Czy szczepionka na grypę pomoże na koronawirusa? Wśród naukowców są poważne wątpliwości

Czy szczepionka na grypę pomoże na koronawirusa? Wśród naukowców są poważne wątpliwości

Dodano: 76
fot.zdjęcie ilustracyjne
fot.zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP / fot. Andrzej Grygiel
Prof. W. Julian Korab-Karpowicz I Ministerstwo Zdrowia zaleca szczepienia przeciw grypie. Zakupiono 1,7 miliona szczepionek refundowanych. Szczepienia mają nam pomóc w walce z koronawirusem. Tymczasem pojawiają się wątpliwości, czy szczepionka na grypę rzeczywiście nam pomoże, czy raczej zaszkodzi. Jeżeli zaś okaże się pomyłką, kto zrefunduje nam nasze życie i zdrowie?

O potencjalnym szkodliwym wpływie szczepionki na grypę na zakażenie się koronawirusem opublikowali artykuły naukowe dwaj naukowcy: Andreas Lisowski z Uniwersytetu Jacobs w Bremie – artykuł Association between influenza vaccination rates and SARS-CoV-2 outbreak infection rates in OECD countries oraz Greg Wolff z Oddziału Nadzoru Zdrowia Sił Zbrojnych USA – artykuł Influenza vaccination and respiratory virus interference among Department of Defense personnel during the 2017–2018 influenza season. Poznajmy te prace i wynikające z nich wnioski.

22 grudnia 2009 roku ministrowie zdrowia państw członkowskich Unii Europejskiej podjęli następujące zobowiązanie: zaszczepić na grypę co najmniej 75 proc. wszystkich mieszkańców w wieku 65 lat i starszych. Okazuje się, że w 2019 roku z tego dosyć dziwnego zobowiązana, bowiem naruszającego podstawową wolność każdej osoby decydowania o sobie, najlepiej wywiązały się następujące kraje: Wielka Brytania – 72 proc., Holandia – 64 proc., Portugalia – 60 proc., Irlandia – 57 proc., Hiszpania – 53 proc., Włochy – 52 proc., Szwecja – 49 proc.. Jak łatwo sprawdzić, wszystkie te kraje, bez względu na strategie jakie zastosowały, znajdują się w czołówce zachorowań na COVID-19.

Faktem jest więc, że w zamożnych krajach Europy Zachodniej, gdzie poddawano corocznie masowymi szczepieniami osoby starsze, było jednocześnie najwięcej zakażonych na koronawirusa SARS-CoV-2 i najwięcej zgonów na COVID-19 w przeliczeniu na 1 milion mieszkańców. W czołówce figurują Włochy, Hiszpania, Wielka Brytania, Szwecja i Belgia. Zmarło tam ponad dziesięć razy więcej osób niż u nas. Dla porównania, o ile według najnowszych danych w Polsce, gdzie jak dotąd nie było corocznych masowych szczepień na grypę, na COVID-19 zmarło 53 osoby/1 mln, we Włoszech było ich 586, w Hiszpanii 619, w Wielkiej Brytanii 610, w Szwecji 575, a w Belgii aż 822. Nasuwa to podejrzenie, że szczepienia na grypę osłabiły odporność na koronawirusa.

Przedmiotem artykułu Lisewskiego jest hipoteza, że istnieje korelacja między masowymi szczepieniami na grypę w bogatych krajach OECD i liczbą zakażeń na SARS-CoV-2. Jego badania potwierdzają tą hipotezę. Kończy swój artykuł konkluzją, że „szczepienia przeciwko wirusowi grypy mogą być istotnym czynnikiem infekcji dróg oddechowych przez SARS-CoV-2” (vaccinations against influenza virus might be a relevant factor for respiratory tract infections through SARS-CoV-2). Warto, żeby o tej konkluzji wiedzieli ci urzędnicy z Ministerstwa Zdrowia, którzy decydują obecnie o zakupie szczepionek na grypę i polecają je jako pomocne w zwalczaniu koronawirusa. Skutki ich użycia mogą być wręcz odwrotne.

