Dystans 18 lat to dla czytelników takich jak niżej podpisany ledwie wczoraj, dla młodych – cała epoka, nic dziwnego więc, że niejeden nabywca „Przemienienia” dopiero w trakcie lektury, a właściwie po jej zakończeniu zorientował się, że nie ma do czynienia z nową książką popularnego pisarza, a ze wznowieniem, o czym wydawca informuje w redakcyjnej stopce anonsem: „wydanie pierwsze w tej edycji”. Edycji wzbogaconej o obszerne posłowie „Między esbecją a Evolą”, napisane przez historyka z katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, Sebastiana Rosenbauma.
A cóż to za powieść – może ktoś zapytać – która wymaga naukowego komentarza? I czy rok 1985, w którym rozgrywa się akcja „Przemienienia”, to już historia, którą trzeba objaśniać? Otóż tak właśnie, nawet jeśli przyjmiemy za prawdę znane powiedzenie, że historia to jest dziś tylko cokolwiek dalej. A opisywane przez Twardocha wydarzenia, także te będące wyłącznie wynikiem kreatywności pisarskiej autora, jak również w sumie odległy czas, w którym książka ta powstawała, niepokojąco przypominają to, co widzimy za oknem. A tam dopala się właśnie krzyż, który spłonął, bo wierni postawili przed nim za wiele zniczy. No jasne.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
