– Przedsiębiorcy z Polski, USA i Węgier reprezentują ducha przedsiębiorczość. O to chodzi, bo to nie rząd narzuca kształt przyszłości. To światło, które tkwi w nas wszystkich. (...) Najzdolniejsi to ci, którzy tworzą innowacje. Mówimy o systemie wolnorynkowym, gdzie siebie nawzajem usprawniamy. To dla mnie zaszczyt, że mogę Państwa poznać. Uczyć się od Was. Polacy, Węgrzy Amerykanie, jesteśmy tutaj i tworzymy efekt naturalnej synergii. Możemy podzielić się wizją tego, jak nasz duch może łączyć – powiedział otwierając trzeci dzień dyskusji James Taylor, prezydent Instytutu Heartland (The Heartland Institute).
Dyskusja o Sztucznej Inteligencji
Trzeci i ostatni dzień obrad, zaczął się od panelu pod tytułem: "Startupy, AI i innowacje. Innowacje na sterydach: czy świat nadąża za technologią? Jak polskie i węgierskie startupy mogą rozwijać się dzięki partnerstwom z USA. Innowacje pod prąd: jak startupy wywracają stare układy".
Prof. Andrzej Zybertowicz, doradca społeczny prezydenta RP, socjolog, analityk, konsultant polityczny, profesor nauk społecznych, wskazywał na zagrożenia związane ze Sztuczną Inteligencją. – Rewolucja cyfrowa jest pierwszym głębokim przełomem w dziejach ludzkości, który aktywnie utrudnia rozpoznanie swojej prawdziwej natury. Rewolucja bolszewicka nigdy nie dotknęła ludzkości jako całości, bo istniał zewnętrzny świat i z tej pozycji można było obiektywnie opisywać rzeczywistość – wskazał. Zybertowicz zauważył, że „rewolucja cyfrowa zmieniła narzędzia badania świat”. – Gdy BigTechy pozwalają uzyskać dostęp do danych generowanych przez ciebie, wiedzą, jak ludzie reagują w mediach społecznościowych, jakich informacji wyszukują, to badacze którzy dostają dostęp do tych danych, ważnego fragmentu rzeczywistość cywilizacyjnej, są konflikcie interesów. (…) Stoimy w obliczy sytuacji historycznie bezprecedensowej. Od starożytnej Grecji nigdy wcześniej proces przemian nie utrudniał rozpoznania swojej własnej natury – wskazał socjolog.
Prof. Andrzej Zybertowicz podkreślił, że „nie ma nic złego w rozwijaniu wyspecjalizowanych, wąskich AI, AI predykcyjnych”. – Problem zaczyna się z AI generatywną, z wielkimi modelami językowymi, które wprowadzają technologie uzależniające na wyższy poziom – zaznaczył. Ekspert przekonuje, że „na poziomie cywilizacyjnym ludzkość się pogubiła”. – Stawiam pytanie, czy duch przedsiębiorczości, dzięki któremu wyrwaliśmy się jako Polska z zaborów, nie pogrąży nas? Programowo modele AI miały być dopasowane do standardów ludzkich kultur. Okazało się, że te modele uzależniają ludzi od siebie. Nie one dopasowują się do ludzkich potrzeb, tylko dopasowują ludzkie potrzeby do potrzeb BigTechów – mówił ekspert. Socjolog ocenił, że Sztuczna Inteligencja nie wspiera, ale wypiera nasze zdolności kreatywne
Drugi z prelegentów, dr Tomasz Soczyński, ekspert w obszarze cyberbezpieczeństwa, prawa nowych technologii oraz zarządzania ryzykiem regulacyjnym i technologicznym, przekonywał, że "człowiek w historii nigdy nie wytworzył tak wielkiej ilości informacji, a teraz musi je przetworzyć". – Człowiek postanowił wyprodukować narzędzie do przetwarzania. To kolejna rewolucja po tym, jak wynalezienie druku doprowadziło do wyparcia 5 tys. języków – zaznaczył.