Do podobnej konkluzji, chociaż inną drogą, doszedł już wcześniej Wolff. Aby odpowiedzieć na pytanie czy zaszczepienie się przeciwko grypie może zwiększyć ryzyko innych wirusów układu oddechowego (zjawisko znane jako interferencja wirusa), przebadał on łącznie 6120 żołnierzy amerykańskich. Mniej więcej połowa została zaszczepiona, a druga nie była szczepiona. Okazało się, że o ile zastosowana szczepionka okazała się pomocna w zwalczeniu grypy, zwiększała ona jednak jednocześnie ryzyko zakażenia innymi wirusami układu oddechowego, a w szczególności koronawirusem (Vaccine derived virus interference was significantly associated with coronavirus.). Wyniki badań przedstawione w obu artykułach, choć dokonane były one w różny sposób, wzajemnie się więc uzupełniają.

Zbliżamy się do jesieni. Minie już nie długo sześć miesięcy od wprowadzenia Polski i innych krajów w stan nienormalności. Okazuje się jednak, że żadna szczepionka, czy to na grypę, czy ta przyszła na koronawirusa nie jest magicznym środkiem, który może nas do tej normalności doprowadzić. Nawet wielki adwokat szczepionek, jakim jest dr Anthony Fauci, twierdzi, że przyszła szczepionka na SARS-CoV-2 będzie najwyżej w 50 proc. skuteczna. Czy więc warto ryzykować szczepienia, kiedy się okazuje z każdą szczepionką wiążą się powikłania? A ponadto, czy warto ryzykować, kiedy już dobrze wiemy, że na koronawirusa praktycznie nie chorują dzieci i młodzież, i że wirus ten jest jedynie groźny dla osób starszych obciążonych innymi chorobami oraz że większość zakażonych przejdzie go bezobjawowo? Wszystko okazuje się mieć dwa końce, To co dobre na grypę może się okazać szkodliwe na koronawirusa i odwrotnie. Maski noszone na twarzach mogą nas chronić przed zakażeniem kropelkowym, ale gromadzą dwutlenek węgla i zarazki. Nie są więc wcale środkiem doskonałym.

Obecny świat został oddany pod władzę specjalistów („ekspertów”). Patrząc na rzeczywistość ze swojej bardzo wąskiej perspektywy medycznej, antygrypowej, szpitalnej czy innej, narzucają całemu społeczeństwu swoją władzę. Tymczasem każda decyzja społeczna jaką podejmujemy ma szerszy wydźwięk ekonomiczny, psychologiczny, a nawet demograficzny. Należy się zapytać: ile dzieci nie narodzi się w przyszłym roku Polsce z uwagi na dzisiejszą nienormalność? Ile rodzin nie zdecyduje się na kolejne dziecko z uwagi na obecną psychozę koronawirusa? Jakie będą skutki psychologiczne nienormalnych warunków nauczania na uczelniach i w szkołach? Jak wpłynie na dzieci to, że muszą od siebie oddalone o 1,5 metra w klasach i muszą nosić do szkoły własne kredki, aby nie pożyczać ich od kolegi, a jak na studentów zmuszonych do zdalnej izolacji? Jak długo jeszcze wytrzymamy skutki obostrzeń koronawirusowych dla naszej gospodarki i ile jeszcze upadnie firm? Właściwa polityka koronawirusa musi opierać się nie tylko na dogłębnej wiedzy medycznej, opartej o solidne badania naukowe, ale także na właściwej odpowiedzi na te pytania i wyprowadzenie z nich odpowiednich wniosków.

Konkludując, na bazie tak wielu informacji jakie obecnie posiadamy, czas na śmiały krok – zdjąć maski, zapomnieć o szczepieniach i cieszyć się normalnym życiem, jakim żyliśmy od lat. Czekamy w Polsce na polityka, który będzie na tyle odważny by to nam wszystkim powiedzieć i uwolni nas od uczonej niewiedzy i globalnej psychozy.


Autor jest filozofem i myślicielem politycznym, doktorem Uniwersytetu Oksfordzkiego, profesorem w Instytucie Politologii Uniwersytetu Opolskiego, autorem „Harmonii społecznej” i innych książek przetłumaczonych na kilka języków.

Artykuł wyraża poglądy autora i nie musi być tożsamy ze stanowiskiem redakcji.

Źródło: DoRzeczy.pl
 76
Czytaj także