KROPiK, czyli jak wylać dziecko z kąpielą
Art. sponsorowany

KROPiK, czyli jak wylać dziecko z kąpielą

Dodano: 
Pies
Pies Źródło: Unsplash / Justin Aikin
24 lutego rząd przyjął projekt ustawy o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK), który w teorii ma pomóc w rozwiązaniu problemu bezdomności zwierząt w Polsce. Tyle że zapisy w projekcie mają się nijak do tych założeń, a prawdziwy cel wydaje się być zupełnie inny.

KROPiK to inicjatywa wiceministra rolnictwa Jacka Czerniaka z Lewicy, który pierwsze próby wdrożenia tego pomysłu podjął już w 2024 r. Wówczas opór społeczny – i to zarówno ze strony obywa teli, jak i organizacji pozarządowych – sprawił, że zaniechano tych planów. Co się zatem zmieniło? Chociaż Ministerstwo Rolnictwa przekonuje, że rejestr pomoże w rozwiązaniu problemu bezdomności zwierząt, to warto zwrócić uwagę, że projekt w ogóle nie dotyka sedna patologii „pseudoschronisk”.

Samo oznakowanie psa czy kota i wpisanie go do państwowej bazy danych w żaden sposób nie poprawia warunków, w jakich te zwierzęta przebywają w schroniskach. Projekt ustawy bowiem ani nie nakłada obowiązku realnych, skutecznych kontroli warunków bytowych zwierząt, ani też nie eliminuje procederu czerpania zysków z przetrzymywania zwierząt w skrajnie złych warunkach przez podmioty wygrywające gminne przetargi. Zamiast tego widzimy tu niczym nieuzasadniony interwencjonizm państwowy, budujący kolejny monopol w obszarze gospodarki.

Nierealne oczekiwania

Analiza Oceny Skutków Regulacji (OSR) oraz uzasadnienia projektu ujawnia wiele założeń, które w realiach administracyjnych i społecznych można uznać za niezwykle optymistyczne, a wręcz nierealne. Przede wszystkim założono, że do gmin mogłoby wpływać blisko 931 mln zł rocznie z opłaty od posiadania psa. Tyle że autorzy projektu „optymistycznie” założyli, że wszystkie gminy wprowadzą maksymalną stawkę opłaty (186,29 zł) i ściągną ją od wszystkich 5 mln właścicieli. W praktyce większość gmin rezygnuje z tej opłaty, bo jej pobór jest droższy niż wpływy, a wprowadzenie „podatku od psa” w maksymalnej kwocie to dla samorządowców samobójstwo polityczne.

Drugim aspektem, na który warto zwrócić uwagę, jest założenie, że dzięki rejestrowi gminy będą ponosić „niższe koszty utrzymania odłowionych zwierząt”, a zaoszczędzone środki przeznaczą na sterylizację. OSR w ogóle pomija fakt, że w pierwszym etapie koszty gmin drastycznie wzrosną. Gminy będą musiały bowiem sfinansować czipowanie tysięcy psów już przebywających w schroniskach. Projekt nie wskazuje, skąd wziąć na to pieniądze, ale obiecuje oszczędności w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Skok na kasę

Analizując zapisy projektu ustawy, trudno zatem nie odnieść wrażenia, że KROPiK to nic innego, jak klasyczna próba „skoku na kasę” Polaków. Administratorem systemu ma być Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która dostanie... trzy lata na jego przygotowanie. Z kolei następne trzy lata przewidziano na identyfikację i rejestrację zwierząt objętych ustawą. Uruchomienie i funkcjonowanie rejestru przez 10 lat ma kosztować ponad 130 mln zł. Inna rzecz, że budowa ogólnopolskiego, bezpiecznego systemu dla 10 mln rekordów, zintegrowanego z mObywatelem, loginem profilu zaufanego i dostępem dla tysięcy lekarzy oraz służb, za niecałe 16 mln zł w rok, graniczy z niemożliwością przy standardowych kosztach zamówień publicznych IT. Jakby tego było mało, koszty czipowania i rejestracji zwierząt poniosą ich opiekunowie, którzy zostaną do tego prawnie zmuszeni. Niedopełnienie obowiązku będzie podlegało karze grzywny. Kontrole związane z obowiązkiem czipowania i rejestracji zwierząt będą mogły prowadzić m.in. policja, straż miejska oraz Inspekcja Weterynaryjna. W pewne uprawnienia kontrolne wyposażono także wójta (burmistrza, prezydenta miasta), który uzyska możliwość kierowania do mieszkańców gminy (miasta) pouczeń o obowiązku oznakowania i rejestracji psów i kotów wraz z jednoczesnym wezwaniem do złożenia deklaracji o liczbie psów lub kotów, których są właścicielami i które podlegają obowiązkowemu oznakowaniu i rejestracji.

