Prof. Wierzba, dyrektor CSK MSWiA: Nie zostawiamy pacjentów bez pomocy
  • Katarzyna PinkoszAutor:Katarzyna Pinkosz

Prof. Wierzba, dyrektor CSK MSWiA: Nie zostawiamy pacjentów bez pomocy

Dodano: 9
Pracownik szpitala w stroju ochronnym. Fot. zdjęcie ilustracyjne
Pracownik szpitala w stroju ochronnym. Fot. zdjęcie ilustracyjne / Źródło: PAP / Leszek Szymański
Leczymy chorych na COVID-19, ale nie odmawiamy też pomocy innym. Jeśli pacjent z Polski, lub jego rodzina, zwrócił się do nas z prośbą o leczenie, ponieważ nigdzie indziej nie mógł uzyskać pomocy, to nigdy nie odmawialiśmy. Leczymy m.in. chorych z rakiem trzustki, nowotworami neurologicznymi, schorzeniami kardiologicznymi, kardiochirurgicznymi. Mimo pandemii staramy się też wprowadzać nowoczesne metody leczenia - mówi prof. Waldemar Wierzba, dyrektor CSK MSWiA w Warszawie.

Szpital MSWiA w Warszawie jest od początku na „pierwszej linii frontu”, hospitalizowano w nim najwięcej chorych na COVID-19 w Polsce. Jak wygląda tu sytuacja w trakcie trzeciej fali pandemii?

Prof. Waldemar Wierzba: Szpital już na początku pandemii, decyzją wojewody, został szpitalem jednoimiennym. Potraktowaliśmy sytuację bardzo poważnie, zbudowaliśmy cały szereg barier: śluz, ciągów dekontaminacyjnych, szkoliliśmy personel, wdrożyliśmy i przestrzegaliśmy procedur bezpieczeństwa epidemicznego i ochrony osobistej. Dzięki temu udało nam się wypracować zachowania, które chronią przed zakażeniami w szpitalu. W efekcie od marca 2020 roku do końca września tylko 4 osoby zakaziły się w szpitalu, na ponad 4 tys. personelu. Żadna nie chorowała ciężko. Od początku staraliśmy się być na bieżąco ze wszystkim, co dzieje się na świecie, jeśli chodzi o COVID-19. Codziennie z kierownikami klinik dyskutowaliśmy o najlepszych rozwiązaniach, wyciągaliśmy wnioski. Procedury, które wdrażaliśmy, sposób leczenia, zawsze były oparte na najlepszych dowodach naukowych. Nasze doświadczenia były podstawą przygotowania wytycznych leczenia, wydanych przez Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji; zresztą wspólnie nad nimi pracowaliśmy.

Czy to prawda, że coraz więcej osób jest dziś w ciężkim stanie, że brakuje miejsc w szpitalu?

Są pacjenci w ciężkich stanach, zawsze byli. Część z nich, niestety, umiera, mimo że staramy się im pomóc. Czynnikami ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19 jest wiek, znaczna otyłość, nieustabilizowana cukrzyca.

Sytuacja jest bardzo dynamiczna. Część chorych wraca do zdrowia, są wypisywani; niektórych kierujemy do szpitala tymczasowego na Stadionie Narodowym, który jest naszą filią i ogromną pomocą. Jego utworzenie to była bardzo dobra decyzja. Zabezpiecza miejsca dla chorych z Warszawy, Mazowsza, pomaga szpitalom w trudnej sytuacji. W dużym procencie pracują tam lekarze z naszego szpitala, jest tam taka sama, znakomita opieka, jak u nas.

Niemal od początku stosowaliście osocze ozdrowieńców, co do którego skuteczności były sprzeczne doniesienia. Co wynika z doświadczeń szpitala?

Jako pierwsi w Polsce zaczęliśmy nie tylko stosować osocze ozdrowieńców, ale też prowadziliśmy badanie kliniczne, które niedawno zostało zakończone. Udowodniło, że osocze jest skuteczne, tylko trzeba wiedzieć, kiedy je podać. Bardzo dobrze działa w początkowym okresie choroby, w okresie szybkiego namnażania się wirusa. Gdy pacjent jest już w ciężkim stanie, ma zajętych powyżej 50 proc. objętości płuc, to trzeba walczyć już nie z namnażaniem się wirusa, tylko z negatywnymi skutkami, dokonanymi przez wirusa. W początkowej fazie choroby osocze to znakomity lek.

Wyniki leczenia macie jedne z najlepszych – jeśli nie najlepsze – w Polsce. Jakie innowacyjne metody leczenia COVID-19 prowadzicie w szpitalu? Pacjenci często późno wzywają pogotowie, myśląc, że w szpitalu nie dostaną pomocy…

W naszym szpitalu dostaną pomoc, jesteśmy na bieżąco ze wszystkimi informacjami, jakie pojawiają się na świecie na temat COVID-19. Wiele terapii stosowaliśmy jako pierwsi w Polsce. Bywało, że inny ośrodek chwalił się podaniem nowoczesnego leku, a my już go stosowaliśmy od 2-3 tygodni lub dłużej. W dalszym ciągu leczenie COVID-19 to leczenie objawowe, stosujemy jednak całą paletę leków, w zależności od stanu chorego. Jeśli ma wysoką gorączkę, obniżamy ją; jeśli dodatkowo pojawi się zakażenie bakteryjne, to podajemy antybiotyki. Gdy pojawiają się zaburzenia krzepliwości, podajemy leki przeciwkrzepliwe. Są leki, które mogą pomóc w trakcie burzy cytokinowej. Chorzy w ciężkim stanie muszą być pod bardzo dobrym, stałym monitoringiem, by jak najszybciej reagować i podać odpowiednie leczenie. Dzięki temu w ogromnej większości przypadków udaje się wygrać z COVID-19.

