Niespodzianki kardynała Rysia
  • Paweł ChmielewskiAutor:Paweł Chmielewski

Niespodzianki kardynała Rysia

Dodano: 
Metropolita krakowski kard. Grzegorz Ryś
Metropolita krakowski kard. Grzegorz Ryś Źródło: PAP / Marian Zubrzycki
Kardynał Grzegorz Ryś lubi zaskakiwać. Problem w tym, że zaskakuje głównie tradycyjnie wierzących Polaków. Rozdźwięk między opinią wiernych a jego poglądami na temat liturgii, relacji z Żydami czy ekumenizmu jest coraz poważniejszy.

Cechą Kościoła katolickiego jest stałość. Świat nieustannie się zmienia, ale od Kościoła można zawsze oczekiwać mniej więcej tego samego. Owszem, wiele aspektów życia kościelnego ulega przeobrażeniom, niekiedy nawet dość znacznym, ale wierni zakładają, że wierzą dokładnie w to samo, w co wierzyli ich przodkowie – 50, 150 i 1500 lat temu. To przekonanie jest w ostatnim czasie wystawiane w Polsce na poważną próbę. Główną rolę odgrywa tu kard. Grzegorz Ryś, przez lata arcybiskup Łodzi, a od niedawna metropolita czcigodnego Krakowa. Od arcypasterza akurat tej diecezji oczekiwalibyśmy dość naturalnie funkcji jednoczącej wszystkich Polaków. Wprawdzie prymasem jest kto inny, ale Kraków to Kraków; od pokoleń odgrywa szczególną rolę w duchowym krajobrazie naszej ojczyzny.

Kiedy w dawnej stolicy Karola Wojtyły rządził abp Marek Jędraszewski, nieustannie narzekała lewica: zbyt bliski Prawu i Sprawiedliwości; za prawicowy; skostniały; niechętny homoseksualistom… Skargom nie było końca. Cokolwiek by powiedzieć na temat okresu jego posługi, jedno było pewne: nawet jeżeli arcybiskup polaryzował ze względów politycznych, to w najważniejszych kwestiach uczył po prostu tego, czego uczył zawsze Kościół katolicki. Nowy metropolita Krakowa wciąż powtarza, że niczego nie głosi od siebie, a podaje tylko naukę papieży, ale nie zawsze brzmi to wiarygodnie. Znacząca grupa regularnie praktykujących katolików ma poważną trudność z przyjęciem jego tłumaczeń. Dyskusje, które przetaczają się w ­ostatnich miesiącach przez media, w tym media społecznościowe, świadczą o tym dobitnie: zwyczajny polski zmysł wiary (sensus fidei, jak mówią teologowie) każe powątpiewać, czy nauki głoszone przez kard. Rysia są całkowicie adekwatne wobec tego, co zawsze uchodziło w naszym kraju za wykład katolickiej wiary.

Weźmy na przykład liturgię. Msza – rzecz święta, o tym wiedzą nawet ci, którzy nie chodzą zbyt często do kościoła. Każdy rozumie, że wspólnota wiernych gromadzi się przed ołtarzem Chrystusa, na którym kapłan, jako jej przewodniczący, składa Najświętszą Ofiarę. Być może dlatego w 2021 r. wybuchł w całym kraju tak wielki szok. Arcybiskup Ryś – wówczas jeszcze w Łodzi i bez biretu kardynalskiego – zgromadził dużą grupę młodzieży na jednym ze stadionów. Modlitwa, śpiewy, nabożeństwa, dobra i – wydawałoby się – pobożna zabawa. Ku zdziwieniu samych uczestników protagonista całego przedsięwzięcia znienacka ogłosił: jesteście na Mszy Świętej! Mówiąc krótko, kardynał postanowił zaskoczyć zebranych i ułożył dla nich bezprecedensową liturgię, w której brali udział, wcale o tym nie wiedząc… To bardzo ciekawe w naszej epoce, bo od początku XIX w. trwają w Kościele katolickim starania o to, by przybliżyć wiernym tajemnicę Mszy Świętej. Mówi się w tym kontekście o tzw. aktywnym uczestnictwie (participatio actuosa). Takie aktywne uczestnictwo, czyli w pełni świadome i pobożne przeżywanie Eucharystii – oto ideał katolickiego ruchu odnowy liturgicznej. Stadionowa Msza Święta była tego jako żywo pełnym zaprzeczeniem: oto uczestnictwo, o którym sam uczestnik dowiaduje się ex post, potraktowany protekcjonalnie, z góry, jak małe dziecko, które nie musi w ogóle wiedzieć, co się dookoła niego dzieje… Zostawmy jednak ludzkie emocje, w końcu w liturgii chodzi o Boga – to On powinien zostać uczczony. Właśnie po to Kościół opracował wiele przepisów liturgicznych. Tych na stadionie zupełnie nie dochowano.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także