Chcemy przełamać monopol Pendolino PKP Intercity, oferując o połowę niższe ceny biletów – te śmiałe deklaracje wygłaszane przez Radima Jančurę, założyciela RegioJet, po tym, gdy pierwszy pociąg czeskiego przewoźnika przejechał po polskich torach, są już nieaktualne. Zdezaktualizowały się zresztą bardzo szybko, bo cytowana deklaracja została wypowiedziana przed siedmioma miesiącami. Tegoroczna majówka była ostatnim weekendem, w którym RegioJet woziło pasażerów między Warszawą a Trójmiastem, Krakowem i Poznaniem.
Tym samym w Polsce powrócił monopol PKP Intercity. I dał nam wszystkim przyspieszoną lekcję z podstaw ekonomii. Lekcja ta brzmi – konkurencja jest dla klienta korzystna. Monopol to zawsze albo gorsza jakość, albo wyższe ceny, albo jedno i drugie. Tuż po majowym weekendzie PKP podniosło ceny biletów.
Śmiałe plany
Mapa na stronie RegioJet, pokazująca siatkę połączeń, robi wrażenie. Zaznaczone są na niej dworce, z których – głównie do Czech – odjeżdżają charakterystyczne żółte pociągi i autobusy. Od Londynu na zachodzie, przez Paryż, Berlin, aż po Kijów i Charków na wschodzie. Od Gdańska na północy, przez Budapeszt, aż po Rzym na południu.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
