DoRzeczy: Sławomir Mentzen wyprzedza Karola Nawrockiego czy nie? Jak pan na to patrzy?
Stanisław Michalkiewicz: Nie mam pojęcia. Takie informacje podają media, ale mediom też do końca nie można wierzyć. Tym bardziej, że opierają się na prognozach biur badania opinii publicznej. A jeśli do wyborów jest jeszcze dużo czasu, to te biura po prostu realizują zamówienia. Ktoś im zapłaci, to publikują takie dane, jakie są zgodne z zamówieniem. Im bliżej wyborów, tym bardziej muszą dbać o swoją reputację, więc te notowania stają się bardziej wiarygodne. Na przykład ciekawi mnie, czy notowania Grzegorza Brauna są prawdziwe, czy zaniżane. W wielu sondażach jest w ogóle pomijany, jakby nie kandydował. Tymczasem wiem, że na jego spotkania, których odbywa sporo, przychodzi całkiem liczna publiczność. Więc jaka jest prawda? Chętnie bym się dowiedział, ale myślę, że w tej chwili jest to niemożliwe.
W jednym z sondaży Karol Nawrocki otrzymuje ok 16 proc. poparcie, a Mentzen go przeskakuje. Chyba nic się takiego nie wydarzyło, żeby Nawrocki był niżej niż Małgorzata Kidawa-Błońska w 2019 roku.
Sondażownie realizują zamówienia i to nie za darmo. To wiele wyjaśnia, ale mamy jeszcze kilka miesięcy do wyborów, więc czują się bezpiecznie. Nie wiem, czy Karol Nawrocki nie potrafi przebić się w sondażach, czy po prostu nie ma takiej możliwości. Bardzo możliwe, że nie ma. Karol Nawrocki to wynalazek Jarosława Kaczyńskiego, chociaż on twierdzi, że jest kandydatem obywatelskim. Jeśli ktoś chce w to wierzyć, to ja mu nie mogę zabronić. Natomiast nie tylko w to nie wierzę, ale wiem, że jego kandydatura została wysunięta przez Kaczyńskiego. Tak samo było w 2015 roku z Andrzejem Dudą. Możliwe, że to właśnie dlatego Nawrocki ma ograniczone możliwości – i to nawet nie jest jego wina. Po prostu nie może przebić się przez „szklany dach” twardego elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, czyli wyznawców Kaczyńskiego. A może ich liczba zaczyna topnieć, między innymi ze względu na sytuację na arenie międzynarodowej.
Czyli reasumując – jeszcze wiele może się wydarzyć. Czy Rafał Trzaskowski to murowany kandydat? Czy w drugiej turze może nas jeszcze coś zaskoczyć?
Gdyby Platforma Obywatelska wycofała Trzaskowskiego, to po pierwsze – naraziłaby się środowiskom żydowskim. Przecież Trzaskowski został namaszczony na prezydenta Polski przez dwóch wpływowych żydów amerykańskich – Ronalda Reutera i Sorosa juniora. Donald Tusk doskonale zdaje sobie sprawę, że gdyby spróbował dokonać „podmianki”, to zrobiono by z niego marmoladę. W tym sensie Trzaskowski jest murowanym kandydatem. Zwracam jednak uwagę, że zarówno Trzaskowski, jak i Nawrocki sprawiają wrażenie, jakby nie wiedzieli, jakie są konstytucyjne uprawnienia prezydenta. One są bardzo niewielkie, a mimo to obaj opowiadają różne rzeczy – zwłaszcza Trzaskowski.
Czyli deklarują więcej niż mogą zrobić?
Zgodnie z konstytucją prezydent ma właściwie tylko pozory władzy. Andrzej Duda ma obecnie nieco więcej niż te pozory – rzeczywiście może wetować ustawy, ale nie dlatego, że wynika to wprost z konstytucji, tylko dlatego, że obecna koalicja rządząca nie dysponuje w Sejmie większością 276 posłów, niezbędną do odrzucenia prezydenckiego weta. Gdyby ją miała, to prezydent byłby bezradny jak dziecko we mgle. Takie są realia konstytucyjne. Moim zdaniem w tych wyborach nie jest najważniejsze, kto jest murowanym kandydatem, a kto kandydatem pozornym. Kluczowe jest coś innego. Czy wybory w maju odbędą się według modelu demokracji spontanicznej czy kierowanej.
To znaczy?
W demokracji spontanicznej suweren głosuje, jak chce. W demokracji kierowanej – nie może głosować, jak chce, ma to surowo zakazane. Musi głosować tak, jak powinien. A kto decyduje o tym, jak powinien? Nie do końca anonimowy „sacher”. Mamy przykład demokracji kierowanej w Rumunii. W listopadzie ubiegłego roku Calin Georgescu uzyskał najlepszy wynik w pierwszej turze wyborów prezydenckich. I co? Tam wygrał model demokracji kierowanej. Co zrobił niezawisły Sąd Najwyższy? Rozgonił wybory bezterminowo. Ludzie się oburzyli, więc po kilku miesiącach Georgescu został zatrzymany pod zarzutem ksenofobii. To zarzut, który można postawić każdemu – no, może poza Trzaskowskim. Jeśli w Polsce dojdą do wniosku, że trzeba tu zastosować demokrację kierowaną, to co zrobią? Na przykład, gdyby Grzegorz Braun miał wynik dwucyfrowy, tak jak obecnie Mentzen, to jestem pewien, że minister Adam Bodnar natychmiast doprowadziłby do cofnięcia mu immunitetu w Parlamencie Europejskim. A tydzień później Braun zostałby aresztowany i umieszczony w areszcie wydobywczym. Znaleziono by co najmniej dziesięć „niezawisłych” sądów, które by to zatwierdziły. Jednak w sondażach Braun ma niskie notowania, taki pewnie jest rozkaz, to widocznie uznano, że nie ma sensu robić z niego męczennika. Tak działa demokracja kierowana.
Czy druga tura będzie walką o wszystko?
Najważniejsze w tych wyborach nie jest to, kto je wygra – chociaż oczywiście to też ma znaczenie, ale przede wszystkim ważne jest to, żeby żadna partia nie miała monopolu władzy. Taki monopol byłby bardzo groźny – dla kraju, dla narodu. Obecna ekipa rządząca to moim zdaniem najgłupsza władza, jaką mieliśmy od czasów Bolesława Chrobrego. Dlatego gdyby kontrkandydatem Rafała Trzaskowskiego w drugiej turze był kołek w płocie, to zagłosowałbym na ten kołek. Nie dlatego, że kołek obiecuje nie wiadomo co, ale dlatego, żeby zablokować monopol władzy w Polsce.
Czytaj też:
Nawrocki chwalony w TVN24. "Wie, czego chce"Czytaj też:
Dobre wieści dla polskiej gospodarki. "Po raz pierwszy od 3 lat"
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
