Śniadek o postrzeleniu reportera: Chcę wierzyć, że to był wypadek

Śniadek o postrzeleniu reportera: Chcę wierzyć, że to był wypadek

Dodano: 
Janusz Śniadek
Janusz Śniadek / Źródło: PAP / Rafał Guz
– Na pewno przykrą rzeczą jest to, że pewne środowiska lewicowe, żeby nie powiedzieć lewackie, już usiłują wykorzystać to, co się stało, do dyskredytowania Marszu Niepodległości. A marsz ten wpisał się już w obchody Dnia Niepodległości i jest ważny dla wielu Polaków – mówi portalowi DoRzeczy.pl Janusz Śniadek, poseł Prawa i Sprawiedliwości, były przewodniczący NSZZ Solidarność.

Podczas Marszu Niepodległości doszło do starć różnych grup z policją. Postrzelony z broni gładkolufowej został Tomasz Gutry, 74-letni fotoreporter "Tygodnika Solidarność". Jak ocenia Pan to, co się stało?

Janusz Śniadek: To oczywiście bardzo smutne, tragiczne zdarzenie, do którego nie powinno dojść. Ranny w twarz został reporter wykonujący swoją pracę. Oczywiście nie znamy szczegółów tej sprawy, jednak jeśli jest tak, jak to relacjonował Tomek Gutry, że został postrzelony z kilku metrów, gdy stał poza tym tłumem, to oczywiście jest to naganne i policjant, który to zrobił musi ponieść odpowiedzialność. Nie chcę przesądzać jak było, wciąż chcę wierzyć, że było to przypadkowe zdarzenie. Natomiast na pewno musi zostać to wszystko wyjaśnione. Ja na pewno byłem dotąd pełen podziwu dla działań policji, która ze stoickim spokojem podchodziła do radykalnych nawet haseł, wystąpień przeciwko policjantom podczas poprzednich manifestacji. Niektórzy nawet zarzucali funkcjonariuszom zbytnią łagodność. Teraz z kolei doszło do dramatycznej sytuacji. Trzeba ustalić, dlaczego.

No właśnie – niektórzy zarzucają, że podczas demonstracji atakujących kościoły funkcjonariusze byli zbyt łagodni, a teraz reakcja była zbyt radykalna, skoro doszło do postrzelenia. Czy może to wynikać np. z poglądów funkcjonariuszy, którzy bardziej utożsamiają się ze strajkiem kobiet niż Marszem Niepodległości?

Absolutnie nie. Przede wszystkim tu są zwarte oddziały prewencji. O tym, czy działają zdecydowanie, czy nie, decydują ich dowódcy. Natomiast oczywiście miały tu miejsce pewne radykalne wystąpienia ze strony demonstrujących, policja odpowiedziała. Sprawa postrzelenia reportera musi być wyjaśniona. Powtarzam: chcę wierzyć, że to wypadek.

Jednak o ile w poprzednich latach Marsz Niepodległości przebiegał spokojniej, tak w tym roku doszło do zadym. Czy odpowiedzialność za to ponosi policja, czy może organizatorzy tego wydarzenia?

Absolutnie nie chcę niczego przesądzać. Jeśli chodzi o działania policji musi być przeprowadzone dochodzenie. Co do organizatorów, to też nie chcę zrzucać na nich odpowiedzialności. Tu wydaje mi się, że można mówić co najwyżej o jednym błędzie.

Jakim?

Błędem tym było zbyt późne ogłoszenie, że marsz będzie odbywał się w formie zmotoryzowanej. Jako przewodniczący "Solidarności" sam brałem udział w organizacji wielu demonstracji, protestów. I kluczową sprawą jest przygotowanie ich z odpowiednim wyprzedzeniem. Tu tego zabrakło, część uczestników była zdezorientowana, przyszła na marsz pieszy.

Na pewno przykrą rzeczą jest to, że pewne środowiska lewicowe, żeby nie powiedzieć lewackie, już usiłują wykorzystać to co się stało, do dyskredytowania Marszu Niepodległości. A marsz ten wpisał się już w obchody Dnia Niepodległości. Jest ważny dla wielu uczestników. I nawet, gdy przebiegał całkowicie spokojnie, to Guy Verhofstadt mówił, że ulicami stolicy przeszedł marsz 60 tysięcy faszystów. Przykre wydarzenia, które miały miejsce w stolicy tylko ten zły obraz umacniają. Tym bardziej należy sprawę wyjaśnić.

Czytaj też:
Winnicki: Policja wraca do praktyk z czasów rządów Platformy Obywatelskiej

Źródło: DoRzeczy.pl
+
Czytaj także