Kontrwywiad

Dodano: 
Szef MSWiA Tomasz Siemoniak (L) i szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. Jarosław Stróżyk (P)
Szef MSWiA Tomasz Siemoniak (L) i szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. Jarosław Stróżyk (P) Źródło: PAP / Maciej Kulczyński
Płk Jacek Gawryszewski Służby wywiadowcze z dumą mówią o sobie, że są uszami i oczami państwa. Przewrotnie ich niepowodzeń nikt nie zauważy i nikt o nich nie usłyszy. Zupełnie inaczej jest w przypadku kontrwywiadu.

Jego porażki są tematem publicznych debat, prac komisji sejmowych i prokuratorskich śledztw. Mimo tego stoi w ciszy na straży tajemnic państwa. Dzień i noc uprzykrza zawodowe życie szpiegów, obserwując aktywność ich legalnych rezydentur. Monitoruje ich zakupy, chodzi z nimi na basen i sprawdza jak segregują odpady. To zajęcie wymagające skrupulatności, bo "dyplomaci" albo pozorują nadaktywność, zostawiając za sobą mnóstwo fałszywych tropów, albo pasywność, co ma być dowodem na brak wrogich zamiarów. Mniej ortodoksyjne sposoby maskowania ich faktycznej działalności wymagają doświadczenia i cierpliwości. Nielegał może być nawet uwodzicielskim przybyszem z Kraju Basków. Prawdziwy test na sprawność kontrwywiadu ma miejsce w przypadku polowania na szpiegów nieetatowych, czyli tajnych współpracowników wywiadu. Wśród nich są agenci wpływu, agenci manewrowi i łącznikowi, dywersanci i sabotażyści, "śpiochy" oraz pożyteczni i niepożyteczni idioci. Agent może być urzędnikiem stanu cywilnego, aktywistką społeczną, pracownikiem resortu obrony, lobbystą, płetwonurkiem albo sędzią. Sky is not the limit. Generalnie to zdrajcy motywowani chęcią zysku, zazdrością, zawiścią lub zemstą. Najłatwiej namierzyć agenta monitorując jego zleceniodawcę czyli oficera kadrowego. Oczywiście to nie zawsze gwarantuje sukces, bo w epoce globalnego usieciowienia źródło można zwerbować, szkolić, zadaniować i wynagradzać w trybie zbliżonym do pracy zdalnej. Nowym wyzwaniem dla kontrwywiadu są ponadnarodowe oligopole, które dysponując nieograniczonym budżetem infiltrują rządy i organizacje międzynarodowe. Na szczęście ci agenci nie mają immunitetu dyplomatycznego.

Pomimo, że Polska dysponuje dwoma wywiadami i taką samą ilością kontrwywiadów, a także kilkoma innymi służbami specjalnymi, cała ta wspólnota jest bezsilna w konfrontacji ze szpiegiem urojonym oraz z jego wydumaną agenturą. To wyjątkowo perfidne i nieobliczalne zagrożenie. Na nic Pegasus czy totalna inwigilacja w stylu Chin Ludowych. Agent zjawa pozostanie zjawą. W tej, wydawać by się mogło beznadziejnej sytuacji w sukurs tajnym służbom idzie pospolite ruszenie, tworząc ochotnicze hufce pracy operacyjnej. Biorąc pod uwagę pozycję mecenasów tej nieformalnej formacji, w tym Koordynatora specsłużb, w Referacie Wschodnim Dyrektoriatu Kontrwywiadu ABW może wkrótce powstać "Ghostbusters Desk". W "wojskówce" podobno już trwają prace studyjne. Mówi się, że coś na kształt "Archiwum X" mogłoby powstać w ramach WOT.

