FelietonyCzy Kaczyński jest generałem?

Czy Kaczyński jest generałem?

Dodano

Mam nadzieję, że mamy jeszcze czas, żeby się obudzić. Ale nie mam pewności. Obudzić się, czyli zdać sobie sprawę z tego, że jak wcześniej, tak i teraz nikt za nas nie zapewni nam bezpieczeństwa. A to, zważywszy na położenie geograficzne, oznacza, że w kwestii obrony narodowej – jej systemu i wydatków nań – naprawdę dziś nie idzie o jakieś kosmetyczne zmiany, o zwiększenie wydatków na armię o 0,05 proc. PKB, czyli podniesienie ich do mitycznych 2 proc. PKB. 

Tu chodzi – jeśli nawet najgorsze mielibyśmy przetrwać w stanie, w którym chcielibyśmy to przetrwać – o radykalny ruch, być może o wydawanie na ten cel, i to przez wiele lat z rzędu po, powiedzmy, 3 proc. (tyle wydają Ukraińcy), a może 4 proc. (tyle wydają Rosjanie) lub nawet 5 proc. PKB (by nadgonić stracony czas). Po to, aby zbudować dużo liczniejszą niż obecna i w dodatku doborową armię zawodową, wspartą powszechną obroną terytorialną kraju – zdolne wspólnie sprostać zadaniu utrzymania naszego terytorium przez długi czas. (A tylko pod takim warunkiem możemy liczyć na przyjście nam z odsieczą sojuszników z NATO).

Skąd na to wziąć pieniądze? Po pierwsze, ze skasowania niesprawiedliwych przywilejów podatkowych, emerytalnych i innych różnych grup zawodowych: rolników, górników, strażaków, policjantów, żołnierzy itd. Po drugie, gdy już wszyscy Polacy będą na tych samych zasadach i proporcjonalnie do swoich dochodów obłożeni ciężarami finansowania wydatków wspólnego państwa, a pieniędzy na dobrą armię nadal będzie brakować, niewykluczone, że trzeba będzie na nas wszystkich nałożyć wyższe podatki. 

A która z liczących się sił politycznych byłaby zdolna takie radykalne zmiany przeprowadzić? Na pewno nie Platforma. Partia Tuska dowiodła, że niedościgniona jest wyłącznie w dezorganizowaniu i demontowaniu – także armii, bo to przecież PO dla poprawy swoich notowań unicestwiła armię z poboru, ale nie zbudowała obiecywanej silnej armii zawodowej wspartej przez Narodowe Siły Rezerwowe. Czyli doprowadziła do obecnego stanu rzeczy, który gen. Waldemar Skrzypczak, były wiceminister obrony w rządzie Tuska, podsumował niedawno krótko: Marsz na Warszawę zająłby Rosjanom 34 dni. 

A czy w takim razie PiS potrafiłoby postawić na nogi, czyli w istocie stworzyć od nowa to, co było nadpsute przed dojściem Tuska do władzy i co on do reszty zepsuł? Czy partia Kaczyńskiego dysponuje ludźmi, którzy mają dostateczną wiedzę, umiejętności i determinację, by w prawdziwą armię przekształcić to, co bardziej z przyzwyczajenia niż zgodnie z prawdą (jeśli nie liczyć chlubnych, sprawdzonych w niejednym boju wyjątków) zwykło się dziś nazywać polską armią? I czy będzie umiała przekonać podatników, że jak najbardziej w ich żywotnym interesie leży wydawanie na ten cel znacznie więcej ich pieniędzy? 

Chciałbym się mylić, ale obawiam się, że od pozytywnej odpowiedzi na te pytania może zależeć znacznie więcej, niż się nam dziś wydaje. 

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 32/2014
Cały wywiad opublikowany jest w 32/2014 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc

Czytaj także

 0

Czytaj także