46 godzin na SOR-ze, potem śmierć. Syn pacjentki ujawnia, co działo się w szpitalu

46 godzin na SOR-ze, potem śmierć. Syn pacjentki ujawnia, co działo się w szpitalu

Dodano: 
SOR, zdjęcie ilustracyjne
SOR, zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP / Albert Zawada
67-letnia pani Maria, która chorowała na nowotwór i przechodziła chemioterapię, spędziła ponad 46 godzin na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Poznaniu.

Dramatyczne okoliczności śmierci 67-letniej pacjentki Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu ujawniły "Gazeta Wyborcza" i TVN24. Kobieta trafiła do placówki 22 lipca 2026 roku z powodu utrzymujących się od kilku dni wymiotów, biegunki i objawów odwodnienia. Pani Maria chorowała na szpiczaka mnogiego i była w trakcie leczenia onkologicznego. Choroba doprowadziła u niej do częściowego paraliżu, jednak, jak podkreślają bliscy, przed przyjazdem do szpitala pozostawała w pełnym kontakcie logicznym.

Na SOR-ze pacjentkę zakwalifikowano do kategorii ESI 3. Oznaczało to, że wymagała pilnej pomocy i dalszej diagnostyki, choć jej stan nie został początkowo oceniony jako bezpośrednio zagrażający życiu. U kobiety stwierdzono odwodnienie, przyspieszoną akcję serca i gorączkę. Ze względu na podejrzenie zakażenia przewodu pokarmowego zdecydowano o jej odizolowaniu.

Zamiast sali szpitalnej pomieszczenie przypominające magazyn

Według relacji syna pacjentki, pana Artura, warunki, w których umieszczono jego matkę, były dalekie od standardów oczekiwanych w placówce medycznej. Kobieta trafiła do niewielkiego, dusznego pomieszczenia, które miało wcześniej służyć do przechowywania koców i zużytego wyposażenia. Rodzina wskazuje, że nie było tam odpowiedniej wentylacji, dzwonka umożliwiającego wezwanie personelu ani stolika przy łóżku, na którym można byłoby postawić wodę.

W takich warunkach pani Maria spędziła ponad 46 godzin, oczekując na miejsce na oddziale szpitalnym. Jej syn tłumaczył, że rodzina zdecydowała się na przyjazd do szpitala właśnie z obawy przed konsekwencjami przedłużającego się odwodnienia.

"Przywieźliśmy ją, bo baliśmy się, że z powodu trwających od kilku dni wymiotów i biegunki dojdzie do odwodnienia. Podejrzewaliśmy też zakażenie układu pokarmowego bakteriami, bo wiedzieliśmy, że mama była ich nosicielką" – mówił w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

"Jej stan się pogarszał, a lekarze nie reagowali"

Najpoważniejsze zastrzeżenia rodziny dotyczą jednak nie samych warunków pobytu, lecz opieki medycznej. Według pana Artura jego matka nie była stale podłączona do urządzeń monitorujących funkcje życiowe. Miały również występować długotrwałe problemy z dostępem dożylnym, co utrudniało podawanie płynów.

"Taka sytuacja była np. przez cały drugi dzień pobytu na SOR-ze, bo rano wenflon, założony po przyjęciu do szpitala, wysunął się z żyły i dopiero wieczorem udało mi się namówić lekarza do założenia nowego, co umożliwiło podanie glukozy i elektrolitów. Następnego dnia rano sytuacja się powtórzyła i personel nie potrafił już zrobić nowego wkłucia, bo żyły były zapadnięte z powodu odwodnienia" – relacjonował.

Mężczyzna twierdzi także, że przez cały okres pobytu na SOR-ze jego matka nie otrzymała leków przeciwwymiotnych ani środków mających ustabilizować ciśnienie krwi. Rodzina alarmowała personel, jednak według jej relacji sposób leczenia nie został zmieniony.

Syn prosił o pomoc dyrektora. Następnego dnia kobieta zmarła

24 lipca rano pan Artur zdecydował się na skierowanie oficjalnej interwencji. Wysłał wiadomości do dyrektora Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu Dawida Murawy, urzędu marszałkowskiego, Narodowego Funduszu Zdrowia oraz Rzecznika Praw Pacjenta. Prosił o pilne zajęcie się sytuacją swojej matki.

Tego samego dnia, po ponad 46 godzinach oczekiwania na SOR-ze, dla pani Marii znalazło się miejsce na oddziale chorób wewnętrznych. Według relacji rodziny lekarz ocenił wówczas jej stan jako skrajnie krytyczny. Pacjentkę przeniesiono następnie na oddział intensywnej opieki medycznej. Mimo podjętego leczenia zmarła nad ranem 25 lipca.

Po śmierci matki pan Artur złożył zawiadomienie do prokuratury, domagając się ustalenia, czy personel szpitala właściwie reagował na pogarszający się stan pacjentki.

Tymczasem dyrekcja Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu przedstawia inną ocenę przebiegu leczenia. Placówka przeprowadziła wewnętrzne postępowanie wyjaśniające, którego wyniki przekazano rodzinie zmarłej. Według stanowiska szpitala pani Maria już w chwili przyjęcia na SOR znajdowała się w ciężkim stanie ogólnym. Personel miał wdrożyć diagnostykę i leczenie, w tym dożylne podawanie płynów. Szpital utrzymuje również, że stan kobiety był okresowo oceniany przez pracowników medycznych. Nie zastosowano natomiast ciągłego monitorowania parametrów życiowych.

Jak przytacza "Gazeta Wyborcza", wewnętrzne postępowanie zakończyło się wnioskiem, że wobec kobiety prowadzono diagnostykę i leczenie adekwatne do rozpoznanego stanu klinicznego.

Prokuratura i Rzecznik Praw Pacjenta badają sprawę

Okoliczności śmierci 67-latki są przedmiotem postępowania prowadzonego przez organy ścigania. Jak poinformował TVN24 prok. Łukasz Wawrzyniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, policja prowadzi dochodzenie zlecone przez prokuraturę.

– Prokuratura poleciła wszcząć policji dochodzenie i ono się toczy. Nikomu nie przedstawiono na tym etapie zarzutu – przekazał prokurator. Przeprowadzono już sekcję zwłok, jednak jej wyniki nie pozwoliły jednoznacznie ustalić przyczyny śmierci kobiety. Własne postępowanie wyjaśniające wszczął Rzecznik Praw Pacjenta.

Czytaj też:
Czekała 46 godzin na SOR-ze. Śmiercią kobiety zajmie się prokuratura

Źródło: Gazeta Wyborcza / TVN24
Czytaj także