Dawid Mysior: Drzewa o zatrutych owocach
  • Ryszard GromadzkiAutor:Ryszard Gromadzki

Dawid Mysior: Drzewa o zatrutych owocach

Dodano: 
Dawid Mysior
Dawid Mysior Źródło: Facebook / Dawid Mysior
Z Dawidem Mysiorem, twórcą i autorem kanału Sprawki na YouTube rozmawia Ryszard Gromadzki.

RYSZARD GROMADZKI: „Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas”. Ta fraza z I Listu św. Jana Apostoła wraca do mnie po kolejnych wypowiedziach publicznych i gestach kard. Grzegorza Rysia, metropolity krakowskiego. Zgodzi się pan, że takie poczucie niepokoju może towarzyszyć wielu katolikom w Polsce i jest to całkowicie naturalna reakcja na naznaczone głębokim relatywizmem nauczanie kard. Rysia i jego „duszpasterski styl”?

DAWID MYSIOR: Pyta pan o uczucie niepokoju towarzyszące katolikom w Polsce. Myślę, że rzeczywiście może ono towarzyszyć wielu, ale dotknie raczej tych, którzy albo odcięci byli od treści płynących od lat z Watykanu, albo żyli w przeświadczeniu, że Kościół w Polsce to odrębna rzeczywistość niż ten „na Zachodzie”. Odnoszę wrażenie, że polscy kapłani oraz polskie media katolickie, znając mentalność polskich katolików, ich zmysł wiary, który jest zdrowszy niż średnia na Zachodzie, od dziesięcioleci dostosowują do tej mentalności swój przekaz – zarówno w artykułach, jak i z ambon, w wyniku czego polski katolik może żyć w przeświadczeniu, że niepokojące go sygnały z Watykanu to jakieś drobne nieporozumienia, może błędy w tłumaczeniu na język polski, ewentualnie autonomiczne opinie jednego czy drugiego ekscentrycznego hierarchy. Gdy zatem polski kardynał, w dość przyspieszonym tempie, przynosi na nasz grunt coś, co jest oficjalną linią Watykanu, rzeczywiście wielu z nas może odczuć niepokój. Należy jednak mieć na uwadze, że treści kard. Rysia nie są niczym nowym i że błędy te, przez ostatnie 60 lat, bardzo się w Kościele rozprzestrzeniły. Czymś nowym i szokującym mogą się one wydawać właśnie Polakom.

Kościelna kariera obecnego metropolity Krakowa nabrała rozpędu za pontyfikatu papieża Franciszka. Bez „przewrotu franciszkańskiego”, który dokonał się w Kościele katolickim za sprawą Jorge Bergoglia, zbudowanie tak znaczącej pozycji w Kościele w Polsce przez kard. Rysia byłoby w ogóle możliwe?

Osobiście nie dostrzegłem „przewrotu franciszkańskiego”, ponieważ „przewrót” w tym przypadku rozumiem jako naglą zmianę kierunku. Owszem, widzę pontyfikat papieża Franciszka jako bardzo zauważalne przyspieszenie, jednak z zachowaniem kierunku, w który przez ostatnie dziesięciolecia hierarchowie usiłują zaprowadzić Kościół. Mianowanie kardynałów wydaje się tutaj niestety narzędziem niejako politycznym, gdzie kluczem ich doboru jest zgodność ze współczesną, posoborową linią. Wśród 163 kardynałów mianowanych przez papieża Franciszka nie umiem znaleźć ani jednego, który jasno wskazywałby niemożliwe do pogodzenia różnice między nauczaniem posoborowym a tradycyjnym. Wszystko to zatem, a przynajmniej absolutna ich większość, duchowni o umysłach przylegających do modernizmu. Kardynał Ryś nie stanowi tu wyjątku.

A może i bez pontyfikatu papieża z Argentyny duch modernizmu prędzej czy później dotarłby do Polski i „przeorałby ziemię” nie tylko krakowskiego Kościoła, mówiąc słowami kard. Rysia? „Oraczy” w łonie Episkopatu pewnie by nie zabrakło.

Ów „duch” modernizmu dotarł do Polski długo przed pontyfikatem papieża Franciszka. Modernizm, nazwany przez św. papieża Piusa X „ściekiem wszystkich herezji”, jest systemem myślowym, którego błędy są równie poważne, co subtelne. Jest to szatańsko inteligentny system ledwie dostrzegalnych przewartościowań, zmian znaczeń słów, zmian akcentów czy nawet punktów ciężkości w zdaniach. Dość trudno jest ludowi Bożemu dostrzec te błędy w słowach modernistów, ale ów „duch”, jak to pan redaktor nazwał, prędzej czy później zawsze się ujawni. Jego źródłem nie był pontyfikat papieża Franciszka, a otwarcie drzwi Kościoła dla wyżej wymienionego „ścieku wszystkich herezji”, które nastąpiło przez Sobór Watykański II, reformę (rewolucję) liturgiczną, nowy (niebieski) katechizm oraz, o czym też warto wspomnieć, zmiany celów małżeństwa katolickiego zawartych w nowym Kodeksie prawa kanonicznego. To wszystko są ziarna, z których prędzej czy później muszą wyrosnąć drzewa z zatrutymi owocami. Przy czym pytał pan o scenariusz bez pontyfikatu papieża Franciszka i tu powstaje pytanie, kto byłby, w tej alternatywnej rzeczywistości, papieżem. Jeżeli byłby to katolik odrzucający błędy modernizmu, który zawróciłby Łódź Piotrową z kursu na „Kościół synodalny”, to z pewnością już dziś rzeczywistość w Kościele byłaby zupełnie inna.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także