Ogłoszenie dotyczy stanowiska funkcjonariusza operacyjnego zajmującego się kontrwywiadem w obszarze Europy Wschodniej. Nietypowy sposób rekrutacji wywołał dyskusję wśród byłych i obecnych przedstawicieli służb.
ABW w ogłoszeniu podała również zarobki. Kandydat może liczyć na wynagrodzenie od 6393 do 8368 zł netto.
Na ofertę zwrócił uwagę były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz, który ostro skrytykował taki sposób poszukiwania kandydatów. "Upadek! Siemoniak z Kujawą i Syrysko w internetowym pośredniaku…" – napisał na platformie X, odnosząc się do ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka, jego zastępcy gen. Radosława Kujawy i szefa ABW Rafała Syrysko.
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński przekonywał, że internetowa rekrutacja nie jest niczym nadzwyczajnym i korzystają z niej również służby innych państw.
Były szef Agencji Wywiadu: Przejaw desperacji
Znacznie poważniejsze zastrzeżenia przedstawił płk Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu. W rozmowie z "Faktem" ocenił, że sposób prowadzenia naboru może świadczyć o problemach kadrowych. "To przejaw desperacji służb, dowód na bankructwo dotychczasowego modelu rekrutacji" — stwierdził Małecki.
Były szef AW zwrócił uwagę, że polskie służby rzeczywiście potrzebują nowego sposobu pozyskiwania ludzi, szczególnie w sytuacji rosnących zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa. Jego zdaniem publikowanie tego rodzaju ofert w popularnym portalu rekrutacyjnym nie jest jednak właściwym rozwiązaniem.
Małecki powiedział, że taka metoda może "ośmieszać służby", a dodatkowo stwarzać ryzyko zainteresowania rekrutacją ze strony obcych wywiadów. Według niego potrzebna jest długofalowa strategia pozwalająca na prowadzenie rekrutacji na większą skalę. Obecne działania określił natomiast jako "rozpaczliwą improwizację".
Czytaj też:
Alarm dla rządzących. Polacy domagają się poważnych zmian w tym obszarze Czytaj też:
Siemoniak: Romanowski jest w dramatycznie trudnej sytuacji