Ważnym lekiem jest tlen, podawany pod ciśnieniem, ponieważ wirus SARS-CoV-2 ma powinowactwo do nabłonka pęcherzyków w płucach. Powoduje wysięk płynu do światła pęcherzyków, płyn ten zawiera bardzo dużo włóknika, co powoduje, że one niemal całkowicie zarastają. Trzeba podawać tlen pod ciśnieniem; „wypycha” ono płyn ze światła pęcherzyków do łożyska naczyniowego. To bardzo dobra metoda, która pozwala nie dopuścić do zniszczenia pęcherzyków płucnych.

Ostatnią deską ratunku jest ECMO: aparat do pozaustrojowego utlenowania krwi. Jako pierwsi w Polsce zorganizowaliśmy zespół wyjazdowy terapii ECMO, we współpracy z Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym. Mamy kilkanaście takich urządzeń. Zdarzały się sytuacje, że śmigłowiec leciał po pacjenta w ciężkim stanie, chory miał założone ECMO, był do nas przewożony, leczony. Wiele osób w ten sposób uratowaliśmy, choć niestety nie wszystkich.

W szpitalu są prowadzone też prace nad genetycznymi predyspozycjami ciężkiego przebiegu COVID-19. Uda się opracować test, który podpowie, u kogo to zachorowanie może być bardzo groźne?

Ważną częścią dzielenia się wiedzą jest działalność naukowa, która jest naprawdę imponująca: sam jestem współautorem ponad 30 publikacji z zakresu COVID-19 w ostatnim roku. Otrzymaliśmy szereg grantów na badania, m.in. z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, Agencji Badań Medycznych. W ramach prowadzonych przez nas badań naukowych prowadzimy m.in. projekt poszukiwania markerów genetycznych wpływających na intensywność przebiegu COVID-19 (wspólnie z firmą MNM Diagnostics w Poznaniu). Wykorzystujemy sekwencjonowanie genomu pacjentów (za ich zgodą). Celem badania jest opracowanie szybkiego testu, który podpowie, którzy pacjenci są predysponowani genetycznie do ciężkiego przebiegu COVID-19. Rozpoczęliśmy również testowanie polskich szybkich, 15-minutowych testów RT PCR. Tworzymy nowoczesne Centrum Badań Klinicznych i Ośrodek Leczenia Chorób Rzadkich. Współpracujemy naukowo z Politechniką Warszawską i Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego, poszukujemy nowoczesnych metod, z wykorzystaniem m.in. technik grafenowych, do wykrywania cząstek wirusa.

Czy pacjenci nie-covidowi mogą dziś u was otrzymać pomoc?

Żadnego z naszych pacjentów onkologicznych, hematologicznych, kardiologicznych, leczonych biologicznie np. w chorobach reumatycznych, gastroenterologicznych, dermatologicznych nie zostawiliśmy bez pomocy. Podobnie, jeśli pacjent z Polski (lub jego rodzina) zwrócił się do nas z prośbą o leczenie, ponieważ nikt nie chciał mu pomóc, to nigdy nie odmawialiśmy. Leczyliśmy m.in. chorych z rakiem trzustki, nowotworami neurologicznymi, schorzeniami kardiologicznymi, kardiochirurgicznymi.

Mimo pandemii, a może wbrew niej, staramy się wprowadzać nowoczesne metody leczenia. Prowadzimy m.in. program podawania rzadko stosowanych pierwiastków promieniotwórczych, m.in. w leczeniu nieoperacyjnego raka trzustki. Jeszcze przed pandemią zakupiliśmy nowoczesny robot da Vinci; w czasie pandemii nasi kardiochirurdzy uczyli się wykonywania operacji, zdobywali certyfikaty. Dziś możemy pochwalić się tym, że wykonaliśmy najwięcej operacji kardiochirurgicznych z użyciem robota da Vinci w Polsce, a nawet w Europie Środkowo-Wschodniej. Obecnie techniki operacji z użyciem da Vinci uczą się lekarze innych specjalności: ginekolodzy, chirurdzy, urolodzy, laryngolodzy. Gdy tylko otrzymają certyfikaty, rozpoczną przeprowadzanie takich operacji.

Każdy dziś zadaje sobie pytanie: kiedy „trzecia fala” epidemii się skończy?

Sądzę, że wtedy, gdy temperatury się ustabilizują, zrobi się ciepło; druga połowa maja, podobnie jak w ubiegłym roku. Myślę jednak, że już wcześniej poziom zachorowań będzie spadał. Prawdopodobnie jednak SARS-CoV-2 z nami pozostanie, być może jesienią znów nastąpi wzrost zachorowań. Mam nadzieję, że na ten wzrost będziemy lepiej przygotowani, m.in. dzięki szczepieniom, i choć ciężkie przebiegi choroby będą mogły się zdarzać, to generalnie wirus nie będzie już tak groźny. Dlatego trzeba się szczepić, każdą szczepionką, która jest dostępna. Nie należy się obawiać żadnych szczepionek, każdą warto się zaszczepić.

Prof. Waldemar Wierzba, dyrektor CSK MSWiA, absolwent Politechniki Warszawskiej i Warszawskiej Akademii Medycznej, Master of Health Administration, m.in. tworzył i był pierwszym prezesem Agencji Oceny Technologii Medycznych, dyrektorem Departamentu Zdrowia MSWiA; jest specjalistą położnictwa i ginekologii, zdrowia publicznego, menedżerem, redaktorem naczelnym Świata Lekarza

Artykuł został opublikowany w 13/2021 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

-
 9
Czytaj także