– Mamy algorytmy, które ułatwiają pracę, Czy demonizują życie? Tak, to na pewno zagrożenie. Możemy mówić o ogromnej zmianie jakościowej. Dotychczas jako globalne społeczeństwo nie spotkaliśmy się z taką rewolucją – wskazał. – Jeżeli rozłożymy AI na czynniki pierwsze, pojawia się pytanie, kto staje się produktem. Czy AI nie zacznie w końcu zatrudniać ludzi do pewnych zadań. Co się okaże, jeżeli to algorytmy będę w pełni decyzyjne i człowiek będzie produktem. Jeszcze na tym etapie widzimy te zagrożenia. Jeżeli przestaniemy je widzieć, nastąpi moment krytyczny – mówił dr Soczyński.
Hubert Bogucki z Prime Academy, trener AI, edukator, wskazał, że jako twórca aplikacji może "w jedną noc zmienić całą infrastrukturę i udostępniać to milionom. Często klienci pytają, nie czy to etyczne, ale bezpieczne". – Szansą dla Europy jest nie budowa nowego Google, tylko budowa wertykalnego AI, np. w medycynie – wskazał.
Czwarty z prelegentów, Robert Bodendorf wiceprezes Zarządu Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców, wykładowca i ekspert AI w biznesie, zwrócił uwagę na wykorzystanie sztucznej inteligencji w biznesie. – Mówi się że AI mocno wyręczy pracowników z powtarzalnych czynności. Fakt jest taki, że przedsiębiorcy oglądając filmiki reklamy, dostrzegają proste rozwiązania związane z AI. Chcą, aby wdrożyć na jutro rozwiązanie do automatyzacji procesu. Tak się nie da, bo nadal jest czynnik ludzki, który bierze udział w procesie – mówił. – Przedsiębiorcy mocno weszli w AI, dali się wciągnąć i mocno chcą ją wdrażać. Na różnych poziomach – od administracji, poprzez produkcję, do podejmowania decyzji biznesowych. Przedsiębiorcy trochę za szybko w weszli i za szybko chcę efektów – podkreślał. Bodendorf zaznaczył, że „Europa prace nad AI zaczęła tworząc AI Act, zaczęła od regulowania rynku”. – Polska zaczęła swoje prace, mówię o rządzie, od ustawy, która miała się wpasować w ten AI Act. Ustawa opisywała przede wszystkim powołanie urzędu i wszystkie szczegóły. (…) Polska będzie raczej przodować w regulacjach, a wszyscy tworzący rozwiązania AI będą wyjeżdżać do innych krajów. – ostrzegał panelista.
Wojna o kulturę i tożsamość
6. panel PHALS zatytułowano: "Edukacja, kultura, kapitał społeczny. Edukacja przyszłości: Kultura jako broń miękkiej siły: kto wygrywa globalny pojedynek narracji? Jak kształcić liderów nowej generacji. Polsko‑węgierskie doświadczenia oporu wobec dyktatury komunistycznej jako inspiracja do budowania kapitału społecznego w dobie kryzysu wartości".
Jako pierwsza głos zabrała Barbara Nowak, nauczycielka historii, radna Sejmiku Województwa Małopolskiego, w latach 2010-2016 radna Miasta Krakowa, w latach 2016-2023 Małopolski Kurator Oświaty. – Pytanie brzmi, czy jesteśmy w stanie obronić się kulturowo. Presja ze strony UE jest ogromna. Pomysł na zmiany kontynentu europejskiego w supermocarstwo bardzo mocno generuje działania w poszczególnych krajach. To, przed czym się bronimy, bo Zachód już nie bardzo, ale Polska i Węgry tak, to taka nadzieja, że może uda się to zmienić. Najtrudniejsze jest staranie się o to, aby nie wmówiono nam, wolnym narodom, że jesteśmy kimś gorszym. Że jeżeli nie podporządkujemy się neokomunistycznej ideologii, to jesteśmy do zmiecenia. Jesteśmy zagrożeniem „dla jedności”, „lepszego życia”. Do tego dochodzą wyraźnie zdefiniowane informacje, co należy w nas zmienić. Wykorzenić naszą wiarę, która jest cywilizacją chrześcijańską. W tej cywilizacji człowiek jest darem bożym. Jeżeli ludzi wykorzeni się z tego sposobu myślenia, a wszystko ku temu zmierza, będzie łatwiej sobie z nami poradzić – wskazała Nowak.
