Skoro ślubowanie jest instytucją prawną odrębną od wyboru sędziów TK (bo jest) i pełni swoje własne prawne funkcje (bo pełni), to wykluczony jest automatyzm jego składania. A system prawny i istota ślubowania nie tylko definiują pozycję prawną Prezydenta w tej sprawie, ale też generują dorozumiane przesłanki pozwalające Prezydentowi na takie blokowanie.
Oświadczenie byłych prezesów TK
Aneksja KRS się trochę posypała, ale plany przejmowania TK przez partie władzy wkroczyły w fazę realizacji. Radość rządzących psuje jednak egzystencjalne pytanie, czy osoby nowo wybrane będą mogły złożyć ślubowanie wobec Prezydenta?
W sprawie TK uaktywnili się ostatnio byli prezesi i wiceprezesi TK. Ich oświadczenie przekonało mnie, że i ja powinienem się wypowiedzieć. W końcu też mam papier od Prezydenta z zapisanym na nim tytułem wiceprezesa TK. I również jestem były. To też mogę składać oświadczenia. I to bardziej merytoryczne, bo oparte na analizie prawnej problemu, a nie na podrdzewiałych już funkcjach, stopniach czy tytułach naukowych. To właśnie składam. I opowiem w nim o trzech kwestiach:
- po pierwsze, o istocie ślubowania osób wybranych na stanowisko sędziego TK i możliwości zablokowania tego przez Prezydenta;
- po drugie, o wyroku TSUE z 18 grudnia 2025 r., bo wiąże się on ze ślubowaniem i nie można go pominąć. Tak, o tym wyroku, który pokazuje jak TSUE manipuluje prawem do poziomu ad absurdum i jak instrumentalizuje orzekanie. A grupa sędziowskich emerytów, dawny top of the top polskich organów państwa, przywołuje wiernopoddańczo ten wyrok, godzący w Konstytucję, której kiedyś ślubowali strzec. Wstyd;
- po trzecie, na koniec pokażę jak to wszystko wiąże się z pieniędzmi z SAFE. Bo w UE wszystko się ze sobą wiąże, tylko często tego nie widzimy.
Zacznę od konstatacji, że oświadczenie byłych prezesów i wiceprezesów TK nie spadło z nieba. Pojawiło się po serii innych medialnych tekstów, jednoznacznie zmierzających do wywarcia presji na Prezydenta. Wiąże się z pakietem kretyńskich pomysłów na to, jak ewentualnie ominąć Prezydenta, gdyby z tym ślubowaniem nie wyszło. Słyszeliśmy więc o potencjalnym składaniu ślubowania przed notariuszem, o wysłaniu podpisanej roty ślubowania listem poleconym, o wypowiadaniu roty przy okazji innych wydarzeń publicznych z udziałem Prezydenta itd. Im większy kretyn, tym bardziej kosmiczny pomysł przedstawiał. Mi osobiście najbardziej podoba się ten mówiący o alternatywnym ślubowaniu przed Zgromadzeniem Narodowym. Bo podobno Zgromadzenie jest organem ważniejszym od Prezydenta i może go zastąpić. Z tak głupawym twierdzeniem nawet nie będę polemizował, bo i po co? Zapytam tylko dlaczego tak skromnie? Może zorganizować ślubowanie przed szefową Komisji Europejskiej? Dziś to ona jest przecież w Polsce najważniejsza, a dla tych wszystkich, których pociąga tajemniczy erotyzm władzy, pewnie też najpiękniejsza. Ślubowanie byłoby niezapomniany wydarzeniem.
I teraz wypływa oświadczenie byłych prezesów i wiceprezesów TK i zawarte w nim wielkie słowa, że potencjalny wyrok TK w sprawie K 3/26 pogłębi kryzys konstytucyjny. Panowie sędziowie, wyrok (jak i wniosek do TK) może być dobry i zły. Znam trochę Waszych orzeczeń, także bardzo słabiutkich. Ale kryzys to pogłębiają ustawki polityczne i buntowanie rządzących bzdurnymi oświadczeniami. A orzeczenia TK to mają moc sprawczą. Te głupie też, niestety. Są powszechnie obowiązujące i skutkujące erga omnes. Już zapomnieliście?
