Dorota Gawryluk wypowiedziała się na temat burzy po wizycie prezydenta RP na Węgrzech. W poniedziałek Karol Nawrocki spotkał się w Budapeszcie z premierem Viktorem Orbanem, co wywołało wściekłość strony rządowej. Padły oskarżenia o wspieranie proputinowskiej polityki szefa Fideszu oraz zdradę polskich interesów.
– Czym my się zajmowaliśmy jako dziennikarze? Zajmowaliśmy się, bo też rząd bardzo się denerwował, wizytą prezydenta na Węgrzech. Przez trzy, cztery dni z rzędu. Był wściekły atak na prezydenta, że pojechał się spotkać z Viktorem Orbanem. Zajęło to kilka dobrych dni. Dlatego nie było czasu, żeby zająć się rzeczami, które są naprawdę ważne – zauważyła dziennikarka Polsatu w programie "Kalejdoskop wydarzeń".
Dorota Gawryluk przypomniała sytuację sprzed kilku miesięcy, gdy Donald Tusk wołał Viktora Orbana do wspólnego zdjęcia. – I podaje rękę temu putinowskiemu przywódcy europejskiemu – ironizowała dziennikarka.
Gawryluk: Absolutnie zaburzono proporcje
Jej zdaniem po stronie Kancelarii Prezydenta zabrakło opowiedzenia o zyskach tej wizyty dla Polski, ale Gawryluk podkreśla, że należy "patrzyć na proporcje". – Proporcje przywiązania do tematu. Prezydent chciał, to pojechał, stanął obok Viktora Orbana, rozmawiał z nim. To samo robi Donald Tusk. Wszyscy witają Orbana. (...) To że rząd żyje tym prze kilka dni w obliczu tak wielkiego kryzysu światowego paliwowego, kryzysu w służbie zdrowia, to uważam, że te proporcje zostały absolutnie zakłócone – oceniła.
– Jaki rząd ma zysk z tego, że przez wiele dni zastanawiał się, czy prezydent jest putinowski? – pytała. Dorota Gawryluk podkreślała, że czas poświęcony na oburzanie się w związku z wyjazdem Nawrockiego na Węgry, rządzący powinni poświęcić na reakcję na rosnące skokowo ceny paliw.
Czytaj też:
Tańsze paliwo. Ustawy wchodzą w życie