Panelistka nie miała wątpliwości, że dziś polska szkoła to miejsce "niszczenia młodych ludzi, zgodnie z pomysłami komunistycznymi". – To znaczy, że należy zmieniać od najmłodszego. To arena wojny najbardziej agresywnej. Widzimy w Polsce, że młodym ludziom odcina się dostęp nie tylko na nauki religii, ale też wiedzy jako takiej. Najważniejsze jest koncentrowanie się na tym, co najniższe w człowieku – ma ci być wygodnie, masz się dobrze czuć. Jeżeli mówi się człowiekowi, że nie ma czuć dyskomfortu, to mówi mu się faktycznie, że czegoś nie może zrobić. Odbiera mu się godność ludzką. To absolutne zaprzeczenie tego, co przez cały czas cywilizacji chrześcijańskiej nam wpajano – że musimy dążyć do rozwoju i jesteśmy w stanie to zrobić – alarmowała.
Była kurator podkreśla, że takie działania MEN spotykają się z oporem. – Koalicja na rzecz Obrony Polskiej Szkoły to moim zdaniem drugi tak duży ruch po "Solidarności". Kiedy zaczęły się protesty ws. tzw. edukacji zdrowotnej, gdzie komponentem jest permisywna edukacja seksualna, ludzie skrzyknęli się – we wszystkich protestach wzięło udział ok. 3 mln ludzi. Rząd chce zniszczyć naszą polskość, ale mamy dużą grupę ludzi, nie pozwolimy na to – zapewniła.
– Nie wierzę, że plan niszczenia polskiej szkoły powstał w Polsce. Deprawacja, depolonizacja i debilizacja. Polacy w zamierzeniach zakompleksionej, lewackiej grupy, do niczego się nie nadają. A druga strona, coraz bardziej liczna mówi, że nie pozwolimy na odzieranie ans z godności – stwierdziła Barbara Nowak.
Drugi z panelistów, Mihály Rosonczy-Kovács, członek zarządu Fundacji Wacława Felczaka, dyrektor międzynarodowy think tanku Nézőpont Intézet w Budapeszcie, ekspert ds. polityki polskiej i włoskiej, podkreślił, że Polska i Węgry maja wiele wspólnego, ale próbuje się rozbić tę jedność. – Polityka Węgier podlegała wielkiej dezinformacji, także w Polsce. Chciałbym podziękować redaktorowi Pawłowi Lisickiemu i redakcji „Do Rzeczy” za działania, aby rzetelnie przedstawiać Polakom postawę Węgier. Cieszę się, że widzę obok siebie flagi Polski, USA i Węgier – rozpoczął.
– Legenda środkowoeuropejskiej przyjaźni jest pod zewnętrzną presją. Odbiera się nam wolność. Robi się to poprzez deptanie traktatów UE. Problemem jest, że „czarne owce” UE, Węgry i Polska, bronią traktatów UE. Pamiętajmy, że prawo rodziców do decydowania o wychowaniu dzieci jest zapisana w traktatach, a odbiera się ją na naszych oczach. Jak przeciwdziałać? Poprzez emocje i programy, gdzie młodzież spędza czas razem, a także język ojczysty – zaznaczył.
Historyk, dyrektor Węgierskiego Instytutu Badań nad Komunizmem dr Rajmund Fekete, również mówił o łączących Polaków i Węgrów tematach. – W Europie Środkowej mamy specyficzną sytuację, bo nasze narody doświadczył terrorów, i Holokaustu i terroru komunistycznego, tego, co wywoływały dyktatury. Byliśmy krajami okupowanymi de facto. Pomimo to dalej tutaj stoimy i działamy. To wszystko dzięki tożsamości narodowej. Musimy pokazać młodym, jaki to był świat i wyzwania, oczywiście poprzez nowoczesny przekaz. Oddziałujemy na emocje. To wielka odpowiedzialność naszego regionu, aby cały czas przekazywać młodym ludziom, czym jest wolność – powiedział, pytany o sposoby forsowania środkowoeuropejskiej narracji.