Ale teraz ad rem. Nie ma co dalej dowcipkować. Sprawa jest zbyt poważna. Trzeba wyjaśnić ją merytorycznie. Choć dłuższa to wypowiedź będzie niż zwykle.
Rola prawna ślubowania
Ślubowanie osoby wybranej na stanowisko sędziego TK polega na uroczystym wypowiedzeniu roty przysięgi w obecności Prezydenta RP. O służeniu Narodowi, o staniu na straży Konstytucji i bezstronnym wykonywaniu obowiązków. To wielka ceremonia, choć istotą ślubowania i jego funkcją, nie jest tylko bycie aktem ceremonialnym, podkreślającym rangę stanowiska. Ślubowanie to akt prawny posiadający konkretne prawne skutki. I tak:
- po pierwsze, ślubowanie pełni rolę gwarancyjną. Poprzez ślubowanie konkretna osoba wskazana z imienia i nazwiska przyjmuje osobistą odpowiedzialność za wykonywanie sędziowskich obowiązków, zgodnie z własnym sumieniem oraz przy poszanowaniu godności sprawowanego urzędu. Gwarantuje, że będzie stać na straży Konstytucji RP;
- po drugie, ślubowanie pełni rolę inicjującą. Umożliwia sędziemu TK rozpoczęcie wykonywania obowiązków, co potwierdza jednoznacznie ustawa o statusie sędziów TK (art. 5). Tak. Ustawa pokazuje, że nie wystarczy spełnienie kryteriów wyboru i przejście procedury głosowania w Sejmie. Potrzebna jest jeszcze deklaracja woli objęcia stanowiska i obietnica sprawowania funkcji w sposób określony rotą. Dopiero ślubowanie domyka wybór i ma wymiar sprawczy. Dlatego odmowa złożenia ślubowania, czyli aktywna decyzja osoby wybranej, oznacza rezygnację z funkcji;
- po trzecie, ślubowanie ma rangę dowodową. Po wygłoszeniu ślubowaniu dochodzi do podpisania wypowiedzianej roty. Nie wystarczy jej wygłoszenie. Także jej podpisanie stanowi formę potwierdzenia zobowiązania do konkretnego zachowania zgodnie z treścią rotą. Bez podpisu nie ma dowodu na złożenie ślubowania. Prezydent mógłby się zamyślić, zrelaksować, nie usłyszeć części, a potem je podważać. Tym bardziej, że nie musi to być ceremonia publiczna. I co ze ślubowaniem? Dlatego powtórzę – wygłoszona rota i jej następcze podpisanie stanowią komplet. Nie wystarczy samo wygłoszenie, ani też samo wysłanie podpisanego ślubowania. Podpis potwierdza ślubowanie, ale go nie zastępuje. Jak więc ktoś myśli, że można podpisać rotę u notariusza i ją wysyłać do Prezydenta to ma rację. Można. Nawet kilkanaście razy. Ale nie będzie to spełnienie ustawowego obowiązku złożenia ślubowania wobec Prezydenta.
Pozycja prezydenta
Skoro ślubowanie to instytucja prawna, to jego istota wpływa też na pozycję Prezydenta w tej procedurze. Dlatego ślubowanie osoby wybranej na stanowisko sędziego TK to nie może być ślubowanie złożone przed jakimkolwiek innym organem, ale tylko wobec Prezydenta. Tak brzmi przepis prawa powszechnie obowiązującego.
