Przyznać należy, że historia ta rzeczywiście zdaje się mieć pozór legendy miejskiej, zwłaszcza że większość świadków znała tylko noszony przez egzotycznego bojownika o wolną Polskę pseudonim Ali lub kojarzyła go wyłącznie jako „Murzyna”. Tymczasem czarnoskóry powstaniec był postacią jak najbardziej z krwi i kości, o czym świadczy choćby fakt, że w roku 1954 władze PRL uhonorowały go tzw. Medalem za Warszawę 1939–1945 oraz Odznaką Grunwaldzką. Co więcej, pozostały dokumenty wystawione przez Urząd do spraw Kombatantów, legitymacja ZBOWiD, archiwalia Urzędu do spraw Cudzoziemców, a nawet… dwie córki: jedna w Warszawie, druga zaś w Londynie. Ba… „Ali” stał się muzą piewcy dawnej stolicy Stefana Wiecheckiego, który oparł na nim postać Jumbo, jednego z bohaterów powieści „Cafe pod Minogą”. I koniec końców to właśnie na upamiętniającym pisarza Pasażu Wiecha miasto oddało sprawiedliwość czarnoskóremu AK-owcowi, stawiając poświęcony mu monument, na którym przechodzień przeczytać może w końcu jego prawdziwe personalia – August Agboola Browne.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
