Pedofilsko-zoofilska afera w woj. dolnośląskim wstrząsnęła Polską kilkanaście dni temu. 45-letni Przemysław L. został skazany na 25 lat więzienia za przestępstwa seksualne popełnione na nieletnich dziewczynkach, zoofilię oraz rejestrowanie tych czynów na filmach i zdjęciach. Jego była żona Kamila L., w przeszłości działaczka Platformy Obywatelskiej, została skazana na 6,5 roku pozbawienia wolności za nieudzielenie pomocy małoletniej – swojej córce z poprzedniego związku, będącej ofiarą gwałtu, a także współudział w znęcaniu się nad zwierzętami.
Monika Wielichowska miała współpracować z Kamilą L. w czasie kampanii wyborczej, już po tym, jak Kamila L. usłyszała zarzuty. W mediach społecznościowych można znaleźć ich wspólne zdjęcia. Z tego powodu nie ustawały apele do wicemarszałek Sejmu, aby odniosła się do sprawy.
Oświadczenie Wielichowskiej
Parlamentarzystka w końcu zabrała głos. Nie poczuwa się do odpowiedzialności za promowanie Kamili L. Odcina się od jakichkolwiek powiązań z aferą. "Od kilku dni stałam się obiektem zmasowanej kampanii nienawiści opartej na kłamstwie i pomówieniach – zorganizowanej przez PIS i prawicowe media. Powtarzane kłamstwa mają utrwalić przekonanie, że pomagałam osobom oskarżonym i skazanym za pedofilię. To nieprawda! Każde przestępstwo, a zwłaszcza tak straszne musi zostać ukarane. Sprzeciwiam się wykorzystywaniu tragedii dzieci do bieżącej walki politycznej. To nie jest temat do rozgrywek ani budowania kapitału politycznego. Takie działania są szkodliwe i mogą pogłębiać cierpienie ofiar, które już zostały skrzywdzone" – pisze Monika Wielichowska.
"Za przestępcami dopuszczającymi się obrzydliwych czynów ruszyli polityczni gracze — związani z PiS, Konfederacją, TV Republiką i innymi prawicowymi mediami. Polityczna nagonka, w której wykorzystywane są farmy trolli uderza dziś przede wszystkim w niewinne dzieci — ofiary, które muszą być bezwzględnie chronione. Jedna ze skazanych osób przestała być członkinią partii w momencie powzięcia wiedzy o zarzutach. Stało się to już ponad 2 lata temu. Nie łączyły mnie z nią nigdy żadne prywatne kontakty. Nie łączyły mnie z nią żadne kontakty zawodowe. Nigdy nie była asystentem, pracownikiem ani współpracownikiem mojego biura poselskiego. Nie interweniowałam na jakimkolwiek etapie postępowania prokuratorskiego czy sprawy karnej" – zapewnia wicemarszałek.
Wielichowska podkreśla, że "za wszelkie przestępstwa, nieważne kim jest sprawca, powinna być wymierzona surowa, adekwatna do czynu i nieuchronna kara. I tak dzieje się w tym przypadku". "Polska nie może być sprowadzona do roli poligonu na którym rozstrzeliwuje się prawdę i przyzwoitość. Miejsca, gdzie króluje polityka nienawiści, która niszczy wszystko i wszystkich. Debata publiczna zaś musi opierać się na szacunku i poszanowaniu praw jednostki" – podsumowała polityk KO.
Czytaj też:
"Ta afera zatopi KO". Czarnek nie ma wątpliwościCzytaj też:
Zamknęli korytarz w Sejmie. "Tak boją się pytań o aferę pedofilską w Kłodzku"
