Polska administracja leśna zaczęła tworzyć się już w końcowej fazie I wojny światowej. Dekret Rady Regencyjnej z 3 stycznia 1918 roku o tymczasowej organizacji władz w Królestwie Polskim ustalał m.in. zakres działania Ministerstwa Rolnictwa i Dóbr Koronnych (później Państwowych). W jego ramach powstał Zarząd Główny Dóbr Koronnych z sekcją – czy jak powiedzielibyśmy dziś –wydziałem lasów.
Niemiecka eksploatacja w stylu kolonialnym
Pracownicy sekcji i cały kraj obserwowali wówczas bezpardonową eksploatację lasów. Na okupowanych terenach Niemcy i Austriacy zachowywali się zupełnie jak w zamorskich koloniach, koncentrując się na doraźnych zyskach. Gdy więc w tymczasowych polskich władzach zaistniał organ odpowiedzialny za lasy, jego dążeniem – stymulowanym z najróżniejszych kręgów – stało się zatrzymanie wojenno-tartacznej machiny.
Rozpoczęte wiosną 1918 r. pertraktacje z szefem leśnictwa w cywilnym zarządzie Generałgubernatorstwa Warszawskiego nie przyniosły oczekiwanego efektu. Niemcy zbyt wiele zainwestowali – choćby w sieć kolejek leśnych – by oddać Polakom prawo do decydowania o ich leśnym bogactwie.
Okoliczności zmieniły się jesienią. Sytuacja militarna na froncie zachodnim nie pozostawiała złudzeń. Wiadomym było, że państwa centralne nie wyjdą zwycięsko z wielkiej wojny. Tymczasowy polski rząd w Warszawie polecił przejmowanie zarządu nad lasami dokładnie 15 października 1918 roku. Wówczas były to nie tylko lasy państwowe, ale także lasy byłych majoratów (państwowych lub skonfiskowanych dóbr, darowanych urzędnikom i wojskowym carskim), w większości opuszczonych przez rosyjskich właścicieli.
Kolejne dni organizatorzy polskiego leśnictwa spędzili na gorączkowych działaniach. Na początku listopada Jan Miklaszewski, przyszły szef departamentu leśnictwa i rektor SGGW, wybrał się do Lublina (stolica okupacji austriackiej), gdzie sprawy leśnictwa przedstawił uformowanemu tam rządowi Ignacego Daszyńskiego.
Lewicowy rząd lubelski podszedł do sprawy lasów bardzo radykalnie – wszystkie miały stać się państwowe. Echa tego stanowiska były żywe jeszcze kilka lat. Możliwe, że to z inspiracji Miklaszewskiego w Lublinie ukazał się leśny manifest pt. „Do ludu wiejskiego”, traktujący o potrzebie zdecydowanej ochrony lasów przed grabieżami.
W Warszawie i w terenie
Odzyskanie niepodległości przez Polskę 11 listopada mogłoby również zostać uznane za formalną datę odzyskania lasów przez polskie państwo. Tego dnia Polacy opanowali gmach Ministerstwa Rolnictwa oraz biura niemieckiego zarządu lasów (w nieistniejącej dziś Galerii Luxemburga przy ul. Senatorskiej w Warszawie) i inwentaryzacji lasów (ul. Matejki). Ich szefowie, dotąd nieustępliwi, teraz uprzejmie ustępowali miejsca następcom.
Wkrótce w teren zostali wysłani delegaci, których zadaniem było organizowanie nadleśnictw. Władze w Warszawie początkowo kontynuowały działalność pośredniego ogniwa, tj. stworzonych przez Niemców terenowych inspekcji leśnych. Dopiero kilka miesięcy później, w lutym 1919 r., powołano do życia pierwsze okręgowe Zarządy Dóbr Państwowych w Siedlcach, Radomiu i Warszawie. W maju powstał Główny Zarząd Dóbr Państwowych i czwarty zarząd okręgowy we Lwowie. Polskie państwo administrowało wówczas lasami w Kongresówce i Galicji, które pozostawały bez planów gospodarczych i były do tego stopnia zdewastowane, że aż 40% pozyskiwanego drewna nadawało się jedynie na opał.
Ocalić las przed grabieżami
Tuż po 11 listopada prasę obiegł apel kierowany przez Sekcję Leśną MRiDP. Leśników wzywano na służbę w imieniu państwa. Niewątpliwie mieli rozpocząć ją w warunkach pionierskich. Brakowało przedwojennej dokumentacji, którą wywieźli Rosjanie. Niemcy zaś skrzętnie niszczyli własną, starając się zatrzeć ślady łupieżczej działalności.
Ogromne zniszczenia na ziemiach byłego zaboru rosyjskiego dotyczyły również infrastruktury i osad. Jeśli nie zdołali ich zrujnować wycofujący się w 1915 r. carscy żołnierze, a potem nie obrócił ich w perzynę front, to dzieło zniszczenia dokonywało się na etapie bezhołowia związanego ze zmianą władz.
Bodaj największym problemem pierwszych miesięcy niepodległości stały się kradzieże drewna. Na progu zimy i sezonu grzewczego miały charakter masowy. Wieś, zniszczona wojną, tłamszona kontrybucjami, postanowiła sobie powetować wszelkie dotychczasowe ograniczenia.
Meldunki o grabieżach docierały zewsząd. Przy tym nie były to skryte incydenty, a zorganizowane wyprawy i otwarte konfrontacje. Komisarz Rządu Polskiego z powiatu olkuskiego nazywał je „epidemią”. W okolicach Bodzentyna napastnicy schwytali i związali interweniujących polskich stróżów porządku (gazety donosiły o tym już 15 listopada). W powiatach siedleckim i łukowskim jedyną metodą na powstrzymanie złodziejskich ekspedycji stała się konfiskata wozów i koni.
Drewno dla ludności – tradycyjny priorytet
By zaradzić problemowi kradzieży, jeszcze w 1919 r. w powiatach zorganizowano specjalne komisje, których zadaniem było przydzielanie drewna potrzebującym. Komisje weryfikowały straty wojenne i potrzeby odbudowy gospodarstw, kierując zainteresowanych do odpowiednich leśnictw, również prywatnych. Przykładowo w czerwcu 1919 r. w powiecie warszawskim spłynęło 312 podań, z których 244 osoby dostały drewno nieodpłatnie, 17 po cenach rynkowych, a dwie ze zniżką 50%. Ogółem wydano 4460 m3 drewna.
Na koniec trzeba dodać, że polscy leśnicy działali w warunkach pogłębiającego się kryzysu gospodarczego, szybko postępującej inflacji, a następnie hiperinflacji, gdy co miesiąc i co tydzień nawet trzeba było nowelizować cenniki na drewno. Nie pomagało ogromne rozbicie polityczne w społeczeństwie i często zmieniające się rządy. Wreszcie wojna z Rosją radziecką, która wręcz zagroziła istnieniu młodej państwowości. Leśnicy pracujący na rzecz państwa w ciągu pierwszych lat po 11 listopada zdołali opanować sytuację. Powstałe w 1924 r. Lasy Państwowe obejmowały utrwaloną strukturę, dzieło pionierów pierwszych lat niepodległości.