I nie chodzi to o tzw. "odbiór" ślubowania przez Prezydenta. To ma być "złożenie ślubowania przez osoby wybrane". Owszem, były próby przedefiniowania tej instytucji w obowiązek Prezydenta. Tak cwaniakował TK Rzeplińskiego w wyroku z 3 grudnia 2015 r. sygn. K 3/15. I próbował wymusić ten rzekomy "odbiór ślubowania", sięgając do formuły wyroku wykładniczego, choć uprawnień do tworzenia powszechnie wiążącej wykładni ustaw nie miał w momencie jego wydawania od blisko 20 lat.
W procedurze ślubowania kluczową rolę odgrywa słowo "wobec". Ono określa Prezydenta jako podmiot, którego obecność jest konieczna dla skuteczności tego ślubowania.
Tę literalną wykładnię potwierdza wykładnia systemowa. W polskim systemie prawa ślubowanie jest elementem procesu obejmowania różnych stanowisk. Sposób jego składania jest jednak w różny sposób zdefiniowany. Konstrukcji składania ślubowania "wobec" używa się także przy ślubowaniu sędziów SN, sądów powszechnych i asesorów. Z kolei wobec ławników przyjęta jest konstrukcja, że prezes sądu "odbiera" od nich ślubowanie. Natomiast szef Służby Cywilnej składa ślubowanie "przed Prezesem Rady Ministrów". Dla ślubowania urzędników służby cywilnej w przepisie brakuje wskazanego organu. Mówi się tylko o złożeniu ślubowania. Praktyka doregulowała to samodzielnie, a organem właściwym jest szef S.C.
Ustawodawca jest racjonalny. A przynajmniej był do 2023 r. Skoro stworzył przepisy różnej treści, to w ten sposób różnie spozycjonował rolę takiego organu. Bez długich wywodów można napisać, że w przypadku Prezydenta RP jego rola w ślubowaniu sędziów, także tych z TK, nie jest aktywna. Została ograniczona do roli świadka składanego ślubowania. I ten status Prezydenta podkreśla sama składnia treści przepisu. Jest on przecież adresowany nie do Prezydenta, ale do osób wybranych. Czytamy tam, że to one składają ślubowanie. Czyli to one mają obowiązek działania. Prezydent ma być przy ślubowaniu jedynie obecny. Chodzi więc o koincydencję osób, ich woli, czasu i miejsca.
Oczywiście istnieją generalne zasady współdziałania organów państwa. To prowadzi nas do wniosku, że urząd Prezydenta i Sejm powinny współdziałać w procesie uzupełniania składu organu państwa jakim jest TK. Ale nie zmienia to istoty ślubowania. Skoro jego odbiór nie jest obowiązkiem Prezydenta, to otwiera się droga do rozważań, czy i kiedy Prezydent może takiej współpracy odmówić?
I odpowiedź jest prosta, kiedy przy jej udzielaniu uwzględnimy rolę ślubowania i przypisane do niego konsekwencje prawne z jednej strony, a pozycję sędziego TK, jego rolę dla państwa, konieczność wyróżniania się wiedzą prawniczą, posiadania nieskazitelnego charakteru, jak i standard powagi organu. Swoboda Prezydenta z tej perspektywy, czyli ewentualne umożliwienie złożenia ślubowania pełni rolę korekcyjną. To ostatnia funkcja ślubowania. Potrzebna, bo przecież wybór do TK jest w Sejmie przeprowadzany większością bezwzględną a nie większością 2/3, czyli konstytucyjną. A spełnienia konstytucyjnych standardów wymaganych od sędziego zwykła większość nie zagwarantuje. Rząd może wzorem Kaliguli przepchnąć do TK nawet konia. Dlatego tak wybrana osoba nie jest wybrańcem Sejmu. Jest wybrańcem rządu, a dokładniej, bieżącej większości rządowej. Ma skazę polityczną i ograniczoną legitymizację. Istnienie mechanizmu korekcyjnego jest konieczne.