Wspomniał o globalnych trendach, takich jak wpuszczanie migrantów. – Zaimportowaliśmy sobie problem w Europie Zachodniej. W Polce dopóki PiS był u władzy, UE starała się blokować rządy wybrane przez suwerenny narody. Premier Węgier pokazał precedens działania, blokując europejskie mechanizmy, dążące do realizacji koncepcji „stanów zjednoczonych Europy”. Dlatego Viktor Orban mówi o tym, że musi wrócić racjonalność, w Polsce określa się to jako „chłopski rozum” – stwierdził.
Dr Réka Földváryné Kiss, przewodnicząca Komitetu Pamięci Narodowej w Budapeszcie, historyk, doktor nauk humanistycznych, opowiedziała o doświadczeniach działania swojej instytucji. – Wszyscy czujemy, że tożsamość kulturowa, tworzenie narracji, są najbardziej problematycznymi obszarami, bo mówimy o uczuciach, przekonaniach, które wynikają z naszych postaw. A te trudno zmienić. Bardzo ważne jest rozmawianie o tym. Nasza Instytucja zajmuje się głównie pielęgnowaniem pamięci ofiar systemu komunistycznego. Zadanie nałożyło nam węgierskie Zgromadzenie Narodowe. Nie przez przypadek w okresie dyktatur totalitarnych w wieku XX, antropologia kulturowa człowieka komunizmu sprawia, że musimy bardzo zastanowić się nad bytem. Potrzebujemy też terapii. Naszą wspólną odpowiedzialnością jest, abyśmy znaleźli w XXI wieku takie metody, które mogą być radykalne. Musimy być odważni, ale w pewnych przyjętych przez nas narracjach musimy odpuścić, bo zwracamy się do pokolenia, które ma zupełnie inne doświadczenia – mówiła.
– Nasze dzieci formują swoje wartości w świecie, gdzie rządzi AI, media społecznościowe. Dlatego to, co my robimy w Komitecie, to to, że próbujemy za pomocą nowych technologii przekazywać tradycyjne treści. Używamy narzędzi XXI wieku. Pokolenie naszych dzieci przesycone jest kulturą cyfrową, coraz bardziej szuka form, które są poza tym. By może najbardziej udany projekt ostatnio to sztuka teatralna dot. bohaterów węgierskich. Pokazywaliśmy ich w trudnych sytuacjach, gdy podejmowali trudne wybory życiowe – wskazała.
Ostatni z panelistów Maciej Szymanowski – dziennikarz, hungarysta i dyplomata, Dyrektor Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka (2018–2024) – mówił o wyzwaniach.
– Naszym problemem w Europie Środkowej jest brak dostępu do wolnej, niezmanipulowanej informacji. Czy wiedzą państwo, kto dziś kupuje najwięcej paliw kopalnych od Rosji? Francja. Nie jesteśmy w stanie się tego dowiedzieć w Polsce, chyba też nie do końca na Węgrzech. Informuje o tym fiński think-tank. Nie żyjemy w świecie, gdzie konkurujemy na edukację, w kategoriach kultury, ale poletkach, które są dla nas trudne. Nie potrafimy tego zdefiniować, wyciągnąć wniosków – zauważył. Według Szymanowskiego "wciąż żyjemy w świecie zakompleksienia, że jesteśmy czymś gorszym. Jesteśmy tą częścią świata, która rozwija się szybciej niż Europa Zachodnia, a tkwimy w tym, że mamy się bronić, że coś nam nie wychodzi". Podkreślił potrzebę tworzenia szerokiej strategii ofensywnej. – Bez tego nie poradzimy sobie i nie będziemy konkurencyjni w skali świata – podkreślił.
Bezpieczeństwo żywnościowe a UE. Jak walczyć o interesy polskich rolników?
Kolejny panel zatytułowano: "Rolnictwo, wieś i suwerenność żywnościowa. Globalne koncerny kontra lokalni rolnicy – kto wygra bitwę o jedzenie? Zielona rewolucja czy zielone kajdany? Rolnictwo wobec polityki klimatycznej: jak rolnicy i przetwórcy z PL, HU i USA mogą współpracować w niestabilnych czasach. Najważniejsze szanse i zagrożenia".
