Szczucie na osoby, które przybyły do Polski z Ukrainy, uciekając przed wywołaną przez Rosję pełnoskalową wojną – zwłaszcza chodzi o kobiety i dzieci – jest zarówno nieprzyzwoite, jak i niemądre. Ale nie oznacza to, że masowa imigracja i jej efekty mają stanowić temat tabu. Napływ Ukraińców oraz innych cudzoziemców zmienia polską substancję społeczną i nie jest to zjawisko dla rdzennych Polaków obojętne.
Tuż po tym, gdy Rosja zaczęła bombardować ukraińskie miasta, Piotr Gabryel na portalu DoRzeczy.pl opublikował felieton (31 marca 2022 r.), w którym wysunął przypuszczenie, że zalanie Polski ludnością ukraińską – niosące olbrzymie obciążenie dla budżetu państwa polskiego – mogło być dodatkowym zamiarem Władimira Putina ze wszelkimi tego konsekwencjami.
To śmiała i daleko idąca myśl. Od jej sformułowania minęły blisko cztery lata. Warto do niej wrócić, lecz tym razem rozważyć ją nie tyle pod kątem ekonomicznym, ile w szerokim kontekście cywilizacyjnym i historycznym.
Przypomnijmy, późną zimą roku 2022 przybywający do Polski Ukraińcy spotkali się z gościnnym, entuzjastycznym przyjęciem ze strony gospodarzy.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
