W roku powstania tej ballady chodziło o wskazanie na manipulowanie przekazem oficjalnej telewizji państwowej z manifestacji na froncie walki Solidarności z komuną. Przekaz pieśni dotyczył kadrowania rzeczywistości przez kamerzystów, co szczególnie sprzyjało podziemnej popularności piosenki Młynarskiego w czasie wizyty Jana Pawła II w PRL w 1983 r., kiedy to telewizja dokonywała opisanych piruetów w stopniu już wręcz ją ośmieszającym.
Myślałem, że te czasy minęły. Ale jest jeszcze gorzej: już się tam telewizje nie wysilają, jak kadrować, kamerzystów się nie wysyła na szkolenia według scenariuszy Młynarskiego. Po prostu nie pokazuje się niewygodnych kadrów, a nawet zdarzeń. Jest to niewątpliwy postęp w stosunku do PRL, tyle że w prześcignięciu siermiężnej manipulacji tamtych czasów. Wychodzi więc, że to my jesteśmy bardziej po bandzie, komuna zaś – bardziej subtelna.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
