Brunatni liberałowie u władzy
  • Jan FiedorczukAutor:Jan Fiedorczuk

Brunatni liberałowie u władzy

Dodano: 
Budynek Sejmu w Warszawie
Budynek Sejmu w Warszawie Źródło:PAP / Albert Zawada
Jeżeli PiS w ciągu ośmiu lat dotkliwie poobijał polską demokrację liberalną, to Donald Tusk w zaledwie miesiąc stał się jej grabarzem. Nowy rząd oficjalnie nie zawiesił żadnych przepisów, tylko w świetle kamer zdecydował o ich ignorowaniu, budując niejako „obok” realnie istniejącego państwa alternatywny porządek polityczno-prawny. Polski liberalizm przeżywa głęboki kryzys tożsamościowy, z którego już się nie podniesie

Już rok przed wyborami przewidywaliśmy w „Do Rzeczy”, że po przejęciu władzy przez KO sprawy będą wyglądać dokładnie tak, jak to obserwujemy od kilku tygodni. W listopadzie 2022 r. pisaliśmy o narodzinach „brunatnego liberalizmu” – liberalizmu, który już tylko z nazwy jest nurtem wolnościowym, ale którego prawdziwe oblicze jest o wiele bardziej niepokojące.

„Kult wodza, grasujące bojówki, zapowiedź wsadzenia przeciwników politycznych do więzienia, postulat przejęcia instytucji państwa za pomocą »silnych ludzi«. To nie jest wykaz cech faszyzmu z podręcznika politologii, to opis liberalnej opozycji A.D. 2022” – pisałem w tekście „Czas brunatnych liberałów” („DRz” nr 46/2022). W tym samym bloku okładkowym Piotr Semka zwracał z kolei uwagę na niebezpieczne konsekwencje zasady „nie ma wolności dla wrogów wolności”, z którego to hasła ekipa Donalda Tuska uczyniła swoje polityczne credo. Mój redakcyjny kolega wskazywał, że coraz mocniejsze zapowiedzi lidera KO trafiają na podatny grunt, czego przykładem jest choćby dyskusja na temat delegalizacji Prawa i Sprawiedliwości, która rozgorzała po lewicowo-liberalnej stronie.

Artykuł został opublikowany w 8/2024 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także