KrajKolaż Warzechy

Kolaż Warzechy

Kolaż Warzechy
Kolaż Warzechy
Dodano 9
Niejakim echem odbiła się w mediach afera z „Turkiem Azadem”. Biorę w cudzysłów, ponieważ nie mamy żadnej pewności, czy postać ta nie jest czyimś wymysłem. Oto po Facebooku zaczęła krążyć opowieść z jednej z warszawskich knajp, wkrótce podchwycona przez niezawodną „Gazetę Wyborczą”. Jej autor twierdził, że „Turek Azad”, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, chciał złożyć w lokalu zamówienie, ale jego pracownica powiedziała mu w tonie agresywnym, żeby nauczył się mówić po polsku, skoro jest w Polsce. Miało to wynikać – twierdzi autor relacji – z jej frustracji po tym, jak z powodu swojej słabej znajomości angielskiego pomyliła zamówienie.

„Turek Azad” podobno wkrótce opisał zdarzenie na swoim profilu na FB, a także napisał do właścicieli restauracji. Ci szybko zareagowali, wydając oświadczenie z przeprosinami. „Blisko 40 proc. naszych gości to klienci zagraniczni, a sam właściciel jest w związku małżeńskim z Hinduską [sic! – tak w oryginale] kobietą i nie ma mowy ani miejsca w naszym lokalu na zachowania rasistowskie i ksenofobiczne”. Wobec pracownicy miały zostać wyciągnięte najsurowsze konsekwencje. Mało tego, restauracja wpłaciła 300 złotych na rzecz skrajnie lewackiego Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych – agendy, której głównym zadaniem jest wykazanie, że Polacy to w większości zawodowi ksenofobi.

Pamiętają Państwo aferę, jaka wybuchła, gdy była publicystka Giewu opisała, jak to jej ciemnoskórego szwagra źle potraktował kierowca autobusu dalekobieżnego na Dworcu Zachodnim w Warszawie? Z czasem okazało się, że to opowieść ja z dowcipów o Radiu Erewań: kierowca nie był Polakiem, tylko Litwinem, powodem kłótni był spór o ponadwymiarowy bagaż, który chciał zabrać pasażer, a część podróżnych wzięła go w dodatku w obronę. Co najmniej od tamtego czasu na podobne rewelacje patrzę bardzo podejrzliwie.

I tak patrząc, cóż widzę? Po pierwsze – zero twardych dowodów. Jakiś anonimowy „Azad” coś tam napisał. A nawet, jeśli doszło do sprzeczki, to w niej, jak wiadomo, łatwo o nadinterpretacje i fałsze. Po drugie – skoro „Azad” składał swoje zamówienie po angielsku, to jak to możliwe, że tak znakomicie zrozumiał słowa pracownicy baru, wypowiedziane, jak rozumiem, po polsku? A może ktoś mu je przekazał? A może przekręcił, jak w głuchym telefonie? Po trzecie – w barze, gdzie 40 procent klientów jest z zagranicy, właściciel zatrudnia osobę, mającą podobno problemy z angielskim? Dziwne. Po czwarte – nigdzie nie widzę informacji o tym, że właściciel wysłuchał wersji pracownicy knajpy, zorganizował konfrontację z klientem, przyjął postawę choćby trochę sceptyczną. I to szczególnie mi się nie podoba, zwłaszcza że mieliśmy już sytuacje, gdy tego typu oskarżenia były rzucane bezzasadnie.

***

A skoro mowa o bezzasadnych oskarżeniach – pamiętają państwo Sama Rubina, żydowskiego studenta i stypendystę z Nowego Jorku, mieszkającego od jakiegoś czasu w Warszawie, który na żydowskim portalu publicystycznym opisał, jak to 11 listopada, w czasie Marszu Niepodległości, schował się w łazience ze strachu przed polskimi „faszystami”? Mój redakcyjny kolega Marcin Makowski zaprosił pana Rubina w geście dobrej woli do Krakowa, żeby omówić z nim sprawę. Ja byłem sceptyczny – poziom absurdu w dwóch tekstach nowojorskiego Żyda był tak wysoki, że szkoda by mi było czasu.

A jednak Marcinowi szkoda czasu nie było, a spotkanie z gościem z Nowego Jorku udokumentował 20-minutowym filmem, opublikowanym na portalu Wirtualna Polska (można go też znaleźć na YouTube tutaj). I przyznaję – dzięki anielskiej cierpliwości Marcin wykonał dla Polski kawał dobrej roboty. Spokojnie rozmawiając z Rubinem, spacerując z nim cały dzień po Krakowie, sprawił, że Rubin przyznał w końcu, że w swoich tekstach posłużył się nadmiernymi uogólnieniami oraz przerysowaniem, zaś Polska jest w gruncie rzeczy krajem przyjaznym. Wspomniał też – co bardzo istotne – o tym, że w środowisku nowojorskich Żydów kolportowany jest obraz Polski jako kraju współodpowiedzialnego za holocaust oraz dla Żydów niebezpiecznego, antysemickiego. I że on sam takimi kliszami był karmiony. Tym bardziej godne docenienia jest to, co zrobił Marcin.

Można sobie oczywiście zadać słuszne pytanie, dlaczego nie działa w ten sposób choćby Polska Fundacja Narodowa, ta od wybitnej kampanii o sądach. Ale to pytanie trzeba by kierować do jej szefów.

