Oglądałem niedawno album poświęcony zdobywcom Mount Everestu. Zauważyłem, że pierwsi himalaiści wchodzili na szczyt, mając na sobie tweedowe marynarki i krawaty – powiedział angielski projektant Paul Smith.
Nie chciałabym dzisiaj ubierać wspinaczy w wełniane garnitury, ale jest coś na rzeczy. Po latach bezwzględnego dyktatu syntetyków wełna upomniała się o swoje prawa. To musiało nastąpić, powodów jest więcej. W powszechnym apelu o ekologię we wszystkich dziedzinach życia rynek mody musiał zauważyć zalety wełny. Jest to surowiec naturalny, obdarzony niezastąpionymi zaletami użytkowymi i całkowicie odnawialny. Inny powód: wełna ma coś, czego syntetyki mimo całej technologii wciąż nie potrafią skopiować: naturalną inteligencję materiału. Nie chodzi o sentyment do „natury”, tylko o konkretne właściwości fizyczne i użytkowe.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