Kadry

Ta grupa adeptów kontrwywiadowczego rzemiosła ma charakter hybrydowy. Czeladnik u Urbana, biografka Gombrowicza, progresywna homofobka, psycholingwista, prozaik, sybaryta, pułkownik LWP, dwóch generałów rezerwy, Jan "Tego" Świński i inni. W sumie mniej więcej "parszywa dwunastka". Mimo różnej proweniencji wiele ich łączy. Przede wszystkim chęć dokonania przełomu w nauce, czyli znalezienia empirycznych dowodów na istnienie praktyki teorii spisku. Niezachwianie wierzą w objawienia gen. Piotra Pytla o tym, że Rosja już tu jest. Są przeświadczeni, że grzebiąc w internecie uczestniczą w grach wywiadów. Rośnie wśród nich rozgoryczenie z powodu lekceważenia wyników ich śledztw przez prokuraturę, w tym także tą "żurkową". I na koniec. Uważają, że polskie służby wcale nie są specjalne, tylko za takie się podają.

Przynajmniej kilkoro z nich może mieć kompleksy. Próbowali bowiem wstąpić w szeregi ABW, ale odpadli już na pierwszym etapie rekrutacji. W rzucie piłką lekarską nie osiągnęli wymaganej odległości. Podobno troje poległo na wariografie, co dobrze świadczy o fachowości agencyjnych poligraferów. Tym samym, jedynym członkiem hufca, który cokolwiek orientuje się w materii kontrwywiadu jest jeden z generałów i nie chodzi tu o Bondaryka. Pozostali to debiutanci i dyletanci. Nic nie szkodzi, bo z odsieczą spieszy ich guru i mentor – Włodzimierz Sokołowski, pseudonim artystyczny Vincent Severski. Ten emerytowany pułkownik Departamentu I SB napisał już tyle fantastycznych powieści szpiegowskich, że nasza trupa z samych powieści wie, jak namierzyć szpiega.

Co ich skłoniło do całkowitej zmiany dotychczasowego sposobu zarobkowania i rozpoczęcia niebezpiecznej służby w amatorskim kontrwywiadzie? Raczaj nie była to chęć przeżycia przygody. Motywacją był Premier, który mówiąc "pytlem" o rosyjskich wpływach, zwerbował ich do pracy na rzecz sił postępu i przeciwko siłom podstępu. Po zaocznym kursie na bazie skryptów Marka Dukaczewskiego i pod przykryciem "dziennikarzy śledczych" i "ekspertów od służb" rozpoczęli swoją ryzykowną misję.

Gry

Gdyby inżynierowie z Krzemowej Doliny nie wymyślili AI, na pewno powstałaby w garażu któregoś z członków zespołu. Jednak w ich wersji, na każde pytanie sztuczna inteligencja generowałaby taką samą odpowiedz: "tak – PiS to największy sukces rosyjskich służb".

Głównym instrumentem działań operacyjno – rozpoznawczych, prowadzonych przez naszych ochotników jest tzw. czarci krąg. Gruca certyfikuje ustalenia Rozenka, Rozenek legalizuje rewelacje Mazguły, Mazguła homologuje odkrycia Bąkowicz, a Bąkowicz akredytuje olśnienia Grucy. Przebierańcy, aby nadać swoim śledztwom pozór autentyczności podpierają się agenturą i to nie byle jaką. Ich źródła są albo "z wnętrza służb" lub "w styku ze służbami", ewentualnie "zbliżone do służb". Są chronione lepiej niż zbiór zastrzeżony IPN. Oczywiście nikt nigdy nie pozna ich tożsamości, bo informatorzy to wynik halucynacji "oficerów prowadzących". Pozbawieni środków techniki operacyjnej, eksperci opracowali pionierską metodę badania rosyjskich wpływów. Łączą kropki. Rejony poszukiwań kropek to: "X", FB,Tik Tok, IPN, KRS, www i księgi wieczyste. Wirtuozem tego nowatorskiego rekonesansu jest niewątpliwie Tomasz Piątek. Jego opus magnum to "powiązanie" Szymona Hołowni z Władimirem Putinem. Pierwsza kropka to udział Marszałka Sejmu w drodze osiedlowej w powiecie otwockim. Wystarczyły jeszcze tylko trzy, żeby dotrzeć pod mury Kremla. Zgodnie z zasadami geometrii, krzywą można połączyć wszystkie punkty. Oznacza to, że śledztwa naszych osintowców mają charakter rozwojowy i pełnoskalowy.