Jako pierwszy głos zabrał doradca społeczny prezydenta Karola Nawrockiego, szef NSZZ "Solidarność" Rolników Indywidualnych Tomasz Obszański. Był pytany o umowę z Mercosurem oraz zapowiedzi polskiego rządu w zakresie zaskarżenia jej do TSUE. – Mieliśmy polską prezydencję, która – niestety – została w dużej mierze zmarnowana przez Ministerstwo Rolnictwa. W sprawie umowy z Mercosurem nie zrobiono praktycznie nic. Prezydent, w takim zakresie, w jakim mógł, podejmował działania na rzecz zbudowania mniejszości blokującej, aby wesprzeć polskich rolników, jednak to się nie udało – powiedział.
– Kluczową rolę odgrywa tutaj premier Donald Tusk oraz minister rolnictwa, którzy — trzeba to jasno powiedzieć — nie podejmują wystarczających działań. Nie możemy pozwolić, by Polska była spychana na margines. To rząd, a konkretnie premier wraz z ministrem, powinien aktywnie działać na rzecz blokowania umowy z Mercosurem oraz wprowadzania mechanizmów ochronnych – mówił Obszański.
Szef "S" RI podkreślił, że jednym z takich mechanizmów powinno być wprowadzenie europejskich standardów produkcji w krajach Mercosuru. Jeśli te standardy nie są spełniane, taka żywność nie powinna trafiać na polski rynek. – Problem polega również na tym, że Polska nie ma własnej, silnej sieci handlu — dominują zagraniczne sieci handlowe. W efekcie do kraju trafiają ogromne ilości warzyw i innych produktów, których nasi rolnicy nie są w stanie sprzedać. Magazyny są pełne, a polski rolnik produkuje żywność wysokiej jakości. Musimy zrobić wszystko, aby mógł on normalnie funkcjonować – podkreślił doradca prezydenta RP.
Były europoseł oraz poseł, radny Sejmiku Małopolskiego Bogdan Pęk ocenił, że Polska została "poważnie osłabiona przez Unię Europejską, w której dominującą rolę odgrywają Niemcy i Francja". – Obecny rząd nie ukrywa, że w wielu obszarach realizuje interesy niemieckie. Prowadzi to do sytuacji, w której Polska może tracić swoją podmiotowość na arenie międzynarodowej – wskazał panelista.
– Widzimy również działania zmierzające do przejęcia Trybunału Konstytucyjnego oraz naciski na Narodowy Bank Polski. To wszystko sprawia, że trudno dziś pokładać pełne zaufanie w instytucjach unijnych – przekonywał Pęk. Zaznaczył, że wydawało się, iż w UE w sprawie Mercosuru uda się zbudować mniejszość blokującą — "tym bardziej, że Francja była przeciwna tej umowie. Jednak ostatecznie koalicja ta się rozpadła, m.in. z powodu zmiany stanowiska Włoch". – W tej sytuacji należy wywierać presję na rząd, aby zaskarżył umowę z Mercosurem. Największe zagrożenie dotyczy rolnictwa towarowego oraz sektora przetwórstwa żywności – powiedział były poseł.
Kolejny z panelistów, Grzegorz Wojciechowski – były poseł, samorządowiec, rolnik – był pytany o unijny Zielony Ład. – To nie jest taki Zielony Ład, jakiego oczekiwaliby polscy rolnicy. Skala ingerencji w funkcjonowanie gospodarstw jest tak duża, że w wielu przypadkach utrudnia ich prowadzenie. Kluczową wartością powinna być autonomia małych, rodzinnych gospodarstw rolnych. Tymczasem działania podejmowane zarówno przez Unię Europejską, jak i władze krajowe prowadzą do jej ograniczania – przekonywał.
Podkreślił istotę rolnych gospodarstw rodzinnych. – Gospodarstwa rodzinne to działalność o charakterze długofalowym — nie można zarządzać nimi wyłącznie z perspektywy krótkoterminowych decyzji administracyjnych. Nie powinno być tak, że osoby niezwiązane z rolnictwem narzucają szczegółowe regulacje dotyczące jego funkcjonowania – zaznaczył. – W wielu krajach UE, gdzie rolnictwo jest rozwinięte, stosuje się inne podejście — rozróżnia się regulacje dla dużych i małych gospodarstw. Co więcej, w przypadku gospodarstw rodzinnych kluczowym wskaźnikiem jest wartość dodana, a nie wyłącznie zysk – wskazał.
