"Lalka" Bolesława Prusa przeżywa kolejną falę popularności. To za sprawą serialu "Netflixa" oraz filmu fabularnego, która właśnie miał swoją premierę. Produkcje sprawiły, że historia ponownie stała się tematem rozmów i analiz społecznych. Jak się okazuje, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych dr Liwiusz Laska patrzą na nią z nieco innej perspektywy.
Jak wskazał, XIX-wieczna Warszawa była światem, w którym nie funkcjonował powszechny system emerytalny znany współcześnie. Dobrym przykładem jest jeden z najbardziej znanych bohaterów powieści – Ignacy Rzecki, wieloletni pracownik sklepu. – "Lalka" Bolesława Prusa to opowieść o świecie, w którym Ignacy Rzecki – niezależnie od tego, czy kochał Stacha Wokulskiego i swoją pracę, czy nie oraz w jakim byłby stanie zdrowia – nigdy nie doczekałby się emerytury. Był skazany na pracę do śmierci, bo czegoś takiego jak emerytura po prostu nie było – mówi Laska, cytowany przez media.
Rzecki pracowałby do końca życia
Prus przedstawia Rzeckiego jako człowieka niemal całkowicie oddanego pracy. Laska zwraca uwagę na szersze realia epoki. Mówi, że dla zdecydowanej większości ludzi brak pracy oznaczał brak środków utrzymania, a to miało tragiczne skutki na starość.
Jak podkreśla prezes ZUS, problem dotyczył przede wszystkim tych, którzy nie mieli własnego majątku. – Cierpiała z tego powodu zdecydowana większość osób, czyli wszyscy ci, którzy nie odziedziczyli fortuny i nie opływali w dostatek – wskazuje Laska.
Jego zdaniem "Lalka" może więc służyć nie tylko jako portret społeczeństwa XIX-wiecznej Warszawy, lecz także jako ilustracja rzeczywistości sprzed powstania współczesnego systemu ubezpieczeń społecznych.
Laska przywołuje także również Helenę Stawską i jej córkę. Zwraca uwagę na sytuację kobiet i dzieci, które po utracie głównego żywiciela rodziny mogły zostać praktycznie bez zabezpieczenia. Prezes ZUS zestawia ich położenie ze świadczeniami funkcjonującymi obecnie. – Jakże inaczej wyglądałoby życie Heleny Stawskiej i jej córki, gdyby dostawały rentę wdowią i 800 plus! Pamiętamy też opis Prusa, w jakich warunkach żyła biedota na warszawskim Powiślu – mówi.
Następnie przywołuje jeden z najbardziej ponurych obrazów społecznych przedstawionych w "Lalce". Wokulski, obserwując biedę na Powiślu, nazywa ten obszar "miniaturą kraju". Prus pisze również o "wiecznie głodnych dzieciach, których największą zaletą jest wczesna śmierć". – Dziś każde z tych dzieci co miesiąc dostałoby od państwa 800 zł. To jedno z kilkudziesięciu świadczeń, które wypłaca ZUS – wskazuje Laska.
Zdaniem prezesa ZUS powieść Prusa pozwala zobaczyć, jak wyglądała rzeczywistość, w której państwowy system zabezpieczenia na starość czy wsparcia rodzin nie miał współczesnej postaci.
Czytaj też:
Kolejny polityk obejrzał serial. "Narodowe czuwanie przy trumnie Prusa" Czytaj też:
Kondrat bezlitosny dla serialu Netflixa. "To wszystko, co mogę zrobić"
