gdy pozwolono jej na dowolny wybór sukni, zawsze decydowała się na ciemny, na ogół czarny”. Kolor ten symbolizował zniewoloną zaborami Polskę. Odrzuciła oświadczyny rosyjskiego generała, odpowiadając dumnie: „Wszak jestem Polką”.

Wybuch powstania listopadowego w Królestwie Polskim spowodował, że wkrótce Litwa przyłączyła się do walki. Emilia zwerbowała pokaźny oddział złożony z chłopów i ziemian. Brała udział w ataku na twierdzę Dyneburg. Po rozproszeniu tego oddziału przyłączyła się do tzw. wolnych strzelców.

W Wiłkomierzu spotkała się z Marią Raszanowicz, inną kobietą w szeregach powstańczych. Zaprzyjaźniły się, a Raszanowicz do końca powstania była adiutantką Emilii. Po połączeniu się wojsk polskich i litewskich Emilia kontynuowała walkę pod dowództwem gen. Dezyderego Chłapowskiego. W Kownie brała udział w przygotowaniu obrony i szkoleniu nowych rekrutów. Następnie znalazła się pod Szawlami, gdzie zasłużyła się w obronie zaatakowanego przez Rosjan taboru. Za tę postawę została wyróżniona przez dowództwo. Decyzję polskich generałów o ewakuacji armii do Prus Emilia uznała za zdradę. Wraz z Marią Raszanowicz i Cezarym Platerem postanowili kontynuować walkę i przedzierać się na pomoc Warszawie.

Wyprawa w poprzek rosyjskich kordonów okazała się jednak ponad siły wątłej, choć silnej duchem kobiety. Zdołała dotrzeć do szlacheckiego dworu Abłamowiczów w Justianowie, gdzie według przekazów na wieść o upadku Warszawy zmarła. Inny przekaz głosi, że zginęła w potyczce z kozakami, gdy próbowała przeprawić się przez rzekę. (...)

Antonina Tomaszewska

Jedną z najbardziej ciekawych postaci litewskiego powstania listopadowego była 16-letnia Antonina Tomaszewska (1841–1883), która do wojska polskiego uciekła ze szkoły sióstr benedyktynek w Krożach. Już w tak młodym wieku znana była z wyjątkowego patriotyzmu, co objawiało się w jej zachowaniu i w dyskusjach z rówieśniczkami. Każda rozmowa o ojczyźnie i Polsce wywoływała u niej ogromne wzruszenie i egzaltację. Za wzorzec przyjęła sobie postać mickiewiczowskiej „Grażyny”.Walczyła w oddziale jazdy żmudzkiej Juliusza Grużewskiego na Żmudzi. Oprócz broni białej i pistoletu nosiła przy sobie sztylet do samoobrony. Według świadectw kolegów jej sylwetka w mundurze kawalerzysty prezentowała się wyjątkowo pięknie.

Wykazywała się brawurą i odwagą. Pokazała to w bitwie pod Mańkuniami, ruszając do boju w pierwszym szeregu. Wzbudziła powszechny szacunek i podziw kolegów. Powrót do obozu towarzysze uczcili gromkimi wiwatami. Brała też udział w bitwach pod Szawlami i Powendeniami.

Z wielkim żalem przyjęła decyzję dowództwa o ewakuacji armii polskiej do Prus. Nie była w tym poglądzie odosobniona, jeden z żołnierzy w geście rozpaczy zabił bowiem gen. Antoniego Giełguda. Znalazła się na emigracji. Początkowo przez krótki czas przebywała w dworach polskich zaboru pruskiego. Chętnie ją goszczono i podziwiano. Gdy Prusacy nalegali na uregulowanie statusu internowanych, udała się do Francji, gdzie mieszkała ponad 20 lat. Polscy oficerowie i żołnierze otrzymywali od rządu francuskiego niewielki żołd. Na emigracji wyszła za mąż za polskiego oficera, zmieniając nazwisko na Wierzbicka.

Do Polski Antonina wróciła po carskiej amnestii, kilka lat przed powstaniem styczniowym. Zamieszkała z mężem w okolicach Płocka. Była świadkiem styczniowego zrywu, choć nie ma świadectw, że brała w nim udział osobiście lub że uczestniczył w nim ktoś z rodziny. Należy jednakże przypuszczać, że pomagała powstaniu w inny sposób. Trudno uwierzyć, żeby przeszła obok tych wydarzeń obojętnie. Zmarła w Płocku najprawdopodobniej około 1883 r. Jej grób na Cmentarzu Starym się nie zachował. Daleki potomek Antoniny zapamiętał z relacji rodzinnych, że jego prapraprababcia pochowana była z mieczem.

