Kanada jest swego rodzaju laboratorium liberalnego (należałoby ściślej napisać lewicowo-liberalnego) zamordyzmu, państwem, które w całości zostało przeżarte wokeizmem. Inaczej: ideologiczne szaleństwo, które wchodzi do prawodawstwa kanadyjskiego szybko może się stać wzorcem do naśladowania dla globalistycznych elit Unii Europejskiej.
Tak będzie, obawiam się, w przypadku nowego potworka prawnego, który udało się przyjąć kanadyjskiemu parlamentowi za sprawą liberalnego premiera, Marka Carneya. Chodzi o osławiony akt o nikomu nic nie mówiącej i pozornie abstrakcyjnej nazwie „C-9”. Kryje się zaś za nim iście orwellowska treść: zakaz powoływania się na przekonania religijne gdy krytykuje się tzw. mniejszości seksualne. Od teraz ktokolwiek będzie sprzeciwiał się publicznie na przykład działaniom ruchu homoseksualnego czy aktywności innych mniejszości seksualnych, nawet powołując się na jednoznaczną naukę moralną Pisma Świętego, będzie podlegał karze do dwóch lat więzienia za rzekome szerzenie nienawiści. O ile wcześniej nie wolno było obrażać i atakować konkretnej osoby, co jest naturalne, teraz nie wolno będzie krytykować zdefiniowanych przez swoje preferencje seksualne i styl życia grup.

