FelietonyŚwiat na opak

Świat na opak

Świat na opak
Świat na opak
Dodano

Trudno, ale jeszcze wiele razy będę musiał powtarzać to samo. Żyjemy w świecie na opak. Dominujące postacie występują w rolach stanowiących zaprzeczenie ich realnej aktywności. Oszuści piętnują prawdę 
jako kłamstwo, naganiacze stygmatyzują ofiary swojej nagonki jako nienawistników, skrajni konformiści paradują w kostiumach buntowników, a prostytutki wydają świadectwa moralności.

Tak wygląda nasza ponowoczesna nowoczesność. Jej szczególnym przypadkiem jest III RP. Ponieważ walka przeciw korupcji i próba przywrócenia standardów praworządności pod hasłem IV RP uznane zostały za największą zbrodnię ostatnich dekad (równą stalinizmowi – jak ogłosił sędzia Tuleya), można przyjąć, że korupcja jest fundamentem naszego ustroju. Dowodzi tego SLD, wysuwając jako swoją reprezentantkę Weronikę Marczuk, której jedynym osiągnięciem, nie licząc występów tanecznych w nocnych lokalach, był udział w aferze korupcyjnej.

Ponieważ dowody zebrało Centralne Biuro Antykorupcyjne pod wodzą Mariusza Kamińskiego, które było policją polityczną (skoro korupcja jest zasadą ustroju III RP, walka z nią musi być uznana za policyjny eksces), stała się ona obok Beaty Sawickiej, Barbary Blidy czy dr. Mirosława Garlickiego męczennicą III RP. Ma więc kompetencje do pełnienia wszelkich zaszczytnych (i intratnych) w niej funkcji.

Szefem partii, która ją wysuwa, jest przecież Leszek Miller, członek komunistycznej nomenklatury, który pieniądze na założenie postkomunistycznej partii osobiście przywoził z Moskwy, a potem do niej je odwoził już w 1990 r. Nic dziwnego, że jest najbardziej uznanym politykiem, wręcz opoką III RP, ulubieńcem jej mediów, które dopytują go zwłaszcza o problemy moralne w polityce i polską rację stanu.

O tym, jak funkcjonują media III RP, mogliśmy się przekonać ostatnio przy okazji śmierci znanej aktorki Niny Andrycz, która była żoną komunistycznego premiera Józefa Cyrankiewicza. Mogliśmy dużo się dowiedzieć o tym, jakim czarującym, ciekawym i wręcz fascynującym człowiekiem był ten instalujący sowietyzm apologeta stalinowskiego terroru oraz moskiewski namiestnik w Warszawie.

Media te dbają bardzo o standardy debaty publicznej. Ostatnio „schamieniem Polski” zajmuje się głównie „Newsweek”, który pod wodzą Tomasza Lisa wsławił się tym, że swoich przeciwników politycznych ukazywał na okładce a to jako terrorystów, a to jako szaleńców. Tygodnik ten ogłosił również ranking „chamów” w polityce polskiej. O miejscu decydowały poglądy i polityczne usytuowanie.

W ostatnim jego numerze, na okładce, z twarzą zadumanego Stańczyka pojawił się czołowy pajac III RP (każdy ma takich Stańczyków, na jakich sobie zasłużył) J.W. Wojewódzki. Wcześniej bohaterem był jako ofiara prawicowej bojówki, a media poświęciły mu zdecydowanie więcej miejsca niż napadowi na lokal PiS, w wyniku którego zamordowany został jeden z działaczy partii, a drugi był ciężko poraniony.

W przypadku Wojewódzkiego okazało się, że brunatna ciecz, którą został oblany, nie była żrąca, a napastnik... nie wiadomo, czy istniał.

Tym razem Wojewódzki wyznał swoją winę, która polega na tym, że „jest coś obrzydliwie wspólnego między grupą Weekend, braćmi Karnowskimi, »Gazetą Polską Codziennie«, Pudelkiem, Rafałem Ziemkiewiczem i brukowcami”.

Czyli wszystko po staremu. III RP trzyma się mocno.

foto: Tatiana Jachyra/Forum/wiki

 0

Czytaj także