Chodzi o pięć bloków przy ulicy Górczewskiej obok Wola Parku. Łącznie to 384 lokali, które mogą wkrótce zostać obciążone kolosalnymi zobowiązaniami finansowymi.
– Wygląda na to, że ktoś przejął nasze osiedle i oczekuje od nas 31 mln zł. Trudno mi się w tym połapać. Wśród mieszkańców krążą opowieści grozy, że będziemy musieli płacić drugi raz za mieszkania. A nikt nie ma takich pieniędzy – mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" jeden z lokatorów.
Sprawa jest niezwykle skomplikowana i sięga jeszcze czasów przedwojennych. Sami mieszkańcy przyznają, że ciężko zorientować się w obecnym galimatiasie prawnym, a ich nikt nie informuje w ich sytuacji.
Śpiewak: To skandal i tragedia
Sprawę komentuje w rozmowie z "Faktem" Jan Śpiewak. Aktywista zwraca uwagę na kuriozalną decyzję Sądu Najwyższego, który stwierdził, że Skarb Państwa nie jest stroną postępowania. Stroną staje się spółdzielnia, ale w rzeczywistości koszty poniosą mieszkańcy, którzy już raz zapłacili za swoje mieszkania. Zdaniem Śpiewaka to "absurd".
– Przecież drogi i inne nieruchomości należą do Skarbu Państwa. Wyrok sądu zdziwił nas bardzo – dodał. To właśnie ten wyrok umożliwił spółce przejmowanie gruntów. – Oczekujemy, że miasto i ministerstwo podejmą odpowiednie kroki prawne. To kolejny epilog afery reprywatyzacyjnej. Szokujące, że dekadę po jej wybuchu wciąż się borykamy z tym problemem – wskazuje.
Śpiewak wskazuje, że sprawa dotyczy przedwojennej "fikcyjnie reaktywowanej spółki". – To absolutny skandal i tragedia. Kilkaset rodzin, rodzice i dzieci mogą stracić szkoły, przedszkola, mieszkania przez przedwojenną, fikcyjnie reaktywowaną spółkę – mówi.
Jak dodaje, w sprawie powinny natychmiast interweniować służby i prokuratura, by nie dopuścić do przejęcia gruntów.
Czytaj też:Przejęli blokowisko na Woli, chcą od mieszkańców fortuny. "Wróciła dzika reprywatyzacja"
Czytaj też:
Prokuratorzy odpowiadają na oburzenie ws. Brzeskiej. "To nie koniec"
