O rozpoczęciu transportu poinformował w środę (3 marca) wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Akcja została zorganizowana przez MON po uzyskaniu niezbędnych zgód na przelot przez przestrzeń powietrzną kilkunastu państw.
"Z Pekinu wystartował do Polski specjalny samolot, w którym wraz z mamą i lekarzami jest Pani Klaudia! Kilkanaście godzin i będzie ona w naszym kraju. Dziękuję wszystkim zaangażowanym w akcję powrotu Pani Klaudii do Polski. Trafi tu w ręce naszych najlepszych lekarzy! Szczęśliwej drogi! Czekamy na Was!" – napisał Kosiniak-Kamysz w serwisie X.
Specjalny samolot zabrał ciężko chorą Polkę z Chin
Klaudia Uciechowska, pochodząca z Wałbrzycha studentka studiująca w Pekinie, trafiła do szpitala w połowie kwietnia po nagłym pogorszeniu stanu zdrowia. Zdiagnozowano u niej rzadkie powikłanie związane z potworniakiem jajnika. Kobieta pozostaje nieprzytomna i wymaga specjalistycznej opieki medycznej.
Według informacji przekazanych przez rodzinę, po przylocie do Polski pacjentka ma zostać przewieziona do specjalistycznego szpitala, gdzie będzie kontynuowane leczenie i dalsza rehabilitacja. Koszty transportu pokrywa państwo, natomiast środki zgromadzone wcześniej przez rodzinę w publicznej zbiórce mają zostać przeznaczone na leczenie i rehabilitację.
W ostatnich dniach rodzina informowała, że stan 24-latki pozostaje ciężki. Kobieta zmaga się m.in. z powikłaniami neurologicznymi oraz infekcjami, które wystąpiły w trakcie hospitalizacji w Chinach.
Ojciec Klaudii o pomocy MON. "Jestem prawie pewny"
Jak to się stało, że MON wysłało po Klaudię rządowy samolot? Pewne podejrzenia w tej sprawie ma jej ojciec. Opowiedział o nich w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
– Myślę, że to zasługa mojego przyjaciela. To także zwykły człowiek i nawet w Polsce nie mieszka od kilkunastu lat, bo wyjechał do Szwecji. (...) Jest moim kolegą ze szkoły podstawowej, z którym przez ostatnie 30 lat widzieliśmy się jakieś dwa razy. Skojarzył nazwisko, gdy usłyszał o naszej tragedii i razem ze swoją siostrą bardzo zaangażowali się w pomoc. Jestem prawie pewny, że to on. Jednak gdy zapytałem go o samolot, stwierdził: "Nieważne kto, nieważne jak, ważne, że się udało" – relacjonuje ojciec Klaudii.
Mężczyzna jest strażakiem. Twierdzi, że nie ma kontaktów politycznych na wysokim szczeblu. – Gdy usłyszałem o samolocie rządowym, po raz pierwszy od kilku tygodni rozpłakałem się. Wcześniej też płakałem, ale z bólu i bezsilności, a teraz ze szczęścia – powiedział.
Czytaj też:
Ujawniono, kto zapłacił za ewakuację Polaków z Bliskiego Wschodu