Maria Piotrowiczowa

Powstanie styczniowe w 1863 r. oceniane jest jako najbardziej tragiczne i nieudane. Jednak jego uczestnicy nie mieli wątpliwości, że trzeba kontynuować walkę mimo nikłych szans powodzenia. Kobiety służyły w tym powstaniu jako łączniczki, kurierki, zwiadowcy, adiutantki i sanitariuszki. Służba ta miała charakter masowy, nie były to pojedyncze osoby. Organizowały i obsługiwały polowe lazarety, przemycały broń, organizowały schronienia dla uciekinierów. Jedną z uczestniczek styczniowej insurekcji była Maria Piotrowiczowa (1840–1863), szlachcianka wywodząca się z bogatej podłódzkiej rodziny. Jej ojciec był powstańcem 1831 r. W walkę zaangażowała się wraz z mężem Konstantym, wielkim ideowcem i społecznikiem. Był on nauczycielem w wiejskiej szkole. Również Maria porzuciła dostatnie życie we dworze i towarzyszyła mężowi jako nauczycielka w podłódzkiej miejscowości.

Maria i Konstanty stanowili dobraną parę, łączyły ich wspólne zainteresowania i idee. Na długo przed powstaniem działali w antycarskiej organizacji konspiracyjnej. Gdy wybuchło powstanie, oboje natychmiast się do niego przyłączyli. Maria pełniła funkcję pomocniczą, choć władanie bronią, umiejętność szermierki, strzelania z pistoletu i jazda konna nie były jej obce. Specjalnie się szkoliła, czekając na okazję do wygnania z Polski Rosjan.

Oddział, w którym służył Konstanty Piotrowicz, został zdekonspirowany i zaatakowany przez Rosjan. Gdy Maria dowiedziała się o bezpośrednim zagrożeniu, z niewielkim pocztem zbrojnym udała się na pomoc. Przybyła do oddziału tuż przed rozpoczęciem bitwy, która odbyła się 24 lutego 1863 r. W historiografii zrywu bitwa ta zaliczana jest do największych bitew powstania styczniowego. Mimo przeważających sił rosyjskich i ucieczki części powstańców Maria walczyła do końca. Broniła ufundowanego przez łódzkie kobiety powstańczego sztandaru.

„Okrążona przez kozaków jednego ubiła, drugiego raniła, pod trzecim zabiła konia. Broniła się rewolwerem i kosą. Zginęła od ciosów pik i szabel kozackich”. Konstanty walczył u boku żony. Ciężko ranny zmarł kilka dni później w szpitalu powstańczym. W pożegnaniu Marii przed pogrzebem brał udział oficer rosyjski, który według relacji stał oparty o szablę i płakał. (...)

Henryka Pustowójtówna

Inną znaną kobietą powstańcem 1863 r. była pochodząca z mieszanej polsko-rosyjskiej rodziny Henryka Pustowójtówna (1838–1881). Mimo że jej ojciec – rosyjski wojskowy – próbował wychowywać ją na prawosławną Rosjankę, nie uległa tej presji. Swoje patriotyczne wychowanie zawdzięczała matce i babce. Wzorem dla niej był też dziadek, uczestnik powstania listopadowego.

Idea odrodzenia Polski stała się celem życia tej młodej dziewczyny, której identyfikacja z polskością była silniejsza od identyfikacji wielu rdzennych Polek. Jedna z gazet z 1881 r. pisała, podsumowując jej życie: „Miłość ojczyzny, która cuda sprawia, gdy ją prawdziwie kochamy, wywoływała w jej charakterze równowagę rycerskiego usposobienia z cichymi cnotami żony, matki, obywatelki. Była ona jedyną i główną pobudką jej działania. Wszystko, co czyniła, Polskę miało na celu. Dla niej poszła w bój, dla niej naraziła się na więzienie, wygnanie i tułactwo”. (...)

Dzielne Polki

Śladami uczestniczek powstań listopadowego i styczniowego poszło wiele innych kobiet, które walczyły o wolność Polski najpierw w konspiracji. Ich niezłomna postawa w okresie 123-letniej niewoli stała się wzorem i inspiracją dla tysięcy innych bohaterek, np. Marii Bohuszewiczówny, w obu wojnach światowych i później, np. Marianny Cel, Danuty Siedzik, Elżbiety Zawackiej czy Anny Walentynowicz.

Mimo że żyły w różnych epokach historycznych, nie znały się wzajemnie, dążyły do tego samego celu, kierowały się w życiu wspólną dewizą. Postawę wszystkich tych kobiet, które dobro swojej ojczyzny stawiały ponad własne szczęście, doskonale podsumowano w rodzinnym piśmie „Gartenlaube” z 1917 r.: „A teraz niechaj Pan padnie na kolana albo przynajmniej niech Pan uchyli kapelusza, gdyż mówimy o polskich kobietach”.

Cały artykuł ukazał się w 41. wydaniu Do Rzeczy.


Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.

Zapraszamy do wypróbowania w promocji.


Czytaj także