Dr Krzysztof Duda, były dyrektor Instytutu Zootechniki – Państwowego Instytutu Badawczego w Krakowie wskazał, że kolejnym problemem jest wiek rolników. – W Polsce, podobnie jak na Węgrzech czy w Stanach Zjednoczonych, średni wiek rolników wynosi ponad 50 lat – zauważył.
– Mamy około 1,3 mln osób zarejestrowanych w KRUS oraz około 700 tys. aktywnych gospodarstw. Polska zajmuje pierwsze miejsce w produkcji drobiu i trzecie w produkcji mleka. To pokazuje skalę naszego potencjału — i rodzi pytanie, czy nie jesteśmy w związku z tym celowo osłabiani – powiedział. Dr Duda odniósł się na napływu produktów rolnych z Ukrainy. – Jeśli chodzi o Ukrainę, którą dobrze znam, sektor drobiarski znajduje się pod presją z dwóch stron — z jednej strony Mercosur, z drugiej ogromne fermy przemysłowe na Ukrainie. Dodatkowo polskie rolnictwo jest nadmiernie obciążone biurokracją. Rolnik coraz częściej staje się urzędnikiem, a nie producentem żywności — niespełnienie norm oznacza eliminację z rynku – wskazał.
Były prezes zarządu Tauronu, były wiceprezes Grupy Azoty prof. Filip Grzegorczyk zwrócił uwagę na kwestię produkcji nawozów, bez których rolnictwo nie będzie funkcjonować. – W Grupie Azoty zajmowałem się m.in. regulacjami i współpracą międzynarodową. Już kilka lat temu zwracaliśmy uwagę na niepokojące sygnały — wyglądało to tak, jakby istniał plan stopniowego wygaszania rolnictwa w Europie Środkowej. Wszyscy wiemy, że bez nawozów rolnictwo nie może funkcjonować. Tymczasem mechanizmy takie jak Zielony Ład, system ETS czy wysokie ceny gazu znacząco obniżyły rentowność producentów nawozów. W efekcie wiele firm w regionie upadło — Grupa Azoty jeszcze się utrzymuje, ale znajduje się pod ogromną presją – tłumaczył.
– Z jednej strony Unia Europejska ogranicza konkurencyjność własnych producentów, z drugiej — nie wprowadza skutecznych sankcji na nawozy z Rosji. Tymczasem koszt produkcji nawozów w dużej mierze zależy od ceny gazu, a Rosja dysponuje tu ogromną przewagą – zauważył. – Można odnieść wrażenie, że chodziło najpierw o przejęcie rynku nawozów, a następnie o budowę wielkich agroholdingów, m.in. na Ukrainie. Wojna ten proces spowolniła, ale pojawiło się nowe wyzwanie — umowa z Mercosurem – podsumował Filip Grzegorczyk.
Siła dolara, cyfrowy pieniądz i złoto
Panel 8. w ramach PHALS poświęcono tematowi: "Finanse, bankowość i systemy płatności. Suwerenność finansowa państw – iluzja czy konieczność? Bankowość, fintech i suwerenność finansowa: Nowe wyzwania. Przyszłość bankowości i finansów we współpracy międzynarodowej".
Jako pierwszy głos zabrał prof. dr hab. Konrad Raczkowski profesor nauk ekonomicznych, dyrektor Centrum Gospodarki Światowej UKSW i Dyrektor Instytutu Ekonomii i Finansów UKSW. Prowadzący Rafał Ziemkiewicz zapytał o sytuację dolara jako globalnej waluty. – Hegemonia dolara zostanie przełamana, jednak nie stanie się to nagle. Odbędzie się to w etapach. (…) Ostatnim etapem, do którego daleko, będzie zachwianie systemem wartości jako waluty rezerwowej. Żadna waluta nie ma dziś takiego sprawstwa jak dolar, chociaż warto wiedzieć, że administracja USA mówi o tym oficjalnie, że dąży do osłabienia dolara – powiedział Raczkowski.
