• Joanna BojańczykAutor:Joanna Bojańczyk

Niech nas zobaczą

Dodano: 
Paryż. Zdj. ilustracyjne
Paryż. Zdj. ilustracyjne Źródło: Unsplash / Alexander Kagan
Wszyscy fotografują, wszyscy filmują, wszyscy polują na celebrytów. Ktoś na tym zarabia. Czy wrócą czasy, gdy pokaz mody nie był częścią spektaklu, niczego nie publikował, niczego nie reklamował, tylko był pokazem ubrań?

Moda wytworzyła wokół siebie sferę, która ją przerosła. To, co pokazuje się na podium, jest mniej ważne. Liczą się „people”. Kto przyszedł: znana aktorka, raper, ktoś z rodziny królewskiej, miliarder? Media społecznościowe, telewizje i kolorowe magazyny generują ruch, za którym dla domów mody idą pieniądze.

Lata 90. to były złote lata mody. Świat wierzył, że trendy są ważne, wyznawał kult modelek. Cztery najpiękniejsze dziewczyny – Linda Evangelista, Claudia Schiffer, Naomi Campbell, Carla Bruni – zaludniały okładki magazynów mody. Cztery miasta – Paryż, Mediolan, Londyn, Nowy Jork – ogłosiły się samozwańczymi stolicami światowej mody: W marcu i październiku na fashion weeki pielgrzymowali dziennikarze, handlowcy, gapie i znajomi królika. Gdy wtedy pracowało się w mediach, nie można było tam nie być. Francuzi porzucili prêt-à-porter i zaczęli używać angielskiego wyrażenia „fashion week”. Zdrada stanu.

Ale być w Mediolanie czy nawet w Nowym Jorku nie oznaczało zobaczyć pokazy. Dla polskiego dziennikarza kartonik z zaproszeniem na pokaz Chanel, Prady czy Calvina Kleina był towarem trudnym do zdobycia.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także