Co zabija cywilizację Zachodu?
  • Wojciech GolonkaAutor:Wojciech Golonka

Co zabija cywilizację Zachodu?

Dodano: 5
Politolog i publicysta prof. Adam Wielomski
Politolog i publicysta prof. Adam Wielomski Źródło: DoRzeczy.pl
Konsekwentnie, postmoderniści nauczają, że gdy konserwatyści twierdzą, iż są dwie płcie, ponieważ wynika to z żelaznych praw biologii, to genderyści mogą nauczać, że płcie wynikają z kultury i można być fizycznie mężczyzną, a czuć się kobietą – tłumaczy prof. dr hab. Adam Wielomski, autor książki "Zabójcy Zachodu. Prawica i lewica nietzscheańsko-heideggerystyczna".

W pańskiej ostatniej książce „Zabójcy Zachodu” stawia Pan w konkluzji mocną tezę: nazista i szaleniec zabili cywilizację zachodnią. Czym Heidegger i Nietzsche zasłużyli sobie na tę anatemę?

Prof. Adam Wielomski: Friedrich Nietzsche i Martin Heidegger zabili w świadomości ludzi cywilizacji zachodniej fundamentalne pojęcie prawdy, od czasu Arystotelesa definiowanej jako „zgodność twierdzenia z rzeczą”, czyli zgodność pojęć ze stanem faktycznym. W to miejsce pod koniec XIX wieku Nietzsche wprowadził pojęcie mitu, rozumiejąc pod nim subiektywne przekonanie wielkiej ludzkiej zbiorowości (na przykład narodu) w danym czasie (na przykład w XX wieku). Ogłosił, że nie ma prawdy jako takiej, lecz jedynie powszechne przekonania konkretnej zbiorowości w konkretnym czasie. Prawda „niemiecka” w XX wieku może być odmienna od prawdy „polskiej” w tym samym czasie. Co więcej, to co Niemcy w XX wieku uznawali za oczywistą prawdę, mogą nie uznawać sto lat później. Heidegger usystematyzował ten pogląd w cały system filozoficzny „bycia” (zmiennego, stającego się, rozwijającego się). W tym rozumieniu narodowy socjalizm dla Niemców w pierwszej połowie XX wieku był „prawdą”, a dla Polaków był systemem zbrodniczym, opartym na fałszywych przesłankach światopoglądowych. Heidegger najpierw wykładał, że prawda jest zakorzeniona w danym Volku w danej epoce, po czym sam bez wahania wstąpił do NSDAP, uznając, że nazizm jest niemiecką prawdą XX stulecia. W ten sposób subiektywne i zbiorowe mniemania zastąpiły klasyczne pojęcia prawdy, dobra, sprawiedliwości, etc. Każda wspólnota ma swoją „prawdę”. Po 1945 roku, pomimo denazyfikacji politycznej, nie doszło do denazyfikacji filozoficznej i koncepcja ta prawie opanowała współczesny świat, poza stosunkowo wąskimi kręgami katolicko-konserwatywnymi i osobami wychowanymi na filozofii klasycznej. W tym znaczeniu piszę o „zabójstwie” Zachodu i jego sprawcach.

Genderyzm, LGBT, ekologizm… zbudowane na tych samych założeniach filozoficznych co nazizm. Profesor Wielomski prowokuje, czy to postmodernizm ignoruje swe korzenie?

