Choć oficjalne powody decyzji władz PiS nie zostały ujawnione, w tle pojawiają się ostatnie wypowiedzi medialne Szczuckiego oraz wyłamanie się z dyscypliny partyjnej w Sejmie. Poseł wstrzymał się od głosu przy głosowaniu nad wetem prezydenta do nowelizacji Kodeksu postępowania karnego, tłumacząc to sprzeciwem wobec – jak mówił – "polityki tymczasowych aresztów, która w tej chwili obowiązuje i jest nadużywana".
"Prokuratura upolityczniona systemowo"
To jednak nie koniec. W środę Szczucki poszedł o krok dalej – i uderzył w fundamenty reform wymiaru sprawiedliwości firmowanych przez Zbigniewa Ziobrę. – Na pewno jest upolityczniona prokuratura i to systemowo, bo zależy od polityka – powiedział w Polsat News. Dopytywany, czy dotyczy to również okresu rządów PiS, odpowiedział jednoznacznie: – Tak, bo też zależała od polityka, bo była połączona z ministrem sprawiedliwości w sensie ustawowym. Szczucki nie pozostawił wątpliwości co do swojej oceny tego modelu. – To jest złe rozwiązanie i ja o tym publicznie mówię – zaznaczył. Przyznał przy tym, że jego stanowisko nie jest podzielane w partii. – Nie zgadza się ze mną wielu koleżanek i kolegów z PiS.
Polityk zaproponował jednocześnie zmianę systemową. Jego zdaniem funkcje ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego powinny zostać rozdzielone. – Powinien być to człowiek mający pełne narzędzia do działania, a jednocześnie całkowicie odcięty od życia parlamentarnego i partyjnego – mówił. Jak dodał, pozostaje pytanie, kto miałby taką osobę wybierać: – Czy powinien wybierać prezydent, czy naród w wyborach powszechnych?.
"Zarzuty nie miały podstaw"
Tymczasem w środę, jak podały media, do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia trafił akt oskarżenia przeciwko posłowi. Prokuratura zarzuca mu przekroczenie uprawnień w czasie, gdy kierował Rządowym Centrum Legislacji. Chodzi o okres od listopada 2022 r. do października 2023 r. Według śledczych zatrudniono wówczas kilka osób z pominięciem procedur konkursowych, które – zamiast wykonywać obowiązki urzędowe – miały zajmować się jego kampanią wyborczą. W sprawie ma chodzić o wykorzystanie środków publicznych w wysokości co najmniej 900 tys. zł.
Szczucki zdecydowanie odrzuca zarzuty. – To, że te zarzuty zostały sformułowane, nie miało podstaw – przekonywał. Jednocześnie zaznaczył, że chce szybkiego rozstrzygnięcia sprawy. – Żałuję, że niemal dopiero po dwóch latach trafia do sądu. (…) Jestem przekonany, iż sprawa trafi do niezależnego i niezawisłego sądu. Chcę wierzyć, że będą takie instytucje w Polsce – dodał.
Mimo zawieszenia i zarzutów, polityk nie zamierza wycofywać się z życia partyjnego. – Decyzja o zawieszeniu nie ma uzasadnienia i myślę, że niebawem dojdzie do odwieszenia. Na to liczę – mówił Szczucki jeszcze we wtorek. Jednocześnie jasno zadeklarował: – Tych, którzy chcieliby, żebym Prawo i Sprawiedliwość opuścił, muszę zmartwić – nie mam takich zamiarów – mówił.– Jak to się mówi w polityce, są wrogowie, więksi wrogowie i koledzy z listy wyborczej – dodał.
Czytaj też:
Kolejne problemy zawieszonego posła PiS. Jest akt oskarżeniaCzytaj też:
Zawieszony poseł PiS "układał się" z Żurkiem? Jest komentarz ministra sprawiedliwości
