"Giedroyciowcy" przeciw Giedroyciowi
  • Filip MemchesAutor:Filip Memches

"Giedroyciowcy" przeciw Giedroyciowi

Dodano: 
Jerzy Giedroyc
Jerzy Giedroyc Źródło: PAP / ARCHIWUM
Książę z Maisons-Laffitte był chłodno patrzącym na świat realistą. Niewykluczone, że dzisiejsze rojenia ludzi, którzy się powołują na jego koncepcję dotyczącą polskiej polityki wschodniej, uznałby za dawanie upustu szkodliwym fantazjom.

Intelektualne dziedzictwo Jerzego Giedroycia funkcjonuje w Polsce niczym eksponat muzealny. Każdy może z myślą polityczną szefa paryskiej „Kultury” zrobić to, co chce. I nie ma znaczenia, czy chodzi o to, żeby ją afirmować czy dezawuować. A książę z Maisons-Laffitte w tej sprawie z oczywistych względów głosu zabrać nie może (zmarł w roku 2000). Warto zatem przypomnieć jego poglądy i zastanowić się nad tym, ile mają one wspólnego z tym, co na ich temat można przeczytać lub usłyszeć dziś, gdy nazwisko redaktora „Kultury” przywołuje się w sporach o polską politykę wschodnią, bo właśnie z nią jest ono często kojarzone.

Koniec zimnej wojny przyniósł zmianę architektury świata. Na gruzach Związku Sowieckiego utworzono państwa, z którymi III Rzeczpospolita miała nawiązać dobrosąsiedzkie relacje. Tym samym mogło się wydawać, że marzenia wielu pokoleń Polaków o agonii rosyjskiego imperializmu stały się rzeczywistością. I właśnie wtedy na politycznych salonach III RP zaczęła królować koncepcja znana jako doktryna Giedroycia. Choć trzeba odnotować, że gdy pierwszy gabinet Donalda Tuska w roku 2007 uruchomił reset stosunków z Kremlem (co nie podobało się w Kijowie), to znalazła się ona w odwrocie, czego ówcześni jej krytycy – jak choćby Bartłomiej Sienkiewicz, wtedy jeszcze komentator i analityk, a nie polityk – woleliby obecnie nie przypominać, bo jednak potem wróciła do ich łask.

Gwoli ścisłości trzeba doprecyzować, że doktryna Giedroycia jest dziełem nie tylko szefa „Kultury”, lecz także – a nawet przede wszystkim – jego bliskiego współpracownika, Juliusza Mieroszewskiego (dlatego jako jej twórców wypada podawać te dwa nazwiska). To właśnie ten emigracyjny publicysta zamieścił w paryskim miesięczniku w roku 1974 tekst „Rosyjski »kompleks polski« i obszar ULB”, uważany za coś w rodzaju manifestu zawierającego zręby programowe przyszłej polskiej polityki wschodniej.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także