Ludwik Dorn (1954–2022) bardzo wcześnie zaczął walkę z systemem. Jeszcze jako harcerz „Czarnej Jedynki”, nie mając ukończonych 18 lat, w 1971 r. wymalował na murze Powązek hasło ku czci ofiar Grudnia 1970 r. Potem, w latach 70., był aktywnym działaczem Komitetu Obrony Robotników. Uczestniczył w akcji wyjazdów do Radomia i Ursusa, w trakcie których przewoził dla rodzin skazanych pomoc finansową. Był bardzo odważny i nie zginał karku przed tajniakami pilnującymi mieszkań rodzin aresztowanych robotników. Bardzo często płacił za to atakami ze strony cywilnych esbeków. Weterani akcji pomocowej KOR wspominają, że po zatrzymaniu w trakcie jednej z takich wypraw tajniacy zabrali go na komisariat, gdzie bito go pałkami po gołych piętach. W końcu KOR, bojąc się, by któryś z nich nie zakończył się tragedią, wręcz zakazał Dornowi wyjazdów do Radomia i Ursusa.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