Dla badania kontaktów opozycji ze służbami Kremla istotny jest kontekst międzynarodowy. W ten sposób zespół śledczy wkracza w obszar kontrwywiadu zagranicznego. Klementyna Suchanow tropi macki Ordo Iuris w Ameryce Południowej i zdradę w służbach austriackich. Grzegorz Rzeczkowski znalazł odciski palców "soncewskich" na Cyprze, a Tomasz Piątek ślady FSB w zamachu na Premiera Słowacji. The world is not enough.

O przewadze konkurencyjnej amatorów nad profesjonalistami stanowi fantazja. Natchnieni przez lidera partii rządzącej, który co dwa miesiące zapowiada wojnę za trzy miesiące, konfabulują i koloryzują. Gdy mają gorszy dzień insynuują i manipulują. W tej dyscyplinie w żółtej koszulce lidera jedzie Rzeczkowski. Jego popisowe numery to próba wywołania przez PiS wojny domowej oraz planowany prze tą samą formację rozbiór Ukrainy. Zawsze gdy puszczają im wodze fantazji zastrzegają, że piszą i mówią wyłącznie o faktach. Retoryka pełna jest przymiotników typu "udokumentowany" lub "udowodniony". To przymiotniki odrzeczownikowe od dokument i dowód. Nie ma ani jednych ani drugich, ale śledztwo w toku. Podobnie w przypadku redagowanych przez nich tekstów. Mają coś z poetyki raportów. Zawsze w trybie oznajmującym, co ma skłonić czytelnika do porzucenia ewentualnych wątpliwości, co do wiarygodności autora.

Aktywiści kontrwywiadu są wyjątkowo pracowici. Od brzasku do białego rana, we wszystkich typach współczesnych środków przekazu, puszczają bojowe drony z pakietem ustaleń nt. rosyjskiej, piątej kolumny na Nowogrodzkiej. Epatują przy tym emocjami. Oburzeniem, gdy plotą o "pisowskich" służbach specjalnych, euforią, gdy mówią, jak Tusk się z nimi rozprawił i trwogą, gdy wyszło na jaw, że są tam jeszcze brunatne złogi. Egzaltowana Michalik jest przeciwieństwem dla oschłej Suchanow. Jednak i Pani Klementynie czasami puszczają nerwy. Przekonał się o tym funkcjonariusz Wydziału Prewencji stołecznej Policji.

Kombinacje

Przeżyciem formacyjnym był dla nich spisek restauracyjny. Tu było wszystko, co niezbędne w konstrukcji powieści szpiegowskiej. Ośmiorniczki na talerzu, pluskwa w solniczce, krety w służbach, nagrane osiołki, niedźwiedź GRUzli i cwany lis, czyli Sienkiewicz, który zrzucił winę na ruskich. Ciąg dalszy nastąpił niedawno: GRU w Zondacrypto.

"Afera wizowa". Ghostbusters szybko powiązali coś, czego nie było, z czymś, czego nie ma. Setki tysięcy wiz wydanych na arabskich sukach i afrykańskich targowiskach płodów rolnych. Trop do Moskwy i Mińska wskazał Rozenek. Rząd Morawieckiego wpuścił do Polski dywizję rosyjskich szpiegów, którzy w ten sposób przeniknęli na zachód Europy, aby unicestwić demokrację. W niezliczonych wystąpieniach medialnych, rzecznik programu "wiza dla agenta" obwieszczał konsularny zamach stanu. Sejm powołał komisję śledczą, której wyniki były "druzgocące". Zdruzgotały wersję wydarzeń autorstwa posłów Szczerby i Jońskiego. Do dzisiaj zarzuty w tej sprawie usłyszały cztery osoby. Prokuratura ustaliła, że uchybienia proceduralne dotyczą kilkudziesięciu wiz. Ani słowa o udziale obcych służb, czy monstrualnych łapówkach. Podobno jeden z podejrzanych przyjął w prezencie kilka łubianek szklarniowych truskawek. A zapowiadał się "Poland – Business Pearl Habour".

