Klich o ataku w Waszyngtonie: Niestety w USA jest dostęp do broni

Klich o ataku w Waszyngtonie: Niestety w USA jest dostęp do broni

Dodano: 
Bogdan Klich, chargé d’affaires ambasady RP w USA
Bogdan Klich, chargé d’affaires ambasady RP w USA Źródło: PAP
W USA dostęp do broni i jej koncentracja w niewielu rękach jest gigantyczna – powiedział polski charge d'affaires w Waszyngtonie Bogdan Klich o strzelaninie na balu z udziałem Donalda Trumpa.

– Było kilka strzałów, one były bardzo blisko rzeczywiście. Można było mieć wrażenie, że one są oddawane z lobby na salę, ale okazuje się, że były oddawane w lobby, czyli że nie dosięgły nikogo, kto był na sali – mówił Klich w rozmowie z TVN24.

Ocenił, że reakcja sali była natychmiastowa. – Wszyscy padli na ziemię, niektórym udało się schować pod stoliki – relacjonował.

– To jest chyba wyćwiczone w kraju, w którym niestety jest dostęp do broni i ten dostęp jest bardzo szeroki, i koncentracja broni w niewielu rękach jest gigantyczna – argumentował.

Klich zaznaczył, że jest zbyt wcześnie, by mówić o motywach sprawcy. Jego zdaniem "takie rzeczy w Europie by się nie zdarzyły". – To przekracza jakiekolwiek wyobrażenie – stwierdził.

Strzały w hotelu w Waszyngtonie

31-letni mężczyzna otworzył ogień podczas koalicji dla korespondentów Białego Domu. Do zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego w hotelu Hilton w Waszyngtonie.

Służby ewakuowały parę prezydencką – Donalda Trumpa i Melanię Trump, a także wiceprezydenta J.D. Vance'a. Sprawca, zidentyfikowany jako Cole Tomas Allen z Torrance w Kalifornii, został aresztowany. W poniedziałek sąd ma formalnie postawić mu zarzuty.

Jeden z funkcjonariuszy Secret Service został postrzelony z bliskiej odległości, jednak – jak powiedział Trump dziennikarzom – uratowała go kamizelka kuloodporna.

Trump celem napastnika?

Prezydent USA zapytany, czy uważa, że był celem napastnika, odparł, że chyba tak i porównał się do Abrahama Lincolna, pierwszego amerykańskiego prezydenta, który został zamordowany w 1865 r.

– Badałem zamachy i muszę powiedzieć, że najbardziej wpływowi ludzie, ci, którzy robią najwięcej… ci, którzy wywierają największy wpływ, to właśnie ich atakują – oświadczył.

Strzały na przyjęciu z Trumpem padły w hotelu, gdzie w 1981 r. przeprowadzono zamach na ówczesnego prezydenta Ronalda Reagana.

Słowa rzeczniczki Białego Domu okazały się prorocze

Furorę w mediach społecznościowych robi nagranie, na którym rzecznik prasowa Białego Domu Karoline Leavitt mówi w wywiadzie dla Fox News, że podczas wystąpienia Trumpa "będzie zabawnie" i że "dziś wieczorem w sali padną strzały".

Leavitt powiedziała później, że jej słowa były jedynie żartem i nie miały na celu wywołania niepokoju.

Policja twierdzi, że mężczyzna, który oddały strzały w hotelu Hilton, miał przy sobie różne rodzaje broni, w tym broń palną i noże.

Czytaj też:
Próba zamachu na Trumpa. Jest reakcja Tuska

Opracował: Damian Cygan
Źródło: TVN24 / Reuters / BBC
Czytaj także