Warto dodać, że proponowane przepisy wymagają ponownej rejestracji zwierząt w systemie KROPiK, choć miliony psów i kotów są już oznakowane i figurują w działających bazach danych, ponieważ projekt nie przewiduje przeniesienia istniejących informacji do nowego systemu. Oznacza to, że nawet ok. 6 mln właścicieli będzie musiało przejść całą procedurę od początku, ponosząc dodatkowe koszty i ryzykując kary za niedostosowanie się do nowych regulacji. Co ważne, projekt nie przewiduje ogólnokrajowego, systemowego mechanizmu wsparcia finansowego dla najuboższych właścicieli zwierząt. Ewentualna pomoc została w istocie pozostawiona samorządom, bez zagwarantowania im dodatkowych środków czy jasnych standardów działania. W efekcie projekt, który w założeniu ma poprawić sytuację zwierząt, w praktyce przenosi odpowiedzialność finansową i administracyjną na obywateli oraz lokalne wspólnoty.

Wykończyć konkurencję

Doktor habilitowany Krzysztof Koźmiński, profesor UW, w opinii prawnej na temat KROPiK zwrócił uwagę, że „projekt ustawy ignoruje zastane stosunki społeczne, tj. przede wszystkim istniejące od lat oraz obejmujące miliony rekordów rejestry w prowadzonych przez prywatne podmioty (zwłaszcza organizacje pozarządowe o profilu prozwierzęcym) bazach danych – mimo że w wielu państwach członkowskich Unii Europejskiej krajowy prawodawca opiera właśnie na nich państwowy rejestr/system rejestrów psów i kotów, angażując zasoby prywatnych podmiotów oraz partnerów społecznych w wykonywanie zadań publicznych”. To oznacza, że gdyby ustawa weszła w życie, to poskutkowałaby ona wygaszeniem działalności gospodarczej podmiotów prowadzących prywatne bazy danych oznakowanych zwierząt domowych. Ponadto doprowadziłoby to do wzrostu kosztów usług znakowania i rejestracji zwierząt, które obecnie są często świadczone nieodpłatnie, co będzie oddziaływać na schroniska dla zwierząt, hodowców zwierząt i właścicieli zwierząt domowych. W tym miejscu warto zaznaczyć, że od 25 lat w Polsce funkcjonują prywatne bazy danych (np. SAFE-ANIMAL), które obejmują 200 z 220 schronisk i 5 tys. gabinetów weterynaryjnych, działając bez obciążania budżetu państwa. Dlaczego zatem, skoro takie rozwiązania funkcjonują z powodzeniem od lat, rządzący nie chcą, aby państwo – wzorem innych krajów w UE – odgrywało rolę darmowego dla budżetu agregatora danych z istniejących systemów, zamiast budować kosztowny monopol?

Projekt ustawy de facto likwiduje legalnie działający segment rynku usług rejestracyjnych, co jest sprzeczne z art. 20 i 22 Konstytucji RP, a także uderza w podmioty non profit i fundacje, które wypracowały skuteczny system identyfikacji zwierząt w Polsce. Rządzący chcą stworzyć centralny rejestr i system sankcji, ale ciężar organizacyjny oraz koszty funkcjonowania nowych regulacji chcą przenieść na obywateli i samorządy. To rodzi pytanie, czy proponowane rozwiązanie rzeczywiście odpowiada na najpoważniejsze problemy związane z bezdomnością i warunkami w schroniskach czy też przede wszystkim wprowadza kolejny obowiązek – z całą jego biurokratyczną i finansową konsekwencją – którego skuteczność pozostaje co najmniej dyskusyjna. Co więcej, w UE trwają już zaawansowane prace nad rozporządzeniem o tożsamym zakresie, co oznacza, że wprowadzenie teraz polskiej ustawy grozi koniecznością jej natychmiastowej i kosztownej przebudowy po wejściu w życie prawa unijnego. W dodatku nowy system może odciąć Polskę od europejskiej sieci Europetnet, co sprawi, że polskie zwierzęta staną się „niewidzialne” dla służb za granicą. W związku z powyższym, trudno nie uznać, że projekt KROPiK w obecnym kształcie to przykład nieuzasadnionej etatyzacji sprawnego sektora prywatnego, generujący zbędne koszty publiczne i naruszający konstytucyjne zasady zaufania obywatela do państwa.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także