Dlatego jeśli w ocenie Prezydenta wybrana osoba nie jest w stanie zrealizować funkcji gwarancyjnej, czyli zapewnić, że dotrzyma zobowiązania wynikającego ze ślubowania, Prezydent może nie stworzyć jej możliwości jego złożenia. W końcu to Prezydent uczestnicząc w ślubowaniu odpowiada za otwarcie takiej osobie drogi do podjęcia sędziowskiej aktywności. Sam wybór przez Sejm tego nie daje.
Wątpliwości Prezydenta mogą być oparte np. na bazie oceny postawy takiej osoby sprzed wyboru. Tak zachowań z życia prywatnego, jak i ze sfery zawodowej. Chodzi o każde jakie sobie wyobrazimy, które może wpłynąć na ocenę prezydenta: przemoc domowa, czy niegodne postępowanie w trakcie pełnienia innego urzędu. Być może nie będzie to do końca trafne porównanie, ale przytoczę pewien przykład, w którym chodzi właśnie o wcześniejszą apolityczność, ew. nieskazitelność charakteru, a więc kwestię moralną. To one były powodem kłopotów jednego z angielskich sędziów MTS, skądinąd dobrego profesora prawa międzynarodowego przy obejmowaniu tego stanowiska. Chodziło tu o przygotowanie przez niego opinii legitymizującej inwazję na Irak bez rezolucji RB ONZ. Napisanej dla rządu T. Blaira w 2002 r. Argumentowano, że jego teza była nietrafna, polityczna, nieobiektywna i sprzeczna ze stanowiskiem większości prawników. A po kątach nawet szeptano, że i teza była zamówiona. I wywleczono mu tę opinię wiele lat później. Pytano, czy taka osoba może być niezależnym sędzią MTS? Stąd moje pytanie, czy Sejm może wybrać na sędziego TK kogoś, kto od 2023 r. pisał dla rządu żenujące opinie stanowiące następnie uzasadnienie dla psucia ustroju Polski? Albo w sądach powszechnych, czy innych organach wydawał wyroki lub decyzje podważające prerogatywy Prezydenta albo deprecjonujące Konstytucję? A jeśli rząd każe taką osobę wybrać swoim posłom, bo większości bezwzględnej mu na to wystarczy, to czy Prezydent ma umożliwić takiej osobie złożenie sędziowskiego ślubowania? Ma wpuścić wilka do owczarni, wroga Konstytucji do świata Konstytucji?
A taka prezydencka blokada ślubowania nie będzie żadną ingerencją w kompetencje kreacyjną Sejmu. Brak ślubowania nie cofnie przeprowadzonego przez Sejm wyboru, a jedynie uniemożliwi nawiązanie stosunku służbowego, czyli podjęcie orzekania. Osobie wybranej pozostanie oglądanie TK z zewnątrz i czekanie, aż Prezydent zmieni zdanie, lub przekonanie głowy państwa, że zrozumiała swoje błędy, a w efekcie jest w stanie zachować się godnie na nowym pełnionym urzędzie. W ostateczności pokazanie tego w drodze honorowej rezygnacji. Taka korekta całkowicie mieści się w pakiecie równoważenia się władz.
Ślubowanie przed Sejmem
Ostatnio w mediach pojawił się najnowszy pomysł koalicji rządzącej, którego realizacja ma pomóc przeskoczyć Prezydenta. Warto o nim oddzielnie wspomnieć, bo ktoś się nakombinował, choć znów trafił kulą w płot.
Zgodnie z tym pomysłem, Sejm ma wprowadzić do swojego Regulaminu zapis o składaniu ślubowania przez osoby wybrane na stanowisko sędziego TK przed Sejmem, wybrani rezygnują z Prezydenta, składają je zgodnie z nowym zapisem i udają się do Trybunału, by podjąć obowiązki.
