"Za mówienie prawdy można wylecieć". Rzecznik NIL o uciszaniu lekarzy w Polsce

"Za mówienie prawdy można wylecieć". Rzecznik NIL o uciszaniu lekarzy w Polsce

Dodano: 
Warszawski Szpital Południowy
Warszawski Szpital Południowy Źródło: PAP / Albert Zawada
Sprawa nieprawidłowości w Szpitalu Południowym w Warszawie uruchomiła lawinę komentarzy ze strony środowiska medycznego.

Po głośnych oskarżeniach byłego ordynatora chirurgii dr. Emila Jędrzejewskiego głos zabrał rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski. Przyznał, że mechanizmy uciszania lekarzy zgłaszających nieprawidłowości są w polskich szpitalach czymś powszechnym.

"Patologie są napiętnowane"

W środowej „Debacie Gozdyry” Kosikowski mówił wprost, że lekarze często boją się mówić o nieprawidłowościach, bo stawką bywa ich dalsza kariera. – To jest problem wieloletni. Problem tego, że szpitale są na równi ze spółkami skarbu państwa. Mają właścicieli politycznych i co wybory zmienia się im zarząd – powiedział.

Według rzecznika NIL kierownictwa oddziałów i pion administracyjny często są silnie związane z lokalnym układem politycznym. W takim systemie zgłaszanie błędów czy patologii nie jest mile widziane. – Wszelkie nagłaśnianie patologii jest napiętnowane – zaznaczył.

Kosikowski: Zgłosiłem błąd i straciłem dyżury

Rzecznik NIL zdecydował się też opowiedzieć o własnym doświadczeniu. Jak przyznał, jeszcze jako stażysta zwrócił uwagę ordynatorowi na nieprawidłowe leczenie pacjenta. Szybko miało to przynieść konsekwencje. – W jednym ze szpitali, kiedy zgłosiłem, że coś jest nieprawidłowo leczone, w następnym miesiącu nie znalazłem się na dyżurach – relacjonował.

Kosikowski podkreślił, że nie był to odosobniony przypadek. – Jak to prześledziłem, okazało się, że za każdym razem, kiedy ktoś coś zgłaszał z zewnątrz, miał z tym problem. To jest zjawisko powszechne – mówił. Padły też mocne słowa o atmosferze panującej w środowisku. – Efekt jest taki, że z donosicielami nie chcą współpracować – stwierdził.

Jędrzejewski: Tam giną ludzie

Tymczasem we wtorek były ordynator chirurgii dr Emil Jędrzejewski w rozmowie na Kanale Zero oskarżył placówkę o rażące zaniedbania. Lekarz mówił o błędach medycznych, które – jego zdaniem – miały prowadzić do śmierci pacjentów. – Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. To jest sedno całego zamieszania – powiedział. Jędrzejewski zarzucił byłemu już koordynatorowi SOR Dawidowi Kacprzykowi, że pacjenci byli traktowani instrumentalnie, a dokumentacja miała być poprawiana już po fakcie.

W środę Jędrzejewski pojawił się w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, gdzie został przesłuchany jako świadek. Jak poinformował rzecznik prokuratury prok. Piotr Skiba, lekarz odmówił składania zeznań bez obecności pełnomocnika. Jędrzejewski złożył jedynie krótkie oświadczenie i przekazał notatkę z nazwiskami dwóch osób, które mogą być pokrzywdzone. Prokuratorzy zadali mu kilkadziesiąt pytań, jednak – jak poinformował Skiba – na żadne nie odpowiedział. – Świadek każde z pytań skwitował milczeniem – zaznaczył rzecznik.

Czytaj też:
Kierwiński odcina się od Kacprzyka. "Nie była to bliska znajomość"
Czytaj też:
"Bijesz własne rekordy hipokryzji". Ziobro oskarża Giertycha o podwójne standardy

Źródło: Polsat News / DoRzeczy.pl
Czytaj także