– Cały konflikt na Bliskim Wschodzie podyktowany jest obroną dolara. De facto ponad 90. proc statków przepływających przez Cieśninę Ormuz było ubezpieczonych w brytyjskim banku Lloyds, który dziś ma zapaść. Lloyds się nie podniesie, to nie wróci. Moim zdaniem ta wojna nie jest militarnie do wygrania. To wojna jako model biznesowy – ocenił ekspert. – W naszej części Europy, w wojnie Rosji z Ukrainą, Chinom nie zależy, aby Rosja ten konflikt zakończyła. Rosja jest w potrzasku, ale zarabia na surowcach. Więc mamy większą układankę geopolityczną, w której USA próbują przejąć kontrolę – powiedział.
Dyrektor Instytutu Ekonomii i Finansów UKSW, odnosząc się do pytania o prace nad cyfrowym pieniądzem stwierdził, że ostatecznie on i tak wejdzie. Zastrzegł jednocześnie, że "gotówka jako jeden z ostatnich kanałów wolności wyboru".
Drugi z panelistów, Zdzisław Sokal, ekonomista, były członek zarządu Narodowego Banku Polskiego i były prezes zarządu Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, mówił o suwerenności walutowej. – Czy nasze kraje są w stanie utrzymać suwerenność? Napoleon powiedział, ze do zwycięstwa potrzebne są trzy rzeczy. Pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Klasyczne podejście do waluty mówi o tym, że silna gospodarka to silny pieniądz. Dziś sytuacja się zmienia. Konkurencją jest słaba waluta – mówił.
– Włochy, członek UE, zapłacili wielką karę za to, że weszli do strefy UE na wysokim kursie lira. Gospodarka włoska dopiero się po tym zbiera – wskazał Sokal.
Pytany, co będzie dalej z dolarem, odparł: – Trzeba zwrócić uwagę na udział w operacjach. Ok. 85 proc. transakcji jest nadal w dolarach. Waluta dominująca. Udział w rezerwach banków centralnych, to 60-65 proc. Trzeci element, USA jako emitent dolara są dalej hegemonem, pierwszą gospodarką świata. Stąd szereg pytań, czy dzisiaj USA jako hegemonowi opłaca się utrzymać i jak długo dolara. Ostateczny element weryfikacji waluty to potencjał militarny. Wydaje się, że nadal utrzymanie dolara jako waluty światowej jest ważne, chociaż trzeba by było zastanowić się nad alternatywami – mówił ekspert.
– Poza dolarem, euro, jest jeszcze szczególna waluta, jaką jest złoto. To kruszec, ale waluta. Ma swoje słabości w płynności, ale obecnie jest mocno wykorzystywana przez banki centralne. W NBP mamy tego na poziomie 30 proc. Rezerwy w każdym banku pełnią inną funkcje niż się wydaje. Przede wszystkim bezpieczeństwo i płynność. Jak patrzymy na zmienność rynku w surowcach i złocie, jest niesamowita. To sygnał, że jest wielki niepokój na rynku – zaznaczył panelista.
Prowadzący powtórzył pytanie o pieniądz cyfrowy: – Ta formuła płatności jest nadal rozwijana w Chinach, maja przewagę jeśli chodzi o możliwości techniczne. W USA po wyborach Trump zablokował prace nad elektronicznym dolarem. W EBC jesteśmy technicznie gotowi, w 2026 roku mają być zakończone prace formalno-prawne. W 2027 ma być pierwsza emisje użycia, a 2028 gotowość do użycia. Pytanie, jak my powinniśmy reagować na elektroniczny pieniądz. Elektroniczna złotówka? Uważam, że powinniśmy prowadzić prace.
"Polacy, inwestujcie w USA". Trudny rynek, ale warto
Ostatni panel zatytułowano: "Polskie firmy w USA: od eksportu do trwałej obecności. Regulacje, ryzyka i skalowanie biznesu. USA jako rynek strategiczny dla polskiego przemysłu: kiedy eksport przestaje wystarczać". Panel poprowadził Aleksander Majewski z portalu DoRzeczy.pl
Zbigniew Zborowski, przedsiębiorca i strateg współpracy gospodarczej Polska–USA, podkreślił potencjał polskich pracowników w USA. – Jako Polacy w USA szybko zaczęliśmy dostawać prace na dobrych stanowiskach. Jako pracownicy jesteśmy postrzegani wysoko – kultura pracy, nie zadawaliśmy pytań, rozwiązywaliśmy problemy, które dla innych były nie do rozwiązania. Przez naszą trudną historię, nauczyliśmy się rozwiązywać trudne sytuacje – wskazał.
