Oto jak Niemcy zdradzają Polskę

Oto jak Niemcy zdradzają Polskę

Dodano

Nie tylko przyjaciół poznaje się w biedzie – także nie przyjaciół i nieprzyjaciół. Dzięki ostatniej, ukraińskiej, próbie wiemy już, czego możemy się spodziewać po nie przyjaciołach Niemcach. To przecież za ich sprawą Polska, jak się okazuje, nadal należy nie do NATO, lecz do NATO-bis oraz nie do UE, lecz do UE-bis.

eMimo że Rosja łamie jedno porozumienie międzynarodowe po drugim, sprowadzając między innymi na nasz kraj śmiertelne niebezpieczeństwo, zdaniem kanclerz Niemiec Angeli Merkel Polskę ma jednak obowiązywać skandaliczny, ograniczający nasze prawo do obrony w ramach sojuszu północnoatlantyckiego (w tym do rozmieszczania na naszym terytorium baz wojskowych innych państw NATO) pakt NATO-Rosja z 1997 r. A więc albo w rzeczywistości nigdy nie wstąpiliśmy do NATO, bo chyba nie można być w NATO, nie mogąc korzystać ze wszystkich praw przysługujących członkowi tej organizacji, albo w najlepszym razie należymy do NATO-bis – o czym właśnie Niemcy tak dobitnie nam niedawno przypomniały. Przypomniały, bo nadal czują się gwarantem tego, w istocie antypolskiego, paktu z Moskwą z 1997 r.?

Z czyimi zatem, w pierwszym rzędzie, interesami liczą się Niemcy, gdy w grę wchodzą rozbieżne interesy należącej do NATO i UE Polski i nienależącej do NATO i UE Rosji? Z interesami Rosji. Tak było w przypadku Gazociągu Północnego, którego posadowienie na dnie Bałtyku – z ominięciem Polski, Litwy, Łotwy i Estonii – było wsparciem przez Niemcy właśnie Rosji, i to wbrew nie jakimś drugorzędnym, ale absolutnie podstawowym, strategicznym interesom tych czterech państw członkowskich Unii Europejskiej i NATO. Tak samo jest w sprawie forsowanej przez Polskę i kraje nadbałtyckie, a wetowanej przez Niemcy takiej konstrukcji tarczy antyrakietowej NATO, aby była ona zdolna do odparcia także ataku ze strony Rosji. Tak jest wreszcie w przypadku wyproszenia – jak rozumiem, nie bez zgody Berlina – należącej do NATO i UE Polski z udziału w kluczowych dla bezpieczeństwa tej części Europy negocjacjach, choć dotyczą one wojny, która toczy się za naszą, a nie Niemiec, granicą.

Jeśli więc ktoś miał jeszcze do niedawna złudzenia, że gdyby w Polsce pojawiły się bandziory Putina, Merkel kiwnęłaby choćby palcem w naszej obronie, to mam nadzieję, że już się ich wyzbył. I w sumie dobrze, że pryskają one teraz, czyli zanim doszło do najgorszego, bo z punktu widzenia skuteczności obrony własnych interesów nie ma niczego szkodliwszego od życia w świecie iluzji, na przykład poczuciu, że w razie zagrożenia będzie można polegać na kimś jeszcze oprócz siebie samego.

A zasadnicze pytanie brzmi dziś tak: Czy tych złudzeń pozbyło się wystarczająco dużo Polaków? Wystarczająco dużo, by czym prędzej przegonić iluzjonistów Tuska i zastąpić ich politykami – jeśli tacy istnieją – którzy będą umieli w porę przygotować nasze państwo do obrony przed śmiercionośnymi skutkami Tuskowych iluzji.

/ dtc

Czytaj także

 0

Czytaj także