FelietonyJak zostać ministrem

Jak zostać ministrem

Dodano

Kilka dni po katastrofie smoleńskiej zatelefonowałem do Bartłomieja Sienkiewicza, obecnego ministra spraw wewnętrznych, a wówczas niezależnego (?) eksperta zajmującego się rynkami wschodnimi, czyli głównie Rosją i Ukrainą. Sienkiewicz był wcześniej ważnym funkcjonariuszem w UOP, potem wiceszefem Ośrodka Studiów Wschodnich i bacznym obserwatorem tego, co się dzieje w Rosji. Poznałem go w 1980 r., kiedy jako 19-letni, świeżo upieczony student pojawił się w biurze powstającego właśnie Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Był wówczas wcieleniem bezinteresowności i zaangażowania.

Nasze drogi krzyżowały się potem po wielekroć i mogłem obserwować zmiany, jakie były efektem jego kolejnych doświadczeń. Rozmawiałem z nim po pierwszym wyborze Putina na stanowisko prezydenta Rosji. Sienkiewicz był pewny, że przypisywane Czeczenom zamachy w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku – zginęło w nich blisko 300 Rosjan – które utorowały drogę do władzy Putinowi, były jego dziełem. To dzięki nim kreował się on na silnego człowieka, który jest w stanie obronić kraj i „dopaść terrorystów nawet w kiblu”. Podej- rzenia te potwierdzone zostały później w trakcie śledztw rosyjskich, przez niezależnych dziennikarzy. Przyszły szef MSW nie miał złudzeń co do nowego prezydenta Rosji. – Do czego może być zdolny człowiek, który zabija setki rodaków, aby poprawić swoje notowania wyborcze? – pytał retorycznie.

Zatelefonowałem do niego, jako eksperta od służb specjalnych i od Rosji, aby prywatnie porozmawiać o ewentualności zamachu na prezydenta i elitę naszej armii. Nie wiedziałem wówczas o bliskich związkach Sienkiewicza z premierem Tuskiem. Zdawałem sobie wprawdzie sprawę, że sympatyzował z PO, ale nie przypuszczałem, że uniemożliwia to dochodzenie prawdy o Smoleńsku. Sienkiewicz zmroził mnie na wstępie. – Nie wierzę w żaden zamach – powiedział, zanim zdążyłem o takiej możliwości napomknąć. – Międzynarodowa polityka Kaczyńskiego przez swoją nieudolność była na rękę Rosjanom.

Nagłe i rażące naruszenie standardów intelektualnych przez inteligentnego skądinąd człowieka wprawiało w zdumienie. Najmniej chodzi o niesprawiedliwą ocenę nieżyjącego już prezydenta. To przypisać można fobiom i poglądom. Nie sposób już w ten sposób usprawiedliwiać metody rozumowania. Na podstawie czego Sienkiewicz uzurpował sobie prawo rozpoznania, a w konsekwencji wykluczenia wszystkich motywów potencjalnego zamachowca? Zwłaszcza że ewentualni sprawcy mogli być rozmaici, mogli się kierować najróżniejszymi pobudkami, spośród których nie sposób było nawet od razu odrzucić antyputinowskiego scenariusza.

Sienkiewicz zaprzeczył intelektualnemu porządkowi, który w tego typu sprawach obowiązuje. Najpierw powinny być analizowane fakty i dopiero na ich podstawie budowane hipotezy. Odrzucenie a priori tej, która dziś sprawdzana jest w przypadku każdej katastrofy samolotowej, jest nie tylko kuriozalne, ale także utrudnia, jeśli nie uniemożliwia, metodyczne badanie wydarzenia. Jego zasadą jest przecież weryfikacja kolejnych interpretacji. O tym wszystkim mój rozmówca wiedział. Wiedział więcej, bo zdawał sobie sprawę, jak złożone gry prowadzą rosyjskie władze w oparciu o swoje służby, szczególnie że same się z nich wywodzą. Wiedział jednak również, co wiedzieć, a w każdym razie mówić, powinien. Inaczej nie zostałby ministrem.  

foto:

foto: Oficjalny profil MSW na portalu Flickr

/ dtc

Czytaj także

 0

Czytaj także