Z pastwisk i gospodarstw znikają całe stada krów, a niemieckie służby coraz częściej mówią wprost o działalności zorganizowanych grup przestępczych. W ciągu kilku tygodni skradziono co najmniej 150–200 sztuk bydła.
Krowy znikają nocą
Jedna z ostatnich kradzieży miała miejsce w miejscowości Grano w powiecie Sprewa-Nysa, kilka kilometrów od granicy z Polską. W nocy z pastwiska zniknęły 32 sztuki bydła rozpłodowego. – To wielki szok. To były bardzo cenne zwierzęta rozpłodowe – mówił właściciel stada niemieckim mediom. Według śledczych zwierzęta zostały wywiezione dużą ciężarówką przystosowaną do transportu bydła. Straty rolnika oszacowano na sześciocyfrową kwotę w euro.
Kilka dni wcześniej podobna kradzież miała miejsce w Raddusch. Tam złodzieje zabrali 48 sztuk bydła o wartości około 75 tys. euro. W kwietniu z kolei z pastwiska w powiecie Łaba-Elstera zniknęło około 70 sztuk bydła.
Niemcy sprawdzają trop prowadzący do Polski
Hodowcy nie mają wątpliwości, że za kradzieżami stoją dobrze zorganizowane grupy. Według niemieckiej prasy sprawcy wcześniej obserwują gospodarstwa, znają zwyczaje rolników i dokładnie wiedzą, kiedy najłatwiej przeprowadzić akcję. Dysponują specjalistycznymi ciężarówkami i sprzętem do transportu zwierząt. Pojawiają się też podejrzenia, że zwierzętom podawane są środki uspokajające, aby podczas załadunku nie hałasowały.
Śledczy analizują ślady opon i wymieniają informacje z polską policją. Niemieckie media coraz częściej wskazują, że skradzione bydło może trafiać na Wschód lub do krajów Europy Południowo-Wschodniej.
W odpowiedzi na serię kradzieży niemieckie służby powołały specjalną grupę dochodzeniową "Weide", czyli "Pastwisko". Policja zapowiada nocne kontrole ciężarówek przewożących zwierzęta, sprawdzanie dokumentów transportowych oraz kolczyków identyfikacyjnych bydła. W działania mają zostać zaangażowane także polskie służby.
