KrajWstyd i trwoga

Wstyd i trwoga

Dodano
Niedawno niemal niezauważona przeszła informacja, która powinna wstrząsnąć Polską. Która powinna włączyć wszystkie systemy alarmowe, ostrzegające nas przed grożącą nam coraz marniejszą przyszłością Polski, a więc i nas samych. Chodzi o zatrważającą wiadomość o tym, że dwa nasze najlepsze uniwersytety – Warszawski i Jagielloński – u kresu trzeciej dekady reformowania szkolnictwa wyższego przez rządy wolnej Polski zamiast wreszcie awansować, spadły z czwartej setki do piątej, w prestiżowym szanghajskim rankingu najlepszych uniwersytetów świata.

Strach myśleć, na jakich miejscach znalazłyby się pozostałe polskie uczelnie – ile z nich byłoby w drugiej pięćsetce pierwszego tysiąca, ile w drugim tysiącu, a ile jeszcze dalej. „Znalazłyby się”, a nie „znajdują się”, bo kto przy zdrowych zmysłach trwoniłby czas i pieniądze na badanie, na jak niskim poziomie uczą maruderzy z Poznania lub Wrocławia. W każdym razie twórcy rankingu szanghajskiego badają jedynie 500 najlepszych uniwersytetów. To po pierwsze, a po drugie, już nawet w drugiej setce tego rankingu nie ustalają i nie podają dokładnej kolejności (a tylko miejsce w tej czy innej pięćdziesiątce – w setkach drugiej i trzeciej oraz miejsce w tej czy innej setce – w setkach czwartej i piątej), bo los przegranych nikogo przecież nie obchodzi. Nikogo poza, jak mnie się do tej pory wydawało, nimi samymi, bo przecież trzeba wiedzieć, jak źle jest, by temu przeciwdziałać. 

Tymczasem w Polsce nikt na alarm nie bije. Nasza klęska na nikim nie zrobiła większego wrażenia, a jeśli zrobiła, to nikt nie dał tego po sobie poznać. A przecież klęska to tym większa, że Moskiewski Uniwersytet Państwowy zajął w tym rankingu pozycję 87., że w czwartej pięćdziesiątce uplasowały się uniwersytety w Lipsku i Dreźnie, w trzeciej setce – Uniwersytet Karola w Pradze i Uniwersytet Belgradzki, a w czwartej – Uniwersytet w Jenie. 

Winne takiego stanu rzeczy są wszystkie rządy. Wszyscy rządzący politycy, którzy miast zreformować ten folwark nieudolności, z nabożeństwem skłaniali (i skłaniają) głowy przed odzianymi w gronostaje ludźmi z profesorskimi tytułami, o których jakoś nie słychać, by mieli skrupuły, świadcząc tak niewysokiej jakości usługi.

I niech mnie ktoś przekona, że to nie tu – w miernej jakości uczelni – tkwi ważna przyczyna małej innowacyjności Polaków, że to nie tu trzeba szukać wyjaśnienia tego, iż tak wielu naszych magistrów za granicą kończy na przysłowiowym zmywaku. I że wciąż nie brakuje zdolnych polskich naukowców, którzy by odnieść sukces, jak najdalej uciekają od polskich szkół wyższych. A przykłady osiągnięć naszych naukowców w Polsce, którymi jesteśmy epatowani od czasu do czasu? To wyjątki potwierdzające regułę. Ba, to często osiągnięcia dokonane nie dzięki sprzyjającym ich autorom uczelniom, ale wbrew nim. 

/ zma
 0

Czytaj także