***

Bardzo lubię reklamować inicjatywy, które – inaczej niż wspomniana Polska Fundacja Narodowa – nie są finansowane z publicznej kasy, za to – również inaczej niż PFN – robią coś naprawdę pożytecznego. Reklamuję zatem przedsięwzięcie Fundacji Wolności i Przedsiębiorczości, która zbiera pieniądze na zaplanowany z dużym rozmachem film o Ludwigu von Misesie (1881-1973), wybitnym ekonomiście, krzewicielu wolnego rynku, drugim, obok Friedricha von Hayeka, najwybitniejszym współczesnym wolnorynkowcu. Von Mises zasługuje na taki film, zrealizowany właśnie przez polską fundację, nie tylko z powodu swoich osiągnięć, ale też dlatego, że urodził się w polskim (choć pod zaborem austriackim) Lwowie, przy ulicy Jagiellońskiej, i tamże chodził do szkoły.

Kto chciałby dołożyć swoją cegiełkę do realizacji dzieła, znajdzie szczegóły pod adresem http://www.misesthemovie.com/. Zachęcam!

***

Za kilka dni Parlament Europejski będzie głosował nad wiekopomnym postanowieniem: czy obalić decyzję Komisji Europejskiej, zezwalającą na używanie fosfatów w mięsie w kebabach. PE opiera się na dwóch badaniach naukowych, z których jedno mówi, że nie istnieje związek pomiędzy fosfatowymi dodatkami do mięsa a chorobami układu krążenia, a drugie – że istnieje. Jestem pewien, że gdyby dobrze poszukać, a do tego dobrze zapłacić, znalazłoby się i takie badanie, które wykazałoby związek pomiędzy kolorem ścian w lokalu z kebabami a liczbą infekcji dróg moczowych wśród mieszkańców Ziemi Ognistej.

Na razie jednak europosłowie mają nielichą zagwozdkę, bo z jednej strony muszą przecież strzec zdrowia głupiutkich Europejczyków, którzy – jak wiadomo – bez opieki PE już dawno wszyscy by pomarli, jedząc niezdrowe produkty, a z drugiej – czy aby zakaz używania fosfatów w mięsie do kebabów nie jest ksenofobicznym ruchem przeciwko europejskiej społeczności muzułmańskiej?

/ Źródło: DoRzeczy.pl

Czytaj także

 9
  • Быдлошевский Л.З. IP
    Do Pana Przewodniczacego Platformy Obywatelskiej Pana Schetyny mgr,
    Do Pani Przewodniczacej Nowoczesnej.de Pani Lubnauer mgr ,

    donosze, ze my ukonczyli akcje tepienia watahy kaczystow w powiecie lancuckim. Ostatni kaczysta ukrywal sie w krzakach w miejscowosci Markowa , ale my go znalezli.
    Troche sie bronil i cos tam pokrzykiwal o jakims patriotyzmie i jakiejs polsce , ale mu szwagier przylozyl klonica a ja go skopalem po wrednym pysku . Tak , ze nie ma juz kaczysty.
    Przy wytepionym my znalezli ksiazke w jezyku obcym pod tytulem " Mein Kampf" znaczy byl on faszysta ten kaczysta ostatni w powiecie lancuckim.
    W zadupniaku mial oprocz rozanca panstwa wrogiego naszej Europejskiej Ojczyznie o nazwie watykan rowniez legitymacje partii "PiS" , ale ta partia juz dawno zabroniona i rozwiazana znaczy sie legitymacja niewazna .

    Z europejskim POzdrowieniem

    Hans von Bydloschewsky & szwagier mechanik samochodowy firmy folcwagen
    Dodaj odpowiedź 10 4
      Odpowiedzi: 1
    • Szczypta podejścia naukowego IP
      Związek pomiędzy kolorem ścian w lokalu z kebabami a liczbą infekcji dróg moczowych wśród mieszkańców Ziemi Ognistej? Potencjalnie możliwy, chyba nawet - oczekiwany!
      W sieci łatwo sprawdzić, że na Ziemi Ognistej, na przykład w Ushuaia, można zjeść kebab. Jak tymczasem wiadomo, kolor ścian ma wpływ na nastrój - są kolory zachęcające do szybkiego opuszczenia pomieszczenia oraz takie, które w nim zatrzymują (kolory ciepłe, przytulne). W przypadku tych drugich, ze względu na dłuższy czas pobytu, rośnie szansa na potrzebę odwiedzenia toalety. Tym samym, co wiadomo z badań epidemiologicznych, rośnie szansa na infekcję dróg moczowych.
      Oczywiście ta teoretyczna konstrukcja wymaga potwierdzenia eksperymentalnego.
      Dodaj odpowiedź 12 1
        Odpowiedzi: 0
      • sigre IP
        Mój redakcyjny kolega Marcin Makowski zaprosił pana Rubina w geście dobrej woli do Krakowa, żeby omówić z nim sprawę. Ja byłem sceptyczny – poziom absurdu w dwóch tekstach nowojorskiego Żyda był tak wysoki, że szkoda by mi było czasu.

        Ten cytat mówi wszystko, wygodniej pisać zle o PiSie szastając ogólnikami niż zrobić dobrą robotę. Szacunek dla redaktora Makowskiego, większość dziennikarzy szasta kliszami, kalkami i czymkolwiek by mieć rację. Jednak muszę przyznać że wreszcie coś sensownego Pan napisał.
        Dodaj odpowiedź 14 4
          Odpowiedzi: 0
        • ????? IP
          Że broni Pan Polski to rozumiem i doceniam, ale przemysłu chemicznego tego nie pojmuję.
          Dodaj odpowiedź 2 9
            Odpowiedzi: 0
          • obywatel IP
            Dziennikarza łatwo poznać
            czy pierd... czy tuz pióra
            po tym o czym ciągle pisze,
            jakie jajo zniosła kura.
            W tym wypadku stałe klisze
            powielane przez Łukasza
            nazbyt są aż symboliczne:
            PIS się demokracją bawi,
            on kebabów bronić prawi.
            Dodaj odpowiedź 2 7
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także