POCZYTANKI Scott Adams mówił i pisał to, co myślał, za co płacono mu miliony. Najwyższa stawka, jaką zaoferowano mu za godzinę publicznego wystąpienia, to 100 tys. dol.
Ale dużo więcej zarobił jako twórca komiksów o Dilbercie i autor złośliwych, bardzo celnych opowieści – poradników o życiu w korporacjach.
Była to postać popularna i wpływowa, zdroworozsądkowa, a więc prawoskrętna i prokapitalistyczna. Lewicy udało się dopaść Adamsa dopiero parę lat przed śmiercią (zmarł 13 stycznia tego roku), gdy na mocy cancel culture przestano go drukować w gazetach: była to kara za rasizm. Rasizm – uwaga – polegał na tym, że skomentował wyniki sondażu, według którego 26 proc. Amerykanów twierdziło, że „bycie białym nie jest OK”. I stwierdził, że czarna mniejszość to hejterzy.
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