Niestety zasmucę tu Autora pomysłu i potencjalnych sędziów. Znów skucha. Regulamin Sejmu jest uchwałą – aktem wewnętrznym Sejmu. Oczywiście można dokonać w nim takiej zmiany i przeprowadzić to ślubowanie. Powstanie jednak problem ze skutkiem tego aktu. Zmiana Regulaminu nie wyeliminuje przecież tego, że w prawie powszechnie obowiązującym, w ustawie o statusie sędziów TK, będzie dalej istniał konkurencyjny standard. A składa się on z dwóch przepisów. Pierwszy, który mówi, że osoba wybrana na stanowisko sędziego Trybunału składa ślubowanie wobec Prezydenta (art. 4). I drugi, że stosunek służbowy sędziego Trybunału nawiązuje się po złożeniu ślubowania (art.5). Tego standardu nie można dzielić. Art. 5 wcale nie oznacza, że może to być jakiekolwiek ślubowanie, a chyba w tym duchu kombinują sejmowi podpowiadacze. To musi być ślubowanie, o którym mówi ta sama ustawa, a więc o określonej treści i przed wskazanym organem, czyli Prezydentem. Ten nowy pomysł wypaliłby, gdyby w ustawie nie było art. 4. A ponieważ Regulamin Sejmu powinien być zgodny z prawem powszechnie obowiązującym, to z uśmiechem napiszę – pudło.
Oczywiście pewnie pojawią się jakieś bzdury, być może z kręgu tych samych osób co różne oświadczenia składają. Bzdury, które będą próbować "autonomizować" Regulamin w systemie prawa. Tzw. autorytety pomarudzą o szczególnym statusie Regulaminu Sejmu itp. I spróbują zamącić sprawę. Ale jedno jest pewne. Regulamin Sejmu nie jest na pewno prawem powszechnie obowiązującym, bo co jest takim prawem wskazuje art. 87 Konstytucji. Sejm może oczywiście na podstawie Regulaminu realizować swoją funkcję kreacyjną, ale niestety, nie wbrew prawu powszechnie obowiązującemu.
Na dodatek, Regulamin jako akt wewnętrzny wiąże tylko Sejm i jego organy. Oznacza to, że nie wiąże Prezesa TK, który w sprawach zarządzania Trybunałem jest związany prawem powszechnie obowiązującym. Ominięcie Prezydenta poprzez ślubowania przed Sejmem będzie oznaczać tylko tyle, że dla Prezesa TK nie będą spełnione wymogi ustawowe. Stosunek służbowy się nie nawiąże. Dlatego osoby wybrane nie tylko nie będą mogły orzekać, ale Prezes TK nie będzie ich mógł nawet zaprosić do objęcia pokoi w trybunalskim budynku i wydać dekretu o wynagrodzeniu. Jeśli się zgodzą na tę chucpę, to się przykro zdziwią. I być może to jest powód, dla którego akolici rządu tak bardzo atakują Prezesa TK Bogdana Święczkowskiego. Stoi im na drodze. A jak widać, duża z niego przeszkoda.
Europeizacja prezydenta
Na koniec tych rozważań wrócę do wyroku TSUE, który przywołują byli prezesi i wiceprezesi TK. Wrócę, bo i on jest elementem ustawki w wywieraniu presji na Prezydenta w sprawie TK, choć aż dziwne, że jeszcze argumentem nie podnoszonym.
Ten wyrok wart jest naprawdę odnotowania. Nie tylko dlatego, że TSUE uznał się za właściwy organ do oceniania jakie są podstawowe zasady krajowe regulujące wybór sędziów TK. Co samo w sobie jest bezprawne, jak i idiotyczne. TSUE, zresztą kolejny raz, świadomie przekroczył prawo, bo chciał dosięgnąć swym władztwem urzędu Prezydenta, a tylko w ten sposób mógł tam wbić zęby. Wszedł więc ze swoją ochroną rule of law w nowy obszar ustrojowy Polski. Halo, halo tam w Pałacu Prezydenckim, czy ktoś odnotowuje, że na forum UE rozpoczęło się właśnie pętanie kompetencji Prezydenta z perspektywy europejskiej?