Zaznaczył, że to dobra podstawa, aby myśleć o założeniu biznesu. – Przeprowadzając się do USA widzę, że jesteśmy dobrym pracownikiem i przedsiębiorcą, . Może dlatego, że tak trudno jest prowadzić biznes w Polsce. W USA gramy w tę samą grę, ale na prostszym poziomie. Mówię to, żeby zachęcić polskie biznesy, aby próbować założyć firmę za granicą. Nie jest najważniejszy język, kontakty, ale trzeba dać sobie szansę. Rynek USA jest fantastyczny – podkreślał Zborowski.
Kolejny panelista – Piotr Praszkowicz, działacz polonijny, Wielki Marszałek Parady Pułaskiego 2024 w Nowym Jorku i właściciel firmy PDP Contracting Inc. – wskazywał na kreatywność Polaków, zastrzegając, że rynek w USA jest inny niż ten polski. – To skala, siła, dynamika. Trzeba szybko podejmować decyzje. Firmy w Polsce mają czas. Gdy podpisuję kontrakt z firmą w Polsce liczę, że już pracują nad projektem, a oni dzwonią, że zaczynają za dwa tygodnie. Tutaj wychodzi mentalność, która może być barierą – wskazał. Jednocześnie potwierdził, że potencjał Polonii nie jest wykorzystany.
Wojciech Michalik, dyrektor Nowodworski Foundation NY i prywatny konsultant w dziedzinie miejskiej ochrony środowiska, zwrócił uwagę na skalę Polonii. – 20 mln Polaków żyje poza granicami kraju. Polonia jest zasadniczo niedoceniana i niedostrzegana. Polonia amerykańska to obecnie między 8 a 9 mln. Spis powszechny z 2020 roku wskazuje, że polskie ognisko domowe zarabia ok. 115 tys. dolarów rocznie. Pomnóżmy to przez 3,5 mln rodzin, to ok. 300 mld dolarów rocznie. W sumie Polacy poza krajem zarabiają rocznie ponad 600 mld dolarów rocznie. Nie liczymy tutaj biznesów i oszczędności. Polacy w USA pod względem zarobków i wykształcenia są wyżej niż Włosi, Irlandczycy, Niemcy i udowodniliśmy, że w ciągu jednego pokolenia można zatrzeć różnice – powiedział.
Michalik dodał, że "nie widać zainteresowania państwa w ściąganiu do Polski Polaków, którzy osiągnęli sukces, dochodzących do wieku, w którym chcieliby osiąść na stałe w kraju pochodzenia".
Paweł Szewczyk, export Manager firmy FAKRO opowiadał o doświadczeniach wchodzenia na rynek amerykański. – Rynek amerykański jest olbrzymi. To oznacza 50 systemów prawnych, 50 systemów podatkowych. Rynek zupełnie różny, jeśli chodzi o branżę budowlaną od rynku europejskiego, co wynika z różnic w budowaniu domów. Północ i południe to dwa inne światy – wskazał. Wyjaśnił, że większość polskich firm zaczyna w Chicago, w oparciu o polskie kontakty.
Ostatnia prelegentka, Agnieszka Maćkówka – prezes Polsko-Polonijnej Izby Gospodarczej – wskazała, że Izba jest "największą organizacją, która zrzesza ośrodki polonijne na całym świecie, mamy ponad 17 tys. członków z całego świata". – Tworzymy sieć networkingową wewnętrzną, która mam nadzieję, do miesiąca ujrzy światło dzienne, gdzie cała nasza organizacja będzie widziała się w każdym kraju i branży i będziemy mogli sprawniej robić interesy. Polonia to nasze główne źródło współpracy, ale pokazujemy biznesom zagranicznym jak wygląda Polska, jakie mamy zasoby – podkreślała Maćkówka.