Wiem, że dla czytelnika lewicowo-liberalnego teza jest szokująca! Zaprzecza wszystko, o czym mu do tej pory opowiadano. Lecz postmodernizm wywodzi się z pojęcia prawdy jako mitu stworzonego przez Nietzschego i Heideggera. Jego ojcowie – tacy jak Jacques Derrida czy Gilles Deleuze – zachwycali się destrukcją wszystkich prawd dokonanych przez filozofów niemieckich, co potem Derrida ujął w formule „dekonstrukcji”. W latach sześćdziesiątych XX wieku Nietzsche i Heidegger królowali w filozofii rodzącego się postmodernizmu. Mimo że Derrida miał żydowskie pochodzenie, zawzięcie bronił Heideggera przed zarzutami o głębokie uwikłanie w nazizm. Była to obrona histeryczna i emocjonalna, lecz mało przekonywująca. Generalnie postmoderniści twierdzili, że filozofia niemiecka słusznie zastąpiła prawdę mitami, a tylko naziści nie zrozumieli i opacznie zinterpretowali obydwu filozofów, dając tej koncepcji wymiar zbrodniczy. Postmoderniści zaproponowali własną interpretację pojęcia mitu, który Jean-François Lyotard ochrzcił nową nazwą „wielkiej narracji”. Między obydwoma ujęciami była znacząca różnica: naziści wierzyli w mit kolektywny i nietolerancyjny, który nie tolerował w danym narodzie i czasie innych mitów. Dlatego ugruntowano na nim państwo totalitarne. Postmoderniści uznali, że skoro nie ma prawdy jako zgodności pojęć i nazw ze stanem faktycznym, to w tym samym społeczeństwie i czasie mogą funkcjonować różne mity (wielkie narracje), zgodne tylko w tym, że obiektywna prawda jest pojęciem przestarzałym. Dlatego większość z nich była lewicowymi liberałami i socjaldemokratami, broniącymi wizji społeczeństwa pluralistycznego, gdzie wszystko jest relatywne.

Konsekwentnie, postmoderniści nauczają, że gdy konserwatyści twierdzą, iż są dwie płcie, ponieważ wynika to z żelaznych praw biologii, to genderyści mogą nauczać, że płcie wynikają z kultury i można być fizycznie mężczyzną, a czuć się kobietą. Zwolennicy agendy LGBT powiedzą, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny to wielka narracja chrześcijańska, gdy małżeństwa jednopłciowe to wielka narracja postnowoczesności. Każdy może być kim chce i jak chce, ponieważ nie istnieje zgodność pojęć ze stanami faktycznymi. Nazwy i pojęcia miałyby być umowne. Dotyczy to także prawdy, małżeństwa, płci, etc. Podobnie jest z ekologizmem i ludzkim sprawstwem globalnego ocieplenia: jedni w ten mit wierzą, inni nie wierzą. Prawda o nim miałaby być tylko zbiorowym mniemaniem. Poszukująca prawdy nauka, która rozszyfrowałaby problem, nie możliwa jest w tym systemie, skoro z samej definicji wszelka prawda jest relatywna. Dlatego emocjonalne obrazki z Gretą Thunberg zastępują naukową dyskusję.

Po podtytule pańskiej pracy – „Prawica i lewica nietzscheańsko-heideggerystyczna” – trudno zakładać, że to lektura przystępna dla każdego; Heidegger należy zresztą do najbardziej mętnych niemieckich autorów. Dla kogo zatem jest ta książka?

Z wykształcenia nie jestem filozofem, lecz politologiem i od ćwierćwiecza zajmuję się badaniem myśli politycznej, czyli problematyki znajdującej się na pograniczu filozofii i politologii. Ma to swoje wady, ale ma i zaletę: bez kłopotu czytam i rozumiem teksty filozoficzne, ale nie piszę w tym języku. Zresztą celowo pisałem Zabójców Zachodu w taki sposób, aby Czytelnik bez przygotowania filozoficznego mógł tę książkę przeczytać ze zrozumieniem. Unikałem trudnych i fachowych pojęć, a gdy już musiałem ich użyć, to w nawiasie tłumaczyłem ich znaczenia. Nietzsche o jednej ze swojej książek napisał, że jest „dla każdego i dla nikogo”, choć jemu samemu ta sztuka pisania prostym językiem zdecydowanie się nie udała. Moja książka trafiła na rynek równo dwa tygodnie temu i mam już pierwsze sygnały od Czytelników bez fachowego filozoficznego przygotowania, że dali radę przeczytać. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ Zabójcy Zachodu zostali napisani z myślą o Czytelniku zdecydowanie bardziej masowym niż profesorowie filozofii i nauk o polityce.


Prof. dr hab. Adam Wielomski, „Zabójcy Zachodu. Prawica i lewica nietzscheańsko-heideggerystyczna”, Fundacja Pro Vita Bona, 444 s., 2022.

Czytaj też:
Kościelna kolaboracja z ruchem LGBT. Stanowcze słowa biskupa Schneidera
Czytaj też:
"Kościół to nie miejsce dostosowania się do mody". Reakcja internautów na czuwanie LGBT

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także