Jak TSUE to zrobił? Zmanipulował pozycję prawną TK. Uznał TK za organ wymiaru sprawiedliwości. I objął procedurę ślubowania zakresem konstrukcyjnym prawa do sądu w rozumieniu art. 2 TUE w zw. z art. 47 KPP. Brak umożliwienia osobom wybranym do TK złożenia ślubowania uznał za sprzeczną z "podstawowymi zasadami krajowymi regulującymi zasady wyboru sędziów TK". A te muszą zgadzać się z unijnym rozumieniem rule of law.
Dla urzędu Prezydenta to może jest jeszcze mały krok, dotyczy przecież tylko jakiegoś ślubowania. A jest tyle ciekawszych spraw. Ale dla ustrojowych relacji Polski z UE to już duży skok. To nazywa się "europeizacją" krajowych kompetencji. Proces znany na Zachodzie. W Polsce przemilczany. W tym przypadku chodzi już o "europeizację" kompetencji prezydenckich. Po sądach, KRS, Unia wpycha się do Pałacu Prezydenckiego. Robi to w sposób zmanipulowany, co znaczy że jej zależy, więc nie wyjdzie stamtąd dobrowolnie. A po wkroczeniu w kompetencje Prezydenta związane ze ślubowaniem sędziów TK, jak nic wpakuje się w prezydencką prerogatywę służącą powoływaniu sędziów sądów powszechnych, administracyjnych, SN i NSA. To już widać, słychać i czuć. A później pójdzie jeszcze dalej. Z kolei dla rządu przełożenie tych rozstrzygnięć TSUE na krajowe instrumenty i to w obecnym stanie prawnym (więc nie będzie ustawy do zawetowania), to przysłowiowy Pikuś. Wystarczy mieć paru desperatów w sądach i obsadzić większość TK. W szczegółach nie piszę, bo to oddzielny, duży temat, a i podpowiadać nie bardzo chcę. Tylko w połowie kadencji Prezydent może się nieźle zdziwić.
Ale to nie wszystko. Przełóżmy tę sytuację jeszcze na program SAFE. Wiemy, że jest oparty na warunkowości wypłat. Chodzi o praworządność. Krajowi wielbiciele Ursuli von der Leyen tłumaczą nam w mediach co dzień, że wystarczy, gdy władza jest praworządna. Niby proste, wystarczy nie łamać prawa. Ale jak wskazuje przywołany wyżej wyrok TSUE, to wcale nie chodzi o krajowe standardy praworządności. Więcej. Krajowe standardy, nawet konstytucyjne, TSUE ma gdzieś. Jeśli wbrew Konstytucji RP, z urzędu Prezydenta i ślubowania osób wybranych do TK zrobił instytucjonalny, unijny standard sprawowania wymiaru sprawiedliwości, to czy można twierdzić, że zna jakieś granice? TSUE interesuje, czy spełnione są warunki unijnego rule of law. A zgodnie z tym, co sam twierdzi (vide także: wyrok TSUE z 18.12.2025), o tym, czy coś spełnia unijne standardy rule of law decyduje wyłącznie TSUE. Nawet jeśli jest jakaś krajowa interpretacja, to musi się zmieścić się w ramach oceny TSUE. Czyli w przypadku SAFE, jak i całego członkostwa w UE siedzimy na bombie. Jeśli coś się u nas nie spodoba Brukseli, to TSUE podpali lont. Uruchomi warunkowość, kasa zniknie, a nam pozostanie krzyczeć, że to wszystko nie należy do kompetencji UE tylko wyłącznych kompetencji państwa. Ale co z tego?
Autorem tekstu jest Mariusz Muszyński, profesor na Wydziale Prawa i Administracji UKSW.
Czytaj też:
Prezydent zawetował ustawę o KRS. Oświadczenie Nawrockiego
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
