Jego politycznym aspektem nie jest zainteresowany ani Tusk, ani prawie nikt w państwach, których miałby dotyczyć, a mający nad nim roztoczyć protekcję Amerykanie popierają go, licząc na zysk bez zobowiązań
Będąc 10 lat temu w Berlinie, wraz z żoną wybraliśmy się do Bibliothek des Konservatismus. Jest to prywatna placówka bibliotekarsko-naukowa. Z racji, że były tam zaledwie dwie czy trzy osoby pogrążone w lekturze książek, przybycie dwóch kolejnych, w dodatku cudzoziemców, wywołało zainteresowanie ze strony wicedyrektora placówki, który oprowadził nas po zasobach, poświęcając nam dwie godziny. W pewnym momencie rozmowa zeszła na tematy międzynarodowe. Rozmawialiśmy m.in. o pozycji Polski w niemieckich planach. Temat ten wywołał pewne zakłopotanie u naszego rozmówcy, który w pewnej chwili, bardzo nas przepraszając za szczerość, która może się Polakom nie spodobać, stwierdził: „Cokolwiek byśmy mówili, to pomiędzy Berlinem a Moskwą nic nie ma i wszystkie problemy Europy Wschodniej są załatwiane pomiędzy Niemcami a Rosją”.
