Prof. Domański: PiS musi zmienić wizerunek i poszerzyć elektorat

Prof. Domański: PiS musi zmienić wizerunek i poszerzyć elektorat

Dodano: 
Prof. Henryk Domański
Prof. Henryk Domański Źródło: PAP / Bartłomiej Zborowski
- Wniosek jest taki, żeby nie osiadać na laurach, jeśli wygrało się w kilku średniej wielkości miastach, tylko próbować pozyskać szerszy elektorat - mówi w rozmowie z DoRzeczy.pl prof. Henryk Domański, socjolog PAN.

DoRzeczy.pl: Jakie dla prawicy płyną lekcje z II tury wyborów? W większości miast prawica odniosła porażkę, czego można było się spodziewać, ale z drugiej strony są takie miasta, jak Jastrzębie-Zdrój i Siedlce, gdzie udało się jej wygrać.

Prof. Henryk Domański: To wydaje się oczywiste – PiS przegrywa w miastach. Im większe miasto, tym większe prawdopodobieństwo przegranej, co wynika ze struktury większych miast. Wyborcy z wyższym wykształceniem, zajmujący wyższe pozycje zawodowe są elektoratem Platformy Obywatelskiej. Wiemy to doskonale, więc z tego punktu widzenia wynik nie jest zaskoczeniem.

Tylko co z tym zrobić?

Wniosek jest taki, żeby nie osiadać na laurach, jeśli wygrało się w kilku średniej wielkości miastach, tylko próbować pozyskać szerszy elektorat w większych miastach. Można go pozyskać tylko w taki sposób, żeby zmienić wizerunek PiS-u z partii, na którą nie warto głosować, bo jest zaściankowa i peryferyjna, anachroniczna z punktu widzenia mieszkańców większych miast. Jednak mogło być gorzej. Tam, gdzie było trudniej, gdzie walka była „bratobójcza”, między reprezentantami Platformy i zbliżonymi do Platformy, tam mogło to zwiększyć szanse reprezentanta PiS-u, ale jednak tak się nie stało. Mieszkańcy tych miast są zdeterminowani i wspierają kandydatów proponujących modernizację.

A jak ocenić wynik Lewicy? Partii udało się wywalczyć prezydenturę we Włocławku, jednak w Europie lewica rządzi w wielu miastach, a w Polsce nie udaje się jej stworzyć przeciwwagi dla kandydatów związanych z PO.

Polska Lewica nie jest odpowiednikiem lewicy zachodniej, która jest utożsamiana z partiami socjaldemokratycznymi, które oczywiście walczą o prawa kobiet, mniejszości seksualnych, czy tolerancję, ale walczą też o poprawę warunków pracy. Ta lewica na Zachodzie ma bardziej konkretny wymiar, jest postrzegana jako partie walczące o interesy. U nas to, co nazywa się Nową Lewicą, to amalgamat złożony z kilku formacji, które aspirują do miana lewicy. Trudno jednoznacznie ją zdefiniować i zdecydować się na głosowanie na nią. Bo nie wiadomo na co się głosuje. Można zaryzykować, zagłosować na swojego kandydata, a później okazuje się, że ten kandydat będzie musiał się liczyć z innymi. Myślę, że to w tym przypadku wynika z niedojrzałości Nowej Lewicy, jeśli przez dojrzałość rozumiemy walkę o sprawy egzystencjalne, ekonomiczne.

Czytaj też:
Schetyna daleki od tryumfalizmu. "Nic nie jest dane raz na zawsze"
Czytaj też:
Bodnar przegrywa we Wrocławiu. Winę ponosi Protasiewicz?

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także