W wywiadzie dla portalu I.pl ks. prof. Andrzej Kobyliński odpowiedział na szereg pytań dotyczących milczenia polskich biskupów w sprawie napiętych stosunków na linii Polska – Ukraina, które uwidoczniły się ewidentnie po nadaniu przez prezydenta Zełenskiego jednej z jednostek wojskowych imienia "Bohaterów UPA" i eskalowały, gdy prezydent Nawrocki odebrał mu za to Order Orła Białego.
Ks. Kobyliński ocenił, że niestety mamy do czynienia z brakiem odwagi i konformizmem. Przyznał, że kompletnie nie rozumie tego milczenia. Zaznaczył, że dobre relacje Polski z Ukrainą są polską racją stanu i naszym podstawowym interesem narodowym. Wobec tego biskupi, którzy na tym polu mają wiele do zrobienia, powinni być aktywniejsi w działaniu na rzecz stanięcia Ukrainy w prawdzie. Jego zdaniem oba Kościoły: z naszej strony rzymskokatolicki, a z drugiej Ukraiński Kościół Greckokatolicki, mogłyby odegrać w pojednaniu polsko-ukraińskim główną rolę.
Prof. Kobyliński: Pojednanie jest kategorią moralno-religijną
Prowadząca wywiad Anita Czupryn zapytała, dlaczego Kościoły powinny odegrać ważną rolę w tym pojednaniu?
Duchowny wskazał w odpowiedzi, że pojednanie jest kategorią moralną. "Dotyczy pamięci, sumienia, winy, grzechu, rozumienia dobra i zła. Dlatego podstawą autentycznego pojednania jest wymiar moralno-religijny. Dopiero później przychodzą elementy polityczne, gospodarcze czy militarne. Tylko że nie można budować domu od dachu. Najpierw trzeba położyć fundament. A fundamentem każdego autentycznego pojednania – tak w wymiarze jednostkowym, jak i międzynarodowym – jest płaszczyzna moralno-religijna. To trzeba bardzo stanowczo podkreślać" – powiedział ks. prof. Kobyliński.
Czego boi się polski Episkopat?
Powstaje zatem pytanie, czego boi się polski Episkopat? Tematu ludobójstwa Wołyniu? Reakcji wiernych? Prawicy? Czy może strony ukraińskiej? O to zapytała dalej dziennikarka.
Zdaniem hierarchy problem w tym, że dominuje obojętność, połączona z brakiem rzetelnej i pogłębionej diagnozy najważniejszych problemów. Przyznał, że jest to coś, co go zdumiewa i przeraża. "Warto przypomnieć, że w 2023 roku, w 80. rocznicę rzezi wołyńskiej, w archikatedrze warszawskiej miało miejsce nabożeństwo, w którym uczestniczyli m.in. przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki i zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego abp Światosław Szewczuk. Podczas nabożeństwa zostało podpisane wspólne oświadczenie «Przebaczenie i pojednanie», po którym nastąpiło przekazanie sobie znaku pokoju i odmówienie modlitwy «Ojcze Nasz». To było wydarzenie szeroko komentowane w mediach. Wówczas bardzo stanowczo protestował przeciwko tej inicjatywie ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Jego protest w trakcie konferencji prasowej w Domu Arcybiskupów Warszawskich, zorganizowany wspólnie ze środowiskami kresowymi, miał wymiar bardzo osobisty, dramatyczny i niezwykle przejmujący" – powiedział Kobyliński, na co dziennikarka zapytała, dlaczego.
Ks. Isakowicz-Zaleski miał rację
"Ponieważ ten odważny i bohaterski duchowny, prześladowany przez nasze władze kościelne, już wtedy bardzo poważnie walczył z chorobą nowotworową, a jednak przyjechał do Warszawy z południa Polski i manifestował swój sprzeciw wobec, jak twierdził, zakłamywania historii. W przekonaniu ks. Isakowicza-Zaleskiego taka forma pojednania była banalna i fałszywa. Jego zdaniem szkodziła ona kształtowaniu właściwych relacji między Polską i Ukrainą. Wydawało mi się wtedy, że jego stanowisko jest zbyt radykalne. Wiem, że ukraińscy nacjonaliści zamordowali dużą część jego rodziny. Pomimo tego ks. Isakowicz-Zaleski bardzo zaangażował się w pomoc Ukraińcom po agresji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku. Wielokrotnie z nim o tym rozmawiałem. Natomiast po upływie trzech lat wydaje się, że on miał rację. To «pojednanie» było kompletnie nieprzygotowane merytorycznie. Nie było wcześniej żadnej dyskusji historycznej w kręgach kościelnych w naszym kraju. I nagle wydano oświadczenie, z którego tak naprawdę nic nie wynika. Nie było w nim poważnej oceny przeszłości ani konkretnych zadań na przyszłość, które mogłyby prowadzić w dłuższej perspektywie do autentycznego pojednania. Rzeczywiście potrzebujemy pojednania, ale nie w takiej formie, jak to miało miejsce trzy lata temu" – wyjaśnił duchowny.
Potrzebna prawda i sprawiedliwość zamiast pustych gestów
W dalszej części wywiadu ks. Kobyliński wyjaśnił, że wspomniany gest arcybiskupów Gądeckiego i Szewczuka nie zadziałał społecznie, ponieważ słowa o przebaczeniu przyszły zanim rozwiązano sprawy ekshumacji, grobów i godnego upamiętnienia ofiar. Krótko mówiąc, nie były oparte na fundamencie prawdy. "Nie potrzebujemy pustych gestów pojednania, bo one są fałszywe i szkodliwe. Potrzebujemy autentycznego pojednania zbudowanego na prawdzie i sprawiedliwości" – podkreślił.
Zdaniem księdza, by do tego doszło, trzeba wykonać bardzo trudną pracę edukacyjną. W jego opinii wszystko wskazuje na to, że zajmie nam to najbliższych kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt lat. Nadchodzący okres będzie niezwykle trudny. "Wydaje się, że wojna za naszą wschodnią granicą powoli dobiega końca, niedługo nastanie czas pokoju. Możni tego świata w Waszyngtonie, Pekinie, Berlinie czy Jerozolimie powoli się dogadują odnośnie do przyszłego kształtu Europy Środkowo-Wschodniej. Myślimy więc o pokoju, który zapanuje w Ukrainie, o nowym ukraińskim państwie po tej wojnie. Na dzisiaj można przypuszczać, że relacje polsko-ukraińskie będą niezwykle trudne, co więcej, mogą się okazać trudniejsze od relacji polsko-rosyjskich. Ukraina będzie mocno współpracować z Niemcami. W kraju nad Dnieprem nie będzie szczególnej potrzeby dobrych relacji z Polską. Dlatego trzeba przygotować się na ostre spory między Polską i Ukrainą, nie tylko w wymiarze historycznym, ale także gospodarczym. Szczególnie trudna będzie ochrona naszego rolnictwa przed zalewem ukraińskich produktów rolnych" – powiedział ks. profesor.
Czytaj też:
Tusk cytuje Jana Pawła II po decyzji ws. Zełenskiego. "Stawiajmy wyżej to, co jednoczy"Czytaj też:
"NIE-BY-WA-ŁE!!!". Narracja Tuska dotycząca Orderu wzięta z niemieckiej prasy?