Inaczej było w przypadku amerykańskiego skandalu Maxwell/Epstein. Społeczny kontrwywiad natychmiast znalazł link między Palm Beach na Florydzie a województwem podkarpackim. Oczywiście pojawił się PiS i służby Kremla, dla których miał pracować duet seksualnych dewiantów. Kierowniczką tego projektu była Suchanow, a jej asystentem Gruca. Prywatna wyspa, rosyjski łącznik, teść z Mossadu, Biały Dom, ciemne interesy i dwa samobójstwa. To tylko wyciąg z ich dochodzenia. Rząd dał wiarę fantazjom autoryzowanym przez mec. Romana Giertycha. Powołano rządowy zespół analityczny z udziałem koordynatora specsłużb i zespół śledczy w PK. I zapadła głucha cisza, która potrwa dłużej niż odsiadka Ghislaine Maxwell.

Rzeczywistość bez memicznych diagramów Piątka skrzeczy nieznośnie. Kwiecień ogłoszono zatem miesiącem tambowskiej mafii w obrocie kryptowalutami. Czerwoną muletą machnął znów Premier (déjà vu z afery taśmowej). Ujawnił, że wie, kto stoi za giełdą bitcoinów z Estonii, a udział w tym przedsięwzięciu czegoś, co określił mianem "bratwy" jest ewidentny. W ciągu dwóch pierwszych tygodni kwietnia w mediach ponad 80 razy produkowali się eksperci od kryminalnego podziemia FR. W roli rzeczoznawcy wystąpił znów Rzeczkowski. Słuchacze przekonali się, że o "worach w zakonie" wie wszystko. "Wory" struchlały i zeszły do podziemia. Dziwne, że po tych występach nie dostał angażu do Langley. Druga połowa miesiąca przyniosła wyciszenie. Czyżby Premier znów żartował, mówiąc o związkach GRU z krajową aferą? Według AI: tak – mógł żartować.

Znacznie dłużej tliły się zgliszcza CH Marywilska na warszawskiej Białołęce. Dywersanci podpalają halę, aby wywołać tzw. zamęt. Ghostbusters ustalają szczegóły tej operacji i wiążą ją z innymi pożarami w kraju i za granicą np. z częściowo spaloną paletą w składzie budowlanym w Radomiu, czy pożarem poddasza w bloku mieszkalnym w Ząbkach. Emocji nie ostudził oczywiście oficjalny komunikat Prokuratury Krajowej, który brzmi: nie ustalono sprawców podpalenia i nikomu nie przedstawiono zarzutów z art. 130 par. 7 KK, czyli za przestępstwo dywersji. Nieważne. Ważne, że my wiemy, iż płonące hale, składy, strychy i magazyny to pośredni wynik tzw. likwidacji delegatur ABW. To, że nigdy ich nie zlikwidowano znaczy tyle samo, co komunikat PK ws. CH Marywilska.

Jednym z głównych kierunków pracy operacyjnej woluntariuszy jest właśnie reorganizacja jednostek terenowych ABW. W ich najgłębszym przekonaniu to ewidentny, niepodważalny i ostateczny dowód na antypolską działalność pisowskich służb. Tajna operacja miała ogłuszyć i oślepić polski kontrwywiad. Sprzedano za bezcen ruchomy i nieruchomy majątek rozformowanych jednostek. Zwolniono wszystkich funkcjonariuszy, których przedtem poddano represjom i psychicznym torturom. W opustoszałych budynkach powstały punkty małej gastronomii i salony piękności. W dziesięciu polskich miastach powiało grozą. Rosyjski wywiad złapał drugi oddech i rozwinął skrzydła. Oczywiście to wszystko kreacja. W sierpniu 2017 roku nie zlikwidowano żadnej delegatury ABW. Zmieniono tylko ich nazwy na "wydziały zamiejscowe". Nie zmieniono ich zadań i nie zwolniono funkcjonariuszy. Dla porównania, w lipcu 2002 roku ówczesna administracja zlikwidowała Urząd Ochrony Państwa. Zwolniono ponad 400 doświadczonych oficerów. Stało się to niespełna rok po atakach terrorystycznych Al-Kaidy na World Trade Center i Pentagon oraz w trakcie operacji NATO w Iraku i Afganistanie, z udziałem jednostek Polskich Sił Zbrojnych. Nikomu wtedy nie przyszło do głowy, żeby w związku z likwidacją UOP zawiadomić prokuraturę. W 2025 roku zrobił to Szef SKW gen. Jarosław Stróżyk, który dowodził rządową komisją ds. rosyjskich wpływów. Uznał reorganizację za przykład takiego wpływu. Klasyczny przykład prawdy etapu.

