Jak relacjonuje, wszystko zaczęło się od kradzieży krzesła z ogródka jego lokalu. Gdy próbował je odzyskać, został oskarżony o rasizm, a chwilę później zaatakowany przez tłum. Do zdarzenia doszło tydzień temu.
Protesty przerodziły się w chaos
Tego dnia w Brukseli trwały demonstracje uczniów, studentów i nauczycieli. Protestowali przeciwko cięciom w systemie edukacji francuskojęzycznej w Belgii. Jak wynika z relacji, sytuacja na ulicach stopniowo się zaostrzała, a miejscami protesty wymykały się spod kontroli.
W tym samym czasie Michał Mytkowski razem ze swoim zespołem przygotowywał restaurację do otwarcia. W pewnym momencie zauważył dwóch mężczyzn, którzy zabrali krzesło z ogródka należącego do lokalu. – Wybiegłem za nimi, żeby odzyskać swoją własność. Bałem się też, że krzesło może zostać użyte do rzucania w policję – relacjonował. Jak podkreśla, jego reakcja była odruchowa. Nie chciał wdawać się w konflikt, tylko odzyskać należące do niego wyposażenie.
Oskarżono go o rasizm
Wokół restauratora zaczęła zbierać się coraz większa grupa ludzi. Według Mytkowskiego to właśnie wtedy padły pierwsze oskarżenia. – Ci, którzy zabrali krzesło, byli wyraźnie północnoafrykańskiego pochodzenia. Zobaczyli białego człowieka i od razu padło hasło, że jestem rasistą. Zaczęły się nawoływania do bojkotu mojej restauracji – mówi.
Jak twierdzi, zarzut pojawił się natychmiast i szybko podchwycił go tłum. – Nie było w ogóle możliwości rozmowy. Zaczęli krzyczeć: "rasista" i "bojkot", przedstawiając mnie jako tę złą osobę w tej historii, choć to ja zostałem zaatakowany – opowiada. Według restauratora właśnie to oskarżenie doprowadziło do eskalacji przemocy.
Pobili go i skopali
Po chwili Michał Mytkowski został otoczony przez agresywną grupę. Jak relacjonuje, napastnicy bili go i kopali. W trakcie zajścia jeden z nich rzucił też stołem w witrynę restauracji. Restaurator zwraca uwagę, że część osób obserwujących zajście nie reagowała. Niektórzy bali się podejść, inni – jak twierdzi – wręcz zachęcali napastników.
Pomoc przyszła dopiero od właścicieli i pracowników pobliskich lokali. Wśród nich była także Polka, pani Angelika. To oni pomogli opanować sytuację. Policja pojawiła się na miejscu dopiero po tym, jak napastnicy zdążyli się oddalić.
Czytaj też:
Polka pobita w środku dnia w centrum Mediolanu. Kilku "młodych mężczyzn"
