Reza Pahlawi to jedyna alternatywa dla Iranu”, „Nasz wybór to Reza Pahlawi”, „Naród Iranu akceptuje jedynie księcia Rezę”. A także „Make Iran Great Again” i wprost: „Król Reza Pahlawi”.
Takiej treści bannery niesiono zarówno podczas antyrządowych protestów, które przetoczyły się przez Iran w styczniu tego roku, jak i demonstracji irańskich emigrantów na Zachodzie. To właściwie nic nowego, bo takie deklaracje manifestanci głoszą od dawna. Na uchodźstwie w sposób nieskrępowany, w Iranie zaś coraz częściej i coraz bardziej odważnie.
Wygląda na to, że po blisko półwieczu spędzonym na wygnaniu Reza Pahlawi, syn ostatniego szacha, jest jedynym człowiekiem, z którym wiążą nadzieje wrogowie Islamskiej Republiki Iranu. Wśród opozycji nie brakuje ludzi zasłużonych dla Iranu. Ale to książę Reza jest na sztandarach, a wraz z nim obraz złotego lwa i słońca – pradawne godło perskiej monarchii.
Czy to dziwi? Może trochę. Po pierwsze, od obalenia szacha jego syn ani razu nie był w ojczyźnie. Nie jest czynnym politykiem i nie ma w Iranie zaplecza, czyli ludzi, którzy mogliby działać w jego imieniu – bo w kraju rządzonym przez ajatollahów to niemożliwe.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