Mistyfikacja

Rozczarowany rezultatami prac komisji gen. Stróżyka, hufiec samodzielnie wykrył aktywność rosyjskich służb bezpieczeństwa w wielu innych sferach życia społecznego i gospodarczego. GRU spenetrowało: środowisko kibicowskie, Ordo Iuris i Opus Dei, sektor zielonej energii, obrót czarnym opałem, szarą strefę, branżę pożyczkową, część mediów oraz produkcję mięsa drobiowego. Wszystko to było możliwie, gdyż PiS zdemolował służby. Uwaga! Tajne spec. znacz.: 95% funkcjonariuszy ABW i AW, którzy pełnili służbę w latach 2015-2023 pełnią ją do dzisiaj. I bardzo dobrze.

Działalność domorosłych ekspertów od kontrwywiadu przypomina "Latający Cyrk". Na pewno nie jest to cyrk Monty Pythona, bo ich skecze nt. tajnych służb były bardziej merytoryczne, niż te w wykonaniu Elizy Michalik i reszty. Bywa, że są bardziej komiczne, choć właściwie nie ma się z czego śmiać. Towarzystwo to ma w jakiejś mierze mecenat państwa. Kilkoro jest na rządowych posadach. Inni społecznie doradzają administracji, w jaki sposób demaskować ludzi Kremla lub zwalczać ich tępą propagandę. Prawie codziennie można ich zobaczyć i usłyszeć w publicznych mediach, raportujących o swoich ryzykowanych operacjach.

Ale kto tak na prawdę za nimi stoi? To przecież nikt inny, tylko oni gloryfikują służby bezpieczeństwa putinowskiej Rosji. Cokolwiek się w Polsce złego nie wydarzy, typu pożar puszczy, cyberatak na kotłownię, zerwana trakcja elektryczna czy zimne grzejniki, obwieszczają, że to wynik operacji GRU. Dlaczego tak bardzo dbają o markę tej współczesnej Czeka? Czy nie jest podejrzane, że Rzeczkowski publicznie domaga się większej przejrzystości działania polskiego kontrwywiadu? W jakich okolicznościach ten literat zapoznał się z treścią podręcznika SWR, który tak często przytacza w trakcie swoich medialnych występów? Dlaczego Rozenek rozpaczał z powodu likwidacji WSI i biadolił nad dezubekizacją, a teraz domaga się czystki w służbach? Na czyje zlecenie działa Piątek, który oskarżył Marszałków Hołownię i Czarzastego o powiązania z Moskwą? Kto płaci Suchanow za nazywanie ABW "zruszczoną instytucją"? Kto namówił Michalik, aby zgodnie z retoryką kremlowskiej propagandy, określić Prezydenta RP mianem "amerykańskiego agenta"? Jakie były intencje Grucy, aby imputować ukraińskim służbom wywiadowczym udział w tzw. aferze podkarpackiej? Nie ma dowodów na to, że ta dziwna grupa działa na zlecenie obcych wywiadów, tak jak nie ma dowodów na to, że Ordo Iuris to delegatura FSB. Pożyteczni idioci? Lepiej nie stygmatyzujmy. Zostańmy przy "pożyteczni".

Płk Jacek Gawryszewski – polski funkcjonariusz cywilnych służb specjalnych w stopniu pułkownika, dyplomata. W latach 2013–2017 zastępca szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w latach 2017–2024 ambasador RP w